DZIELNICA CZERWONYCH LATARNI

1622059_1746288988935768_5290774235361198585_nWyszli późnym wieczorem, wręcz nocą. Nie chcieli być za wcześnie, lecz również nie mieli ochoty czekać prawie do rana. Troszkę rozespani, jednak podekscytowani byli już w metrze. Ostatni odjazd pociągu tego dnia akcentował, że większość mieszkańców już dawno śpi w swoich domach.

Stacja Rogier. Wysiedli na pustym dworcu. Miasto, które widywali dotychczas za dnia było teraz wyludnione. Biurowce okalające szerokie deptaki i liczne ulice stopione były w mroku, a ich szczyty niknęły w ciemności. Jedynie widać było co jakiś czas czerwone światła migoczące ostrzegawczo dla samolotów. Musieli minąć wiadukt kolei regionalnych, aby dostać się do ulicy Rue d’Aerschot. Po drodze minęli kilka ciał poukładanych jedno obok drugiego i schowanych w licznych szmatach, prześcieradłach, kocach. Widok nie należał do przyjemnych, jak i zapach wydobywający się z tych miejsc. To bezdomni niczym gargulce na wieżach, strzegli wrót do innego świata. Przestrzeni płatnego seksu, peep show, niedozwolonej zabawy.

Kilka kroków dalej trafili na ulicę, która nagle zawrzała. Szli wzdłuż ściany wiaduktu kolejowego, aby bacznie obserwować otoczenie z drugiej strony ulicy. Z niemego miasta przenieśli się do strefy warkotu silników. Długi korek aut jadących w ich stronę. Jeden pas, jeden kierunek jazdy i miejsca parkingowe z obydwu stron. Kierowcy, tudzież całe grupy wygłodniałych mężczyzn skrupulatnie przyglądali się żywemu towarowi wystawionemu w gablotach okiennych. Niektóre prostytutki od manekinów odróżniał jedynie fakt, że żuły gumę. Cała reszta była wręcz nieruchoma. Puste spojrzenie, zawieszona głowa w jednej pozycji. Noga na nogę lub w rozkroku, żeby pokazać dokładnie swoją wydepilowaną lub nie ofertę. Zdarzały się i takie, co jak robot odbierając czujnikiem ruchu ludzką obecność mrugały jednym okiem, posyłały buziaka. Nieliczne, ale były także panie, które wykonywały wcześniej wyuczony taniec kuszenia. Opierały się rękoma o framugi okien i kręciły pupą, po czym odwracały się przodem i chwytały biust ukazując jego kształty.

W pewnym momencie przejazd samochodowy pod wiaduktem odwrócił kierunek jazdy. Teraz auta zmierzały odkładnie, w tym samym kierunku co oni. Bacznie obserwowali czynione negocjacje. Kierowca zatrzymywał się na chwilę przed witryną sklepową, bo inaczej tego nazwać nie można, i czekał na propozycję. Ukazanie całej dłoni, pięciu palców stanowiło o opłacie w wysokości 50 euro. W momencie, gdy klient odmownie kręcił głową i dawał kontrofertę 4 palców uniesionych do góry dostawał odpowiedź. Czterdzieści euro tak, lecz za wymowne ruchy ręką na wysokości ust i język wypychający mocno policzek. Język niewerbalny mówiący niemo o zrobieniu loda. Ba… negocjatorzy ustalali jeszcze kwestię istotnego „z połykiem”, czy bez. Gest był oczywisty. Palec wskazujący do środka otwartych ust i wszystko było się jasne. Samochód zjechał na najbliższe wolne miejsce do parkowania i miśkowaty pan o ciemnej karnacji udał się na zakupy.

Szli tak od dłuższego czasu, analizując i ucząc się nowych zachowań społecznych. Akceptowalnych w świecie, w którym się znaleźli. Popatrzyli na siebie i chcieli sami ponegocjować. Wybór towaru, negocjacja ceny, konsumpcja. Jednak w ich przypadku bez konsumpcji. Chcieli doświadczyć, jak to jest zagadać do prostytutki. Planowali i ustalali jak być wiarygodnymi i nie zrazić do siebie jednej z pań w momencie odmowy. Obeszli całą sferę uciech uliczką przecznicę obok. Napięcie i ekscytacja coraz mocniej wybijało rytm serca. Czuli, że mają ochotę na ryzykowną grę. Obawiali się, żeby nie być odebranymi za ludzi, którzy mają ochotę kpić z innych. Pragnęli jednak, poczuć miejsce, do którego się wybrali w sposób bardziej namacalny.

