Szukali wrażeń. Mieli ochotę na nowe doświadczenia. Nie planowali nic konkretnie, jednakże krótki wpis wrzucony na portal był jednoznaczny. „Spragnieni sobotnich szaleństw.” Niedługo potem był odzew. Para, z którą czatowali jakiś czas temu odezwała się do nich.

Zdanie po zdaniu, słowo do słowa. Konkretne ustalenia. W świecie swingu decyzje zapadają dość szybko, lecz zdarzają się też bajkopisarze. Osoby, które chcą, ale ciągle nie mogą, niestety nie są odosobnionymi przypadkami. Tym razem wszystko przebiegło płynnie. Wręcz profesjonalnie, o ile można organizację spotkania w dwie pary określić tym mianem. Luiza i Eryk oczekiwali na nowe. Cała aura zbliżających się uniesień wytwarzała się już od pierwszych propozycji. Potem potęgując napięcie, kolejnym ustaleniem, odebraniem telefonu, rozmową. Tym razem, zaryzykowali. Przeważnie mają w zwyczaju umówienie się na niezobowiązującą kawę. Poznanie było dla nich bardzo ważnym aspektem dalszych poczynań.

Coraz bliżej…

Godzina 19 wybiła na zegarze. Niby na spokojnie, jednakże w lekkim amoku przygotowań szybko zebrali się do wyjścia. Bawiło ich, że mieli odebrać rezerwację w mieście, którego znali prawie każdą przestrzeń. Mieście codziennych spraw. Zawsze była to jednak pewna odmiana. U siebie, lecz w gości. Psychika zawsze odgrywała tutaj kluczową rolę. Wystarczyło przestawić myślenie, aby poczuć się niezwyczajnie wśród znanych sobie na wskroś kamienic. Okiennic spoglądających na ulice. Miejsc zakorzenionych w swych posadach. Deszczowa pogoda w żaden sposób nie była w stanie ostudzić ich zapału. Szybkim krokiem weszli do windy prowadzącej wprost do apartamentu. Weszli do małej kawalerki. Jakie było ich zaskoczenie na widok, rozrzuconych papierów, sterty dokumentów oraz pana przy komputerze, który miarowo wstukiwał nieokreślone dane. Spojrzeli po sobie. Krótka wymiana myśli: „To tu?” „No chyba tutaj.” „Ale to wygląda na biuro, a nie apartament.” Momentalnie z tej niemej dyskusji wytrącił ich nieznajomy. „Państwa numer rezerwacji?” Odetchnęli z ulgą, gdy okazało się że lokum mieści się dwa piętra wyżej. Niby znali zasady najmu na rynku, lecz owa lokalizacja recepcji wydała im się nietypowa.

Świeczki gotowe na przyjście gości, kadzidełka czekające na zapalenie. Ekscytacja nabrzmiewała, w różnych przyjemnych strefach. Weszli do lokalu, gdzie czekali już przyjezdni. Szybko wypita kawa wśród szeptu pozostałych gości. Atmosfera miejsca nie dawała możliwości odważniejszego poznania. Szybko przenieśli się do bardziej gwarnego klubu. Wypita mała dawka alkoholu, pozwoliła na rozluźnienie i śmielsze rozmowy. Po niedługim czasie, wszyscy byli już w apartamencie. Przygaszone światło, zapach olejków eterycznych i powoli sączone drinki co raz bardziej sprzyjały integracji. Nieśmiały dotyk kolana, lekkie muśnięcie opuszkami palców, niby przypadkiem zsuniętych przez Eryka z ręki Luizy. Podniecenie było coraz bardziej widoczne na licach Kobiet, które zachęcało do śmielszych kroków. Nie bacząc na panów zabrały się do wspólnych delikatnych pieszczot. Muskanie skóry opuszkami placów oraz wzajemne rozbieranie się celebrowały z właściwą na dany moment doniosłością. W końcu przyjdzie im odsłonić więcej i dać, oddać siebie.

W rytmie seksu

Spojrzały na panów i chórkiem, jakby wcześniej już ćwiczyły tę opcję zapytały „A wy? Nie rozbieracie się?”. Namowy nie mogły trwać długo. Nagie ciała. Wszyscy razem położyli się na dużym przestronnym łóżku. Po krótkiej wymianie myśli, zamienili się partnerami. Wpierw kocice swoimi zmysłowymi wargami oraz ciepłymi dłońmi zaczęły pieścić penisy swoich partnerów. Rytmiczne zsuwanie napletka i zasysanie główki potęgowało chęć na dalsze poczynania. Ewidentnie cała zabawa przypadła do gustu każdemu z aktorów odważniejszej sztuki. Nabrzmiałe penisy kusiły aby włożyć je do środka. Cipki pań mimowolnie rozchylały się w swej czerwieni oczekując na pchnięcia. Mocne i głębokie. Pełne i szalone. Panowie widząc stan kochanek, skinieniem głowy wykonanym jeden do drugiego, położyli je na plecach, po czym zaczęli chłeptać, lizać, szarpać, zasysać… doprowadzać. Dopiero po tym rytuale za obopólną zgodą wszystkich stron, stworzyli książeczkę przetasowując swoje wpisy rozkoszy.

Eryk klęknął za niedawno poznaną Kobietą. Chwycił jej pupę i energicznym ruchem przysunął jej biodra do swoich. Wszedł w nią stanowczo, lecz nie boleśnie. Wcześniejsze igraszki uczyniły wrota rozkoszy wilgotnymi i gorącymi. Złączeni ze sobą, w sobie, zaczęli taniec seksualnego tandemu. Ona wypinała się lekko ku niemu przy każdym pchnięciu. Czuł, jak zaciska i wsysa go do środka. Cielesne zgranie, lecz niby pierwsze spotkanie. Luiza w tym czasie leżała dalej na plecach, wijąc się jak szalona. Z rozchylonymi ustami, zagryzając co rusz dolną wargę przyglądała się swojemu mężowi. Uwielbiała patrzeć, jak brał inne. Teraz i ona stała się inną. Wszedł w nią klasycznie. Zatrzymał się, po czym rytmicznie zaczął kołysać w niej biodrami. Przytrzymywał Luizę za pupę, unosząc ku sobie.

Koniec czy początek?

Szaleństw i konfiguracji nie było tego wieczora końca. Orgazm gonił orgazm, erekcja uwypuklała naczynka krwionośne. Czuli się ze sobą, na tyle dobrze by przerywać będąc tuż przed. Rozmowy o życiu, o doświadczeniach, o odczuciach i ponowny galop. To on za nią, to ona na nim, to one przed nim, to oni obok niej, to…

Godziny mijały bezpowrotnie. Luiza zobaczyła, jak Erykowi przymykają się oczy i to w trakcie pieszczot oralnych, jakich doznawał od swojej partnerki. Wiedziała, że towarzyszący mu błogostan i zmęczenie harcami są sygnałem na zakończenie igraszek. Sama czuła się przyjemnie zmęczona. Wszyscy wspólnie ustalili, że czas pojękiwań dobiegł końca. Tym bardziej, że zawsze można spotkać się jeszcze raz w przyszłości…

Tekst: Eryk

PRZECZYTAJ: http://swingwithme.pl/sinusoida-uczuc/