Friends with benefits – przyjaciele od seksu. Czy to w ogóle ma szansę się udać? Czy w łóżku można wyłączyć emocje, by skupić się tylko cielesności? Czy korzyść wynikająca z takiego układu może być trwała i przynosząca satysfakcję dla obu stron?

Jako swingerka mogę zdecydowanie potwierdzić, że da się ponieść chwili, mając na względzie wyłącznie seksualne uniesienia. Rozmowa przy drinku po zakończonej zabawie czy nawet wspólny wypad – to wszystko jak najbardziej ze sobą współgra i wbrew wielu krążącym mitom nie przekształca się w stan zakochania. Bo zakochana jestem wciąż i na inne uczucia w mym sercu nie ma miejsca. Ale to dlatego, że te rozkoszne chwile dzielę nie tylko z innymi, ale przede wszystkim zawsze ze swoim mężem.

Czy jednak umiałabym mieć przyjaciela do łóżka bez strachu, że przerodzi się to w coś więcej, gdybym była singielką? Tego nie umiałabym przewidzieć, gdyż często umysł mówi swoje, a serducho podpowiada coś innego.

Czy to może się udać?

Już sam temat przyjaźni damsko-męskiej, takiej zwyczajnej, kumpelskiej – budzi wiele kontrowersji. Jedni twierdzą, że ona istnieje, bez obaw przerodzenia się w coś więcej. Drudzy – że prędzej czy później między obiema stronami zacznie iskrzyć i pojawi się zaangażowanie, które według wstępnych założeń, pojawić się nie miało prawa.

Na podstawie wcześniejszych doświadczeń, bardziej przychylałabym się ku tej drugiej opcji. Wielu miałam kolegów, z którymi świetnie się dogadywałam, lecz zdarzało mi się zakończyć znajomość, właśnie z powodu dostrzeżenia uczuć, mogącymi zamiast radości przynieść rozczarowanie. A świadome ranienie innych osób w mej naturze nie leży. Tak samo krzywdzenie siebie, bo ja również jako młode dziewczę do kochliwych należałam. Na szczęście kiedyś złamane serce, szybko zakiełkowało miłością do osobnika, którego Erykiem zwą, i z którym łączy mnie nie tylko świetny seks, ale przede wszystkim codzienność dzielona wspólnie przez kilkanaście lat.

To już było

Ale przecież nie o tym ma być ten tekst. Dla mnie układ przyjaciół z seksualnymi benefitami należy do jak najbardziej właściwych o ile odbywa się na ustalonych i niezmienianych zasadach. Nie oszukujmy się – każdy potrzebuje seksu. To naturalne pragnienie, choć zapewne złośliwi nazwali by je zwierzęcym popędem. Lecz cóż jest złego w potrzebie bliskości bycia z drugim człowiekiem? Na pewno takie układy są znacznie bezpieczniejsze niż przygody na jedną noc z przypadkową osobą, acz i te mają swój niepowtarzalny urok. Najważniejsze, to słuchać się swojej intuicji, a to co inni gadają, jest totalnie bez znaczenia.

Natomiast chyba najgorszym z rozwiązań jest seks ze swoim eks. Bo tu niby się rozstaliśmy, ale póki nie znajdziemy sobie kogoś nowego, to będziemy bzykać się od czasu do czasu. Ot, takie ciało zastępcze. Akurat w tym konkretnym przypadku z pewnością nie da się wyłączyć emocji, tak samo jak nie da się wymazać wspólnych wspomnień. Poza tym – w końcu z jakiegoś konkretnego powodu ludzie się rozeszli i sentencja, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, znajduje tutaj pełne zastosowanie. Lepiej zrobić sobie przerwę od seksu niż przeżywać od nowa coś, od czego postanowiliśmy odejść.

Wiem coś o tym.

Tekst: Luiza