DWIE KOBIETY WE MNIE

Są chwile, kiedy czuję się zawieszona w próżni. Nikogo nie ma obok mnie, nic mnie nie otacza. Jestem sama ze swoimi myślami. I niby jestem jedna, a mam wrażenie iż mieszkają dwie kobiety we mnie: ta, która potrzebuje ognia i wciąż nowych przeżyć oraz ta łaknąca spokoju i stabilizacji.

Swing sporo namieszał w naszym życiu. Obudziliśmy w sobie ochotę na szaleństwa, zaczęliśmy pożądać kolejnych przygód. Nasze podróże również nabrały nowego wymiaru, bowiem otwierając się na nowe, nagle stało się zauważalne jak wiele rzeczy dzieje się dookoła. A pozytywna energia przyciąga innych i wtedy od erotycznej eskalacji dzieli tylko krok…

Na polowaniu

Uwielbiam dać się ponieść podnieceniu. Czuć nieznane dłonie wędrujące po dolinach i wzniesieniach mego ciała, smak gorących warg przylegających do mych ust i ten moment, kiedy jestem złączona z innym mężczyzną.

Instynkt łowczyni… Spojrzenie o dzikim blasku, hipnotyzujący ruch bioder, kosmyki włosów zalotnie przeplatane między palcami. Polowanie, wybór zdobyczy, zastawianie sideł i delektowanie się upolowanym trofeum. Kawałek po kawałeczku, obserwując reakcje na pieszczoty tak, żeby podarować rozkosz i później dostać jeszcze większe spełnienie.

To jest właśnie Luiza, która w osobnej szufladzie trzyma bieliznę, sukienki i przebrania tylko na te specjalne okazje. Luiza, w której torebce znajdziesz krwistoczerwoną pomadkę, czarny eyeliner, flakonik z perfumami zarezerwowanymi wyłącznie na spontaniczne noce oraz prezerwatywy, bo przecież wszystko może się zdarzyć.

Inne oblicze

Ale jest też inna Luiza. Taka, która po wielodniowych wojażach albo godzinach spędzonych przed komputerem pragnie tylko jednego – spokoju. Wolno upływających minut nad degustacją czyichś myśli zapisanych w książkach, lampki wina podczas oglądania z mężem filmu w prywatnym „kinie domowym”, gdzie biletem wstępu jest buziak i przytulenie czy spaceru z aparatem w ręku, by uchwycić sekundę z egzystencji obcej osoby spotkanej na ulicy…

Dlaczego tak było?

Ostatnie tygodnie były nieco uciążliwe dla mnie. Z założenia coś, co powinno być czymś zwykłym, stało się niemałym utrudnieniem. To pozbawiło mnie nieco energii i twórczej weny. I chociaż urlop pozwolił na chwilę oderwać się od trosk i poukładać w głowie kilka rzeczy, to życie jest życiem i nie na wszystko mamy wpływ.

Ale mój wolny duch znów poczuł na policzku powiew wiatru symbolizujący, że czas coś zmienić. Odzyskać utracony w codzienności ogień, by znów rozpalać Wasze umysły słowami wystukiwanymi na klawiaturze.

Dwie kobiety we mnie. Jedna zasypia, druga się budzi. I teraz jest pora, aby wyrwać ze snu niegrzeczną Luizę…

P.S. Przed sekundą napisałam do Eryka, że zmiana planów na weekend.

P.S.2. Wiadomość zwrotna od męża: hotel zarezerwowany 🙂