Internet daje udawaną anonimowość. Wymyślasz sobie nick, dodajesz awatar i już możesz hejtować. Wszystko i wszystkich. Tak dla zasady. Skoro tobie w życiu źle się wiedzie, to czemu innym ma być dobrze? Przecież według wszechobecnie wpajanej sprawiedliwości ma być po równo. Zatem zabiorę tobie twoje szczęście, bo sam szczęścia nie smakuję.

Tak można w kilku zdaniach zobrazować współczesnych hejterów. Ich życie kręci się tylko wokół tego, aby komuś przypierdolić. Nie lubię przeklinać, ale czasami nie da rady opisać czegoś bez języka Witkacego. I tak walą wszędzie tymi kurwami i chujami. Słońce świeci – co za kurwa je włączyła. Spadł śnieg – jaki chuj wymyślił zimę. W teatrze wystawiają „porno” – powybijać wszystkich co poszli na „Śmierć i dziewczynę” do Teatru Polskiego we Wrocławiu. A najlepiej to niech spierdalają z naszego kraju wszyscy żydzi, buddyści, muzułmanie, kozacy (i inne mniejszości kulturowe i religijne), bo to Polska właśnie. Kraj deklarujący się na świecki. Ba, nawet kraj oświecony, gdzie panuje wolność słowa i swoboda wypowiedzi.

I tak siedzą przed swoim komputerkiem wystukując w klawiaturę falę słów kipiących złem i nienawiścią. A potem wpatrują się w monitor jak kot w światła nadjeżdżającego samochodu i czekają aż ktoś im odpisze. I zaczyna się dyskusja. Nie, rozpoczyna się wojna. Bo przecież oni są na wyższym poziomie. Intelektualnym, kulturalnym, duchowym. Są lepsi od Ciebie w każdym zakresie i ich racja jest zawsze na górze.

Nie rusza nas to

Wiedziałam, że zakładając tego bloga wystawiam swoje (a raczej nasze) życie na publiczną ocenę. Inteligencji mi nie brakuje. Ale jednocześnie wiedziałam, że pisanie o tym jest ważne. Nie tylko dla mnie, ale dla osób, które zarówno są w środowisku swingerskim od dawna, ale również dla ludzi, którzy dopiero rozpoczynają swoją erotyczną przygodę. Gdy Eryk postanowił dołączyć do pisarskiego tandemu, wiedziałam, że możemy wiele. Jesteśmy zgranym zespołem. W życiu codziennym, zawodowym i seksualnym. Dlatego nasze teksty trafiają do ludzi, pomagają im i podniecają.

Możecie rzucać w nas wszelakimi epitetami. Mamy to gdzieś i w żaden sposób nas to nie rani. Nawet więcej – to nas śmieszy. Tak, drodzy hejterzy. Jesteście żałośni w tej swojej egzystencjalnej małości. To zresztą nie jest egzystencja, to jest wegetacja. Wasz umysł już dawno wyłączył się na wszystkie pozytywne bodźce. Wy nie umiecie o czymś napisać dobrze. Jeżeli nie możecie komuś dowalić, to nie zostawiacie po sobie żadnego śladu. Bo po co? Jeszcze komuś by się zrobiło miło, a wy jesteście przecież stworzeni do krzywdzenia.

Smuteczek

W jakiś sposób żal nam was. Bo jesteście pieprzonymi frustratami, a wasza bytność na tym padole jest pozbawiona jakiegokolwiek sensu. Gdybyście nagle zniknęli, to nikt by po was nie płakał. No może ktoś by uronił kilka sztucznych łez, bo „wypada”. I najlepsze, że wy o tym wiecie, ale nic ze sobą nie robicie. Plujecie jadem na lewo i prawo. Dla was wszyscy są źli, a wy niezrozumiani. I najmądrzejsi oczywiście.

A jeśli wchodzicie na naszego bloga, to znaczy, że wasza pokrzywiona podświadomość chce tego. Tak, spójrzcie prawdzie w oczy. Wyzywacie nas, a zapewne po przeczytaniu naszych tekstów idziecie do łazienki dać upust swym fizycznym potrzebom. I to nas różni. My z Erykiem spełniamy fantazje i wzajemnie się zaspokajamy. I nam jest dobrze, a wam jest źle.

Ostatnio jeden z was zarzucił mi, że niszczę instytucję małżeństwa. Otóż moje małżeństwo ma się świetnie. Zapewne w przeciwieństwie do waszych.

I dobra rada na koniec. Spójrzcie w lustro i spróbujcie sobie szczerze odpowiedzieć kim naprawdę jesteście. Może w końcu spłynie na was oświecenie i spróbujecie coś zmienić ze swym marnym na razie żywotem.

Tak, drodzy hejterzy – ten tekst jest dla Was!

Tekst: Luiza

PRZECZYTAJ: http://swingwithme.pl/pozwol-mi-zyc-tak-jak-chce/