CZY TO KIEDYŚ MINIE?

Tak się zastanawiam – czy ten dreszcz podniecenia i to mrowiące w trzewiach uczucie niepewności przed każdym spotkaniem… Czy one kiedyś miną? I kolejne pytanie – czy w ogóle chciałabym, żeby one się ulotniły?

Stoję na scenie nerwowo oczekując tego co nastąpi. Pośpiesznie poprawiam sukienkę, aby jej materiał układał się na mym ciele. W myślach odliczam sekundy. Raz, dwa, trzy… Kurtyna powoli się rozsuwa. Wszystkie światła reflektorów skierowane są na mnie, a ich jasność jest tak oślepiająca, że nie jestem w stanie dostrzec, kto kryje się po drugiej strona. Onieśmielona robię mały kroczek naprzód czekając na jakiś wyraz aprobaty, który doda mi odrobinę odwagi…

***

A teraz stoję przed drzwiami do apartamentu. Za ścianą słychać śmiechy i ożywioną rozmowę. W spojrzeniu męża szukam wsparcia i zrozumienia. Wiem, że on też przeżywa, to co ja, choć stara się tego po sobie nie pokazać. Jedną dłonią splata swoje palce z moimi, drugą zaś naciska dzwonek do drzwi. Konwersacja ucicha. Słychać jak ktoś podąża w naszą stronę. Czuję jak serce bije mi jak oszalałe, jak zaraz wyskoczy mi z piersi. W głowie miliony myśli – jak będzie tym razem? Intrygująco i zmysłowo, na luzie i swobodnie czy może za sekundę będziemy wymyślać wymówkę, aby uciec ze spotkania?

Bo każda randka jest przecież inna. Niektóre kończą się szałem uniesienia, inne zaś nieopisaną radością, gdy przekraczamy próg sypialni… we własnym mieszkaniu i tylko we własnym towarzystwie. Ale jakby nie było – dzięki swingowaniu udało nam się zawrzeć kilka naprawdę wartościowych znajomości, które mają swoją kontynuację nie tylko w pościelowej burzy, ale i w życiu codziennym. Otwierając się na nowe, otworzyliśmy się jeszcze bardziej na siebie. Nic tak nie buduje i cementuje związku, jak wspólne doświadczenia, dzielenie się emocjami i refleksjami.

Celebrujemy nasze „małżeńskie randki”. Na początku przygody ze swingiem zdarzało nam się iść na spotkania „w biegu”. Zalatani, zmęczeni – szybko ogarnialiśmy się w domu. Prysznic, makijaż, sukienka wyjęta z szafy w wariackim pośpiechu. I choć była ochota na zabawę, to często bywało, że po prostu brakowało nam sił na igraszki. Dziś jest inaczej – tak planujemy dzień, aby mieć zapewniony spokój na relaks, odpoczynek i dla siebie samych. Im mniej nerwów przed wyjściem, tym mniej nerwów podczas wieczornych uciech. A to wszystko przekłada się na satysfakcję czerpaną od kochanków i kochanek…

Zatem odpowiadając na wcześniej zadane pytanie – czy chciałabym, aby to lekkie uczucie niepokoju i ekscytacji kiedyś minęły? Nie, nie chciałabym. Bo to one sprawiają, że swing jest sensualnym przeżyciem, a nie mechanicznym zaspokojeniem. To one napędzają chęć przeżywania i przekraczania granic. I to dzięki nim idziemy na spotkanie razem i wracamy razem. Głodni swych ciał i myśli.

Tekst: Luiza

  • kokosanki79

    Dużo w tym racji, że idąc na spotkanie po całym dniu zagonienia i już zmęczonym całym dniem człowiek nie ma już siły na brykanie. My doszliśmy do wniosku ,że lepiej po takim dniu zostać w domu i więcej z tego pożytku.

    • Bo na seks musi być ochota i siły. Jeśli tego nie ma, to nie jest przyjemność, ale przymus. A potem wyrzuty sumienia, że zrobiło się coś, na co tak naprawdę nie miało się ochoty…

Close