A GDYBY TAK PRZEŻYĆ WSZYSTKO OD NOWA?

Gdybyście mogli przeżyć ponownie swoje najlepsze lata, to zdecydowalibyście się na ten krok? Powrócić do rzeczywistości tak odmiennej niż obecna, ale do czasów, kiedy Wasze ciała były jędrne, a umysły nienasycone? Zastanówcie się, bowiem cofnięcie się do lat minionych może okazać się znacznie trudniejszym wyzwaniem niż mogłoby się wydawać na początku…

Czy zawsze musi być jak zawsze?

O czym będzie dzisiejszy wpis? Ponownie zaproszę Was do literackiej podróży, w której główną bohaterką będzie powieść Zygmunta Miłoszewskiego „Jak zawsze”. I jak zawsze w moich recenzjach, opisywana historia będzie stanowić jedynie pretekst do przemyśleń i rozmów. Bo zdradzania szczegółów fabuły nie mam w zwyczaju 😉

W książce poznajemy Ludwika i Grażynę. On po osiemdziesiątce, ona zbliżająca się do tej granicy wiekowej z ósemką z przodu. Kochające się małżeństwo, które w codzienności odnalazło siebie. Wiadomo, raz bywało lepiej, raz gorzej. Ale zawsze razem. I to „zawsze” trwało już blisko pięćdziesiąt lat. Choć starość potrafi nieźle namącić w postrzeganiu fizyczności drugiego człowieka.

„Teraz starałam się na niego patrzeć jak najrzadziej. I nawet nie dlatego, że byłam nim zmęczona (choć byłam) i miałam go dość po tych wszystkich latach (choć miałam). Nie mogłam na niego patrzeć, ponieważ nienawidziłam go za to, że stał się stary. Cóż z tego, że obiektywnie biorąc, nieźle się trzymał? Jak się wymył, wypomadował, wyczesał, wypachnił i ubrał, wyglądał na osobę, za którą miała go reszta świata: zacnego i mądrego, choć cokolwiek nudnego profesora. Tylko, że ja go miałam nie tylko w wersji obiektywnej. Ja go miałam w wersji świszczącej, pierdzącej, rozczochranej, cieknącej, śmierdzącej, pomarszczonej i bezzębnej. W całej fizjologicznej krasie nieelegancko dogorywającego ciała.”

Może bez fajerwerków, ale spokojnie

Ich życie nie było porywcze. Nie było w nim przygód, które warto byłoby spisać dla pamięci potomnych. Praca, dom, dziecko, praca, dom i takie małe chwile szczęścia wypełniające zwyczajne dni. Ot, taka standardowa egzystencja, ulegający niewielkim zmianom od kołyski do nieubłaganie zbliżającego się upływu terminu ważności przyznanej licencji na życie.

„Tylko dziś myślę, że więcej wysiłku trzeba było wkładać w to, żeby jak najmniej było zwyczajnych dni. Wyobraź sobie, że co roku wykrawasz dodatkowe piętnaście dni na przygody. Niby niewiele, ale przez dziesięć lat to już jest sto pięćdziesiąt dni, pięć miesięcy, półroczna podróż.”

Ale było im dobrze, więc czy czasami trzeba szukać na siłę dodatkowych wrażeń. Bez wątpienia sfera seksu była dla nich ważna i w łóżku dobrze im się układało. To ich scalało i dawało siłę na przetrwanie w trudnych czasach Żelaznej Kurtyny i kiedy socjalizm na dobre rozgościł się w Polsce.

Seks był i jest ważny

 „Od pierwszej nocy pięćdziesiąt lat temu zawsze uważał, że wygląda wspaniale. W ciąży, zmęczona, utyta, stara, zawsze mu się podobała. Nigdy jej nie zdradził, nigdy nie planował, nigdy się w nikim innym nie zakochał. Nawet w czasie masturbacji zazwyczaj fantazjował o niej. Cały jego seksualny świat należał do niej i tego też by nie zmienił. Bo po co? Po co zmieniać coś, co jest dobre?”

Zmieniała się cielesność, zmieniała się i seksualność. Dzikie pożądanie zostało zastąpione troską o komfort najbliższej osoby. O uśmiech na jej twarzy i dawanie poczucie bezpieczeństwa, kiedy odrywała się kolejna kartka z kalendarza.

