CHWILA Z PRZESZŁOŚCI Z ODROBINĄ TERAŻNIEJSZOŚCI

nack-499099_1280Z ironicznym uśmiechem spoglądała w minione lata. Krótkie włosy, luźne swetry. Zero kobiecości, seksapilu. Wszystko ukrywała, kumulowała w sobie. Być może czekała na odpowiedni moment, aby w pełni rozkwitnąć swoją sensualnością.

Wszystko się zmieniło, kiedy poznała Jego. Od początku wzbudził Jej zainteresowanie. Głęboki, niski, głos. Modelowo wyrzeźbiona klatka piersiowa i umięśnione ramiona, którymi przytulał Ją mocno, lecz subtelnie zarazem. Pragnęła go posiąść. Od razu, szybko, namiętnie. Nie chciała czekać, ale obawiała się, że Go wystraszy. Bała się, że będzie uważał Ją za łatwo dostępną. Dla każdego. A tak przecież nie było.

Kazał Jej czekać. Uczył cierpliwości. Nawet nie chciał Jej od razu całować. Zawsze kończyło się na słodkim pocałunku w czoło. Było to rozbrajające, lecz denerwujące zarazem.

Czy ja Mu się podobam? Czy On mnie chce?

Nie wytrzymała. Pewnego wieczoru, przytrzymała Jego głowę i sama wzięła sobie od Niego pocałunek. Łapczywie chwytała się Jego ust. Jego wargi były miękkie, delikatne, soczyste. Czuła, że Ją chce, ale czuła też Jego strach. Później, przyznał się Jej, że nie narzucał szybkiego tempa, bo była dla Niego zbyt cenna. A cenne chwile zazwyczaj są ulotne…

Była przekonana, że miał przed Nią wiele kobiet. Przystojny, dobrze zbudowany, wygadany i na dodatek z ogromnym poczuciem humoru. Jakżeby mogło być inaczej? Wielokrotnie próbowała od Niego wyciągnąć skrawki z Jego przeszłości. A On niczym mistrz słowa niczego nie potwierdzał, ani niczemu nie zaprzeczał. Oczami wyobraźni widziała te dziewczyny, które brał na tylnym siedzeniu samochodu, w klubowej toalecie czy w skotłowanej pościeli własnego łóżka…

Była Jego pierwszą. Przyznał się dopiero po kilku miesiącach. Początkowa niezręczność, prędko przerodziła się w dumę. W Jej dumę. Nie mogła sobie wymarzyć lepszego życiowego trofeum.

***

Od tamtych rozterek minęło już prawie 10 lat. Cały czas razem. Bez żadnych rozstań, ale z wieloma kłótniami. Niczym włoskie małżeństwo, których sprzeczki są słyszalne w całym budynku.

Nigdy nie wierzyła w związki bez rys. Mysiu – pysiu, kizi – mizi i inne takie pokazowe bzdury. U nich było zawsze konkretnie. Jak się kłócili, to bez kurtyny pozorów. Ale przynajmniej temat zostawał rozwiązany i to bez cichych dni. Jak się kochali, to ściany sypialni wypełnione były niekontrolowanymi jękami rozkoszy.

Inni zazdrościli. Niejednokrotnie próbowali ich poróżnić. Ale braterstwa dusz nie da się zerwać raniącym słowem czy kaleczącym gestem. Ono trwa. W tym życiu, jak i następnym.

  • Fajna historia. Niczym marzenie. Ten fragment mnie zdobył: „Niczym włoskie małżeństwo, których sprzeczki są słyszalne w całym budynku.” Bo pobudził fajne wizje…

    Zapraszam: http://redmind.pl/

    • swingwithme

      Czasami marzenie staje się rzeczywistością… Dziękuję za miłe słowa i… odwiedzaj mnie częściej. Zrewanżuję się 🙂

Close