A TO DOPIERO POCZĄTEK

To była istna seksualna karuzela. W głowach kręciło się od uniesień, od jęków wydawanych przez zaspokajane kobiety, od mieszających się cielesnych smaków i zapachów. Miniony weekend był pełen emocji. Dla nas jako organizatorów i dla uczestników jako zaproszonych gości. Ale wiemy jedno – to dopiero początek przygotowywanych przez nas wydarzeń. Bo apetyt rośnie w miarę… pożądania 🙂

Wiecie, że jesteśmy z Wami szczerzy i  to czasami aż do bólu. Czasem jest to wada, czasem zaleta. Ale tacy właśnie jesteśmy – stawiamy na autentyczność. Jeszcze w piątek rano byliśmy cali w nerwach – czy wszystko się uda, czy zapowiedziane pary przyjadą, czy nasze plany zakończą się sukcesem. Tym bardziej, że dwie pary, których udział był niemal stuprocentowy spadł do zera. Jeden sms i jeden telefon i krótkie info – „Nie będzie nas. Przepraszamy”. Dla nich to była tylko wiadomość, dla nas – kolejne wyzwanie.

Ale zaczęliśmy działać, kombinować, zagadywać i… udało się. Wynajęta willa wypełniła się ludźmi. Ludźmi otwartymi na zabawę. Ludźmi, z którymi można ciekawie porozmawiać, a później przenieść konwersację na inny poziom…

Jedne pary miały zaplanowany ten weekend już od dawna. Dla innych to była pełna spontaniczność. Ale to tak naprawdę nie miało znaczenia. Liczyło się przecież wzajemne poznawanie się…

Dla nas szczególnym wyróżnieniem był fakt, że dla kilku par to było pierwsze doświadczenie w większym gronie, dlatego tym bardziej zależało nam na stworzeniu swobodnej atmosfery w imię zasady, że wszystko możesz, nic nie musisz. Że jeśli chcesz się bawić, to się bawisz. Chcesz tylko obserwować – to cieszysz oczy widokiem rozkoszy innych. Nic wbrew sobie, tylko dla siebie.

Ale wszyscy odważyli się na szaleństwa. Powoli i stopniowo wewnętrzne granice przesuwały się poza wyznaczone linie. Liżąc, smakując, penetrując, dzieląc się cielesnością.

I na wszystko był czas. I na seks, i na rozmowy, i na żarty, i na totalne szaleństwo w postaci nagiego wyskoku na plażę. Tak, dobrze czytacie. Swingowanie tak nas rozgrzało, że w piątkowy wieczór, a raczej w sobotni poranek postanowiliśmy wyjść nago z willi prosto na plażę. Co prawda zejście do wody mieliśmy bardzo blisko, ale widok rozbawionych ludzi bez odzienia bez wątpienia mógł zadziwić jakiegoś zagubionego przechodnia 🙂

Aż szkoda było wykorzystywać czas na sen, bo tyle się działo. Nocne orgazmy i poranne śniadania. Wspólne wieczory i intymne momenty. To, co doświadczyliśmy było swingiem w czystej postaci. Miłosną wymianą, fizycznym splątaniem. Bez zazdrości, bez zaborczości, bez znaków zapytania. Liczyła się chwila. Ważne było tu i teraz.

Kiedy odjeżdżali ostatni goście (przybyli aż z Warszawy) było nam żal, że ten weekend tak szybko się skończył. I wszelkie obawy związane z organizacją jakie jeszcze mieliśmy w piątkowe przedpołudnie, ulotniły się niczym niechciane myśli. Przekonaliśmy się, że chcemy tworzyć i łączyć środowisko swingerskie nie tylko za pośrednictwem bloga, ale również dzięki wyjazdom czy spotkaniom w apartamentach. I już mamy kilka nowych pomysłów. A wierzcie nam, że to dopiero początek naszych możliwości… 😉

Tekst: Luiza

  • Spokojna

    A my żałujemy 😛 …. ale tylko jednego, że nie mogliśmy dojechać już w piątek 😛 tylko sobota, to dla mnie maaaaaaało 😉 tym bardziej, że poznaliśmy dzięki Wam przewspaniałych ludzi 😀

    • Hihi. Bardzo nas to cieszy, że się podobało. I jeszcze niejedna okazja będzie do spotkania. I faktycznie – przybyła ekipa była genialna 😀

      • jatez

        To brzmi bardzo zachęcająco…