„Jest taki stary dowcip: jak się kochają jeże? Ostrożnie. Często myślał po siedemdziesiątce, że starzy ludzie są jak jeże. Przynajmniej, jeśli chodzi o ars amandi. Trochę dlatego, że z biegiem lat czułość wypiera pożądanie, w każdym zbliżeniu jest więcej tkliwości, spokojnego przytulania i doceniania bliskości z drugą osobą – a mniej zwierzęcej kopulacji, szukania przecinki w lesie w czasie wyjazdu na wakacje, żeby bzyknąć się na mchu i potem narzekać na ukąszenia mrówek. Ale też dlatego, że stare ciała wymagają ostrożności. Nie dla zwyrodniałych stawów biodrowych lubieżne rozkładanie nóg albo obejmowanie partnera udami, nie dla wypadających dysków dzikie ujeżdżanie, nie dla hodowanych przez dekady gastrobrzuchów pokładanie się na kruchej partnerce z osteoporozą. Człowiek uczy się, że dotyk, bliskość ciał, pocałunki mogą być tak samo ważne.”

Coś się wydarzyło…

Aż pewnego wieczoru, chcąc upamiętnić rocznicę ich pierwszego zbliżenia, pożądliwym jak na starcze możliwości stosunkiem, stało się coś, co zaskoczyło ich samych. Następnego dnia obudzili się nie w swoim mieszkaniu i nie w swoich ciałach. To znaczy w swoich, ale z cofniętym licznikiem o 50 lat. I tu zaczyna się ich niespodziewana przygoda…

A gdyby tak przeżyć wszystko od nowa? Czy postanowią przejść przez swoje życie, tak jak zrobili to za pierwszym razem? A może każde z nich postanowi nie popełniać błędów z przeszłości i wybierze odrębną drogę? Bez wątpienia wiele trudności będzie postawionych na ich drodze, bo nawet ich Warszawa będzie miastem zgoła odmiennym niż tym zachowanych we wspomnieniach.

„Jak zawsze” to nie jest książka na jeden wieczór, jak niektóre pozycje wcześniej przeze mnie opisywane. To powieść na kilka dłuższych wieczorów, podczas których możecie przeżyć genialną podróż w czasie. Zapewne rodowici Warszawiacy odnajdą w niej zapisane słowem pocztówki Warszawy dawnej, zbrukanej lecz silnej, odbudowującej się cegła po cegle. Tak naprawdę to właśnie stolica jest niby tłem do perypetii Ludwika i Grażyny, ale tłem bez którego nic nie mogłoby się wydarzyć. Taki cichy bohater.

Rachunek sumienia

Ale dzięki Miłoszewskiemu możemy na chwilę zatrzymać się, spojrzeć na siebie z dystansem i zadać sobie pytania: czy jest mi dobrze w swoim życiu? Czy spędzam je z osobą, z którą chciałabym/chciałbym spędzić? Czy za pięćdziesiąt lat będę czuć się spełnionym czy przegranym?

Niby tak wiele mamy dni do przeżycia, ale jednocześnie tak mało, aby marnować je na kiepski seks, wzajemne pretensje i licytowanie się, kto ma gorzej. Od dziecka marzyłam o takiej miłości, kiedy zakochani ludzie postanawiają przeżyć sobie kilkadziesiąt lat. Rozczula mnie widok starszych ludzi, trzymających się za rękę i okazujących sobie czułość. I ja też tak chcę. Nie chcę zasypiać u boku innego mężczyzny niż mój mąż. Choć mam to szczęście, że mogę nawet i tak zasnąć. Ale w trójkącie czy czworokącie. Ale to już odrębna kwestia 😉

Jaka będę?

Robiąc krótkie podsumowanie – „Jak zawsze” nie tylko potrafi rozbawić, ale też daje do myślenia. Swoją drogą – ciekawe jaka ja będę za kilkadziesiąt lat? Czy staruszką, która z poduszką na parapecie będzie śledziła codzienność w oknach sąsiadów, a może będę z Erykiem rozkręcała imprezy na Ibizie? Choć Ciechocinek wydaje się być bardziej prawdopodobny.

A Wy jak widzicie swoją przyszłość?

Tekst: Luiza

PRZECZYTAJ: http://swingwithme.pl/czy-akceptujesz-swoje-fantazje/