Nie tak dawno przeglądając jedną z nowo powstałych stron na FB natknęłam się na stwierdzenie, że cudzy mąż zawsze smakuje lepiej. I jakoś mi się tak smutno zrobiło, a później smutek został zastąpiony przez gniew, a może i lekkie rozżalenie, bowiem tak łatwo się goni za czymś niedoścignionym, będąc jednocześnie ślepym na to, a właściwie na kogo ma się najbliżej.

Lepszy model

Nie, nie będzie to tekst jaki mój mąż jest cudowny i wspaniały. Bo jest, choć wkurza mnie czasami niesamowicie, tak jak ja wkurzam jego. Ot, normalny i zdrowy związek. Ale pragnę podkreślić jedną rzecz – nie po to stałam się swingerką, aby szukać sobie jakiegoś zamiennika w takt piosenki już wiem co zrobię – wymienię ciebie na lepszy model. Za cholerę mi to do głowy nie przyszło…

Czy porównuję innych mężczyzn do niego? Oczywiście! Ale jak wspaniali nie byliby moi łóżkowi partnerzy, to jednak żaden z nich nie może się równać z Erykiem, gdyż to jest facet, którego wybrałam do kroczenia przez codzienność aż po starość. Swing jest rozkosznym dodatkiem do naszego i tak bardzo udanego życia seksualnego. Dodatkiem, nie kwintesencją. Gdybyśmy z różnych przyczyn musieli zrezygnować z tego świata, to owszem – byłoby nam żal wielu niezapomnianych przygód, ale nasz związek nie zakończyłby się z tego powodu. Żylibyśmy dalej. Na pewno spokojniej, ale na pewno też razem.

Po jednej nutce

Cudzy mąż nie smakuje lepiej, smakuje inaczej. Jego zapach jest inny, a dłonie dopiero uczą się nowego ciała. Błądzą, dotykają, zagłębiają się. Nieznajomy głos zamknięty w słowach szeptanych do ucha, dostrajanie ciał, by zagrały wspólną melodię. Z Erykiem już nie muszę się dostrajać, gdyż po tylu latach bycia razem, jesteśmy jak jeden instrument. A może raczej jak szafa grająca, która w zależności od nastroju, sama dobiera sobie melodie? 😉

Zatem, jeżeli uważasz, iż cudzy mąż zawsze smakuje lepiej, to… coś jest po prostu nie tak. To oznacza, że musieliście gdzieś zgubić siebie po drodze, a bez tego nie ma mowy o udanym swingu. Niestety, poznaliśmy już kilka par, dla których swing był przypieczętowaniem końca małżeństwa/relacji. On zakochał się w innej albo to ona postanowiła odejść. Bo ktoś inny dawał więcej…

Więcej zrozumienia, więcej akceptacji, więcej spontaniczności, więcej uśmiechu i bliskości.

Quo vadis?

Chwilowe uniesienie nie może być substytutem niespełnionych pragnień w sypialnianej alkowie. Swing nie może być formą ucieczki od problemów, gdyż one nie znikną dopóki nie postawisz na szczerość.

Na dziś to koniec. A teraz pójdę skonsumować swojego męża. Chętnie się nim podzielę, ale pod warunkiem, że przemyślisz to, co napisałam 😉

P.S. Erykiem podzielę się oczywiście z czytelniczkami, bo z czytelnikami dzielę się sobą 😀

Tekst: Luiza