GREY MIAŁ BOBRA!

W końcu obejrzałam te sławetne „50 twarzy Grey`a”. Długo nie mogłam zabrać się za ten film, bo spodziewałam się, że raczej nie będzie należał do moich ulubionych. Poza tym nie lubię podążać za trendami. Wolę kiedy wielki szał mija, wszyscy co chcieli się wypowiedzieć już to zrobili, a ja w spokoju mogę oddać się przyjemności oglądania. Tylko, że w tym przypadku, przyjemność ta była prawie znikoma.

Pierwszą część Greya przeczytałam jeszcze zanim rozpoczęła się nasza przygoda ze swingowaniem. Będąc raz w księgarni, koleżanka z wypiekami na twarzy czytała na głos fragmenty tejże powieści, więc pomyślałam, że i ja to przeczytać powinnam. Pożyczyłam zatem egzemplarz od znajomej i z wibratorem przy boku wzięłam się za czytanie. No cóż, wibrator się nie przydał, bo i żadne podniecenie się nie pojawiło. Ale ubaw miałam niezły – to muszę przyznać. Zamiast wypieków na twarzy miałam łzy w oczach od śmiechu. Bo to tak naprawdę była komedia. Czy dobra? To też kwestia wątpliwa, bowiem szybko nudziło mi się czytanie o tym jak główna bohaterka co chwilę rozpadała się na milion kawałeczków, a byle muśnięcie wywoływało u niej orgazm. Będę szczera – po następne części nie sięgnęłam, bo… szkoda mi było czasu. Na półkach czeka na mnie kilkadziesiąt książek, które jestem przekonana są bardziej warte uwagi. A ja swój czas bardzo cenię.

Ciastko na przecenie

Ale nic to. W zeszłym roku ukazał się film i tabuny spragnionych mocniejszych wrażeń walili do kina drzwiami i oknami. Może liczyli na jakieś soft porno? Jeśli tak, to im też raczej później wibrator się nie przydał, bo ten film był po prostu nudny. Nudny, nudny i jeszcze raz nudny. To pornosy z lat 80-tych mają już ciekawszą fabułę niż romans studentki z młodym milionerem. Nie wiem, jak Wy babeczki, które mnie teraz czytacie, ale dla mnie aktor wzięty do roli Grey`a nawet nie zaliczał się do kategorii „ciacha”. Bardziej do „przecenionej drożdżówki”. Z kolei panowie oglądający film zapewne zastanawiali się czy Anastasia ma jakiś problem ze spierzchniętymi ustami, bo prawie w każdej scenie oblizywała swoje wargi. Z założenia to miało być seksowne. Czy było? Nie sądzę. Ja bym ją wysłała do dermatologa.

„Bober” atakuje!

Ale wróćmy jeszcze