FANTAZJE, O KTÓRYCH BOISZ SIĘ MÓWIĆ

e319b0d1_shutterstock_133233938.xxxlarge_2xCzasami zastanawiam się gdzie są granice spełniania własnych fantazji. Czy warto wcielać wszystkie swoje pragnienia w życie, czy lepiej pozostawić je w sferze wyobraźni i słodkich niedopowiedzeń? Wiele swych fantazji już spełniłam. Wiem, że jeszcze wielu będę chciała spróbować. Ale są też takie, które pozostaną tylko i wyłącznie w mojej głowie. Na zawsze.

Posmakować kobietę

Wchodząc w strefę odkrywania seksu i własnego ciała nigdy nie przypuszczałam, że odkryję w sobie biseksualną naturę. Że będę chciała pocałować kobietę, dotknąć jej piersi, poczuć palcem jej wilgoć i wnętrze, a językiem spijać jej smak. Wówczas wydawało mi się to sprzeczne z wpojonymi schematami udanego życia rodzinnego. Szczerze, to postrzegałam to jako coś niewłaściwego, złego. Coś o czym w ogóle nie powinnam nawet myśleć. Ale jednak myślałam. Oglądając filmy erotyczne podniecałam się na widok wzajemnie zaspokajających się kobiet.

Gdy po raz pierwszy zobaczyłam na targach w Berlinie, jak kobiety się tam wzajemnie całują – zapragnęłam tego całą sobą. Chciałam wiedzieć jak to jest być z inną.

Gdy po raz pierwszy pocałowałam się z kobietą – pomyślałam, że chcę więcej.

Gdy po raz pierwszy zanurzyłam się między kobiecymi udami – dało mi to niewyobrażalną satysfakcję.

Gdy po raz pierwszy kobieta doprowadziła mnie swoimi ustami – wiedziałam, że to jest fantazja, którą chcę i będę spełniać.

Tak, jestem biseksualna. Przyznaję się do tego otwarcie. I jest mi z tym cholernie dobrze.

Ja jedna, ich wielu

Pragnę, jak mężczyźni mnie pragną. Jak chcą mnie posiąść. Jak dbają o mój komfort i moje zaspokojenie. Uwielbiam ofiarowywać rozkosz. Patrzeć jak źrenice mojego partnera rozszerzają się w uniesieniu. Jak jego oddech przyspiesza, a mięśnie się napinają… Jak kończy, a potem wchodzi następny i następny…

Uprawiałam seks z wieloma mężczyznami. W swingersklubie oddałam się trzem mężczyznom po kolei. Eryk jako pierwszy mnie wówczas wypełnił, a później patrzył jak kolejni się we mnie spełniają. Czy było mi wówczas dobrze? Nie do końca. Fizycznie – tak, ale wtedy zabrakło mi atmosfery luzu, swobody i psychicznego bezpieczeństwa. Ale…

Nad tą fantazją chcę popracować. Chcę ją dopieścić. Chcę sprawić, że fantazja przeistoczy się w odbicie rzeczywistości, które będzie siedziało w mojej głowie jako nieprawdopodobna ekstaza. Ja jedna, a ich wielu. Moje ciało jako obietnica nieskończonej przyjemności.

Jak to widzę? Hotelowy pokój. Eryk i kilku mężczyzn. Ale nie przypadkowych. Tylko takich, z którymi spotkamy się wcześniej na drinku i zaiskrzy między nami. Tu nie będzie miejsca na przypadek. O nie…

Kilka godzin namiętnego seksu, przerywanego śmiechem, drinkami i rozmowami…

O tak, taką fantazję pragnę spełnić…

I to zrobię. A później to opiszę 😉

Fantazje tylko do szuflady

Ale są też pewne obrazy malowane podnieceniem, które tylko pozostaną na płótnie wyobraźni. Które nigdy nie wyjdą poza ramy dzielące je od realności. Fantazje kipiące seksem, także tym nieco mocniejszym, brutalniejszym.

O czym czasami fantazjuję doprowadzając siebie? O seksie bez zahamowań. Bez żadnego „ale”. I bez… zabezpieczeń. Tak, dobrze czytacie. Fantazjuję o tym jak mężczyźni wchodzą we mnie. Jak jeden kończy we mnie, jak jego sperma spływa po moich udach i za chwilę wchodzi kolejny. Jak ich płyny mieszają się we mnie. A ja im się oddaję…

Kręci mnie też wizja, kiedy to Eryk dochodzi w innej. Do końca. Całym sobą. Kiedy wytryskuje w innej, a ja potem spijam z niej jego smak…

Ale tych fantazji nigdy nie spełnię. Mogę o nich myśleć, mogę o nich śnić, ale nic więcej. To są fantazje, które chowam w szufladzie podświadomości, wyciągając je tylko w momencie samodzielnej próby osiągnięcia orgazmu.

Za bardzo cenię swoje życie i zdrowie, aby tak ryzykować. To nie jest gra warta aż takich poświęceń… Ale wiecie co? Nie boję się mówić czy pisać o tych fantazjach. Uwalniam je w słowie, uwalniając tym samym swój umysł od zbędnych ograniczeń. I Wam również to polecam. Nie kryjcie własnych pragnie przed samym sobą. Tylko wyciągnijcie je na światło dzienne. Nie musicie ich realizować. To jest i zawsze będzie Wasz wybór, ale chodzi po prostu o to, aby być szczerym. Bo po co mieć tajemnice przed samym sobą? 🙂

Tekst: Luiza

 

Close