Stanęli na początku ulicy czerwonych latarni, chociaż jedyną czerwienią był strój jednej z dziewczyn do towarzystwa. Ruszyli do przodu, trzymając się jak nastolatki za rękę. Teraz śmielsi, baczniej lustrowali każdą witrynę. Postanawiając zagadać mieli już upatrzoną jedną z prostytutek, która za pierwszym ich obejściem posłała im w dal szczery uśmiech. Woleli uśmiechniętą dziewczynę, gdyż uważali że będzie łatwiej porozmawiać. Minęli jedną twarz, drugie wygięte ciało przywarte do szyby, trzecia starsza kobieta podciągająca pończochy była już za nimi. Zbliżali się. Serca waliły im jak szalone, adrenalina buzowała niemiłosiernie przyśpieszając oddech. Podniecenie przeplatane ze strachem. Aura była pobudzająca, lecz także złowroga.

Przystanęli przed wystawą ciał. Trzy w miarę zgrabne pupy zaczęły swój show, krzycząc wybierz mnie. To Eryk miał za zadanie przykuć uwagę. Spojrzał w oczy kobiety w białej bieliźnie i puścił do niej zalotnie oczko. Momentalnie podeszła do drzwi i otworzyła je dla nich. Takiego scenariusza nie przewidywali. Stali osłupiali, a twarze zastygły z lekkim grymasem uśmiechu. Dziewczyna musiała mieć już tysiące podobnych sytuacji, gdyż od razu przeszła do negocjacji. „Fifty, fifty” wskazując jednocześnie na każde z nich. Dalej bez reakcji, więc i stawka spadła. „Forty, forty. Each.” Widząc dalszy brak reakcji wciągnęła ich za ręce do środka. Przeszklone drzwi i witryna pozwalały być niby na zewnątrz, ale i w ciepłym środku.

Odważyli się, więc pora pociągnąć za kolejną przekładnię negocjacyjnej zabawy. Eryk stanowczo, wręcz grubiańsko, chyba w wyniku wewnętrznej mieszanki ukrytego strachu i męskości huknął „Forty? Ok, but only me. She will by look! Ok?” Wiedział, że jak przejdzie rzucona propozycja osiągnie swój zamierzony sukces i natychmiast rozmyśliwszy się wyjdą na zewnątrz. Jednak prostytutka nie odpuszczała. Tłumaczyła łamaną angielszczyzną, że jak dwie osoby, to trzeba płacić za dwie. Nie było opcji biernego patrzenia. A oni myśleli, czy w ogóle zostaną zaakceptowani jako para we dwoje. Napięta atmosfera przerodziła się w komiczną. Spojrzeli na siebie i już po polsku wymienili kilka szybkich zdań. „Osiągnęliśmy swoje? Wychodzimy? – Tak. Już tak. – A widziałaś pokoje za ścianką? – Pogadamy jak wyjdziemy.” Tym samym spełnieni na swój sposób, pożegnali się z dziewczyną i nad wyraz prawdziwie okazali, że nie są zainteresowani. Blondynka uśmiechnęła się wyrozumiale, otworzyła im drzwi i rzuciła szczere „Maybe, next time. Nice night.” Pomachała jeszcze do nich zza szyby, po czym wróciła do kuszenia kolejnych potencjalnych klientów.

Ruszyli do wyjścia z czeluści ostatecznie smutnego widoku kupczenia bez emocji, bez duszy, bez iskry erotyzmu. Poznali coś nowego. Doświadczyli w szalony sposób, bez smakowania potrawy, która może i wyglądała kusząco, lecz zapach odrzucał. Poza tym to nie był nigdy ich sposób na seksualne uniesienia i przygody ich ciał. Zastanawiali się, czy to wszystko było warte zobaczenia.

Postanowili jednak wrócić w to samo miejsce jeszcze za dnia myśląc, że na spokojnie przyjrzą się zamkniętym witrynom czekającym na swoją ponowną odsłonę przy kolejnym zmierzchu.

Minęli grupę dzieciaków prowadzonych przez nauczyciela na stację kolejki. Skręcili w lewo w znaną im już ulicę. Z szokiem zauważyli, że sklepy nie schowały swojego asortymentu, lecz jedynie zamieniły go na nowy. Mnóstwo aut, jak nocą. Nawet jeden z panów uważnie przyglądający się wystawom jadący samotnie kombi z fotelikiem dziecięcym z tyłu na siedzeniu. Wielu mężczyzn. Tym razem jednak, dzielnica stała się groźniejsza, zła. Kanciarze ze stoliczkami chowający piłeczkę pod trzema kubkami. Co kilkanaście metrów sutenerzy niby nie zainteresowani otoczeniem, palący papierosa, lecz uważnie nadzorujący biznesu.

Całokształt był przesiąknięty wyzyskiem, sposobem na wyrwanie się z biedy, tanim zaspokojeniem potrzeb. Nie takiej ulicy czerwonych latarni się spodziewali. Nie o takim świecie seksu marzyli. Ale wiedzieli więcej niż dotychczas. Świat seksu potrafi być piękny, lecz niesie za sobą także tragiczne dla niektórych oblicze. Pytanie, czy warto się do niego dołożyć, jako petent na ogólnie dostępną usługę?

Tekst: Eryk