CZERWONY NOTES

czerwony notes (2)Lubiła uwodzić. Upływający czas był jej sprzymierzeńcem. Zakreślając w kalendarzu kolejne lata swojego życia, stawała się coraz pewniejsza siebie. Wiedziała co działa na mężczyzn. Wyczuwała kiedy ma być słodka, a kiedy posłać nieznajomemu spojrzenie, które go rozpali. Chciała być zapamiętana. Nie z imienia, ale z tego jaka była w tamtej chwili. Zakorzenić się w ich umysłach, tak żeby myśleli o Niej. Tylko o Niej. Przez cały czas. Być w ich głowach kiedy wrócą do domu, kiedy wejdą pod prysznic i zaczną się masturbować. Kiedy wytrysną mając pod przymkniętymi powiekami JEJ obraz. Jej czerwonych ust i pożądliwego spojrzenia. Kiedy wsuną się do łóżek swoich żon i będą fantazjowali o Niej. O tak, to był jej cel.

Weszła do nieznanej jej jeszcze kawiarni. Odkrywanie nowych miejsc dawało jej wiele przyjemności. Doceniała detale, na które zazwyczaj nikt nie zwraca uwagi. Dobór kolorów, obrusy pasujące do obicia krzeseł, świeże kwiaty na stole. Była estetką. To świat miał jej się podobać. To świat należał do niej, nie ona do świata. Często miała wrażenie, że jest niepasującym elementem, nie mieszczącym się w żadnych standardach. Schematy, oficjalność, układy – to wszystko ją cisnęło, ograniczało, cofało. Miała ochotę krzyczeć. Z bólu, z niezrozumienia, ze złości.

Ale teraz było jej dobrze. Delektowała się aromatem przyniesionej kawy. Skupiła się na sobie i na własnych doznaniach. Zanurzyła usta w gorącym napoju. Cierpkim, a jednocześnie pełnym słodyczy. Uwielbiała skrajności i łączenie ich w jednym punkcie, dawkując sobie ekscytację z dnia codziennego. Do dopełnienia chwili brakowało jej smaku czekoladowego tortu, który również zamówiła. Chwyciła za widelczyk. Dotknęła jego chłodnych, ostrych zębów. Stał się zabawką w jej rękach. Powoli zanurzyła go w słodkiej masie, odcinając drobny kawałek. Wzięła go do ust. Ta miękka cząstka rozpływała się wprost do jej podniebienia. Mruknęła z zadowolenia. Zapomniała, że przecież nie jest tu sama. Do jej uszu dobiegały strzępki rozmów, urwane dialogi.

Obserwował Ją. Siedział kilka stolików dalej. Ich spojrzenia spotkały się. Początkowo zdenerwowała się, że ktoś zakłóca jej aurę intymności. Miała ochotę wyjść. Nagle, bez płacenia. Jednak została. Przygryzła usta. Zobaczyła, jak przez jego ciało przeszedł dreszcz podniecenia. Tego chcesz? To zaczynamy grę…

Deserowy widelczyk przeistoczył się w broń. Broń potrzebną do walki porządku z namiętnością. Ponownie wbiła go w ciastko. Tym razem mocno, agresywnie. Ja tu rządzę. Była panią sytuacji, panią Zakłopotanego, bo tak nazwała w myślach podglądającego ją gościa. Widziała jego konsternację, widziała jak podnosi leżącą na stole gazetę i przykrywa nią swoje krocze. Nerwowo rozglądał się dookoła czy nikt nie zauważył jego stanu. Emocjonalnego. Fizycznego. To zwątpienie kręciło ją jeszcze bardziej. Ruchem ramion uniosła swój biust. Niby przypadkiem odpiął się jeden z guzików jej bluzki. Na twarzy Zakłopotanego pojawiły się wypieki. Uciekał wzrokiem, równocześnie chłonąc Ją całą.

Przywołała obsługę kawiarni, chciała zapłacić rachunek. Zanim kelner ponownie przyszedł po należność i zabranie nakrycia z jej stołu, potajemnie schowała w dłoni ten mały widelczyk – atrybut jej seksualnego ekshibicjonizmu. Wolnym, lecz stanowczym krokiem zbliżała się do Zakłopotanego. Nie umiał zachować spokoju, schował się za przyniesioną ze sobą gazetą. Gdy stanęła na jego wysokości, nachyliła się lekko. Zupełnie jakby zainteresował ją jeden z artykułów, którego fragment chciała przeczytać. Położyła dłoń na jego ramieniu i uśmiechnęła się lubieżnie. Wystawiła dłoń, tak jak do pożegnania ze zwykłym znajomym. Odwzajemnił ten gest. Kiedy chwyciła za klamkę drzwi wyjściowych, w kawiarni rozległ się cichy, metaliczny dźwięk dzwonków. Zakłopotany siedział w osłupieniu. Nie wiedział czy to co się wydarzyło było prawdą czy halucynacją. Po kilku sekundach jego zaciśnięta pięść rozluźniła się, rozchylił palce. Spojrzał w dół i zobaczył, że trzyma w ręce widelczyk. Ten sam, który Ona miała pomiędzy wargami, którym nabijała czekoladową rozkosz. Poczuł przypływ pożądania. Musiał pójść do łazienki i rozładować napięcie. Teraz, natychmiast. Schował widelczyk do kieszeni marynarki. Odchodząc od stolika, nieprzytomnie zawiesił wzrok na kawiarnianym oknie. Po drugiej stronie ulicy ujrzał Ją. Teraz to Ona go obserwowała.

Zrób to, myśl o mnie.

Wyjęła z torebki czerwony notes. Postawiła kreskę. Kolejna dusza zaliczona. Odeszła. Zniknęła w ulicznym tłumie.

  • ~KarolaBlanka

    *_*

  • ~Olala

    Tak dobrze napisane, tak działa na zmysły, nie tylko wyobraźnię.

    • Dziękuję. Takie słowa to najlepszy komplement dla początkującej pisarki 🙂

  • ~Eve

    Dobrze to znam…
    A może to Ty znasz mnie?

    • Tego nie wiem 😉 Może się znamy, a może dopiero się poznamy…? 😉

Close