CZY JESTEM SZCZĘŚLIWA?

Jest 9 rano. Eryk jeszcze śpi, ale mi szkoda czasu na spanie. Chcę chwytać każdy promyk słońca, gdyż wiem, że po powrocie do Polski będę bardzo tęskniła za tym ciepłem pieszczącym me ciało. Jest cudownie. Mogę pisać i delektować się przepięknym widokiem na morze. Ach, to by było spełnieniem moich marzeń…

Mały domek gdzieś w ciepłym kraju, a w oddali nieziemski krajobraz. Na wodę czy na góry – to nieważne. Ważne byłoby poczucie przestrzeni i możliwość obserwacji zmieniającej się rzeczywistości, bowiem przecież każdy dzień przynosi coś nowego. Coś niepowtarzalnego, coś wartego utrwalenia w słowach. Wierzę, że kiedyś to marzenie się spełni, bo wierzę w siłę marzeń. Zresztą od dzieciństwa tak miałam – wizualizowałam swoje pragnienia, karmiłam się nimi i napędzałam do działania. I coś czuję, że tak już chyba będę miała do późnej starości, dopóki mój umysł będzie pracował właściwie.

Inna ja

Zmieniam się. Czuję to, widzę to. Jeszcze kilka lat temu będąc w nowym miejscu, pragnęłam zachłysnąć się nim od razu, natychmiast. Spacer, zwiedzanie, impreza. Kilka godzin snu i od nowa wyjazdowy kierat. A po powrocie do domu życzyłam sobie w myślach urlopu po urlopie. Teraz jest inaczej. Chcę się delektować tym co jest tu i teraz. Zapamiętywać obrazy przewijające się przed oczami, wsłuchiwać się w odgłosy codzienności.

Zdradzę Wam swój mały sekret – lubię podglądać 🙂 Uszczknąć dla siebie sekundę z czyjegoś życia. Jak ktoś z pasją pracuje w swoim małym warsztacie ukrytym w wąskiej uliczce, jak kobieta o ciemniejszej karnacji rozwiesza pranie na balkonie, jak wieczorową porą rodzina cieszy się swym towarzystwem podczas wspólnej kolacji. Lubię czuć czyjeś szczęście, zgadywać w którą stronę krążą jego myśli.

Nie zawsze swingerka

Czemu Wam to piszę? Bo chcę żebyście mnie poznawali. Nie tylko jako Luizę swingerkę, ale Luizę kobietę. Chcę żebyście czuli iż za publikowanymi wpisami nie kryje się wyimaginowana osoba, co tydzień tworząca teksty. Lecz osoba pragnąca każdym tekstem łączyć się z Wami i przekazywać każdym wpisem, co jej w duszy gra. Czasami jest to pięknie brzmiąca harmonia, lecz chwilami bywa to drażniąca duszę kakofonia.

Czy jestem szczęśliwa? Tak, i to bardzo. Mam wspaniałego męża, będącego na dodatek moim najlepszym kumplem. Mam przytulne mieszkanko, w którym nie dość, że dobrze mi się żyje, to jeszcze dobrze mi się pracuje. Mam możliwość zwiedzania świata i powiększania kolekcji podróżniczych wspomnień. I wreszcie mam siebie – kobietę, która po wielu latach mentalnych ograniczeń wyzwoliła siebie i dała się ponieść odkrywaniu własnej seksualności.

Dać się ponieść chwili

Ale to nie jest tak, że te szaleństwa są ciągle, non stop, w każdy weekend czy na każdym wyjeździe. Oj nie. One się najczęściej nam przytrafiają, gdy niczego nie planujemy. Kiedy podświadomie nie „polujemy” na okazję poznania kogoś, tylko cieszymy się chwilą i cieszymy się sobą. Wówczas swoją pozytywną energią sami przyciągamy do siebie niezapomniane przygody, do których z przyjemnością wracamy w rozmowach podczas długich, jesiennych wieczorów…

***

Tak bardzo chciałabym Wam przekazać to co teraz widzę i słyszę. Ten blask wody mieniącej się od słońca, ten ciepły podmuch wiatru bawiący się moimi włosami, ten zapach soczystej zieleni rosnącej dookoła.

Czy jestem szczęśliwa? Teraz to aż do granic możliwości. I pragnę się tym szczęściem dzielić, tak samo jak dzielę się z Wami sobą. Czy to poprzez wpisy czy przez dogłębne poznanie. A, i żeby nie było – Erykiem też się lubię dzielić 🙂

Tekst: Luiza.

PRZECZYTAJ: http://swingwithme.pl/jaka-jestem/

  • Zdzisław Broda

    Hmm…myślałem, że to niemożliwe ale…coraz bardziej Cię lubię 😉😊

    • Myślę, że jeszcze uda mi się Ciebie zaskoczyć 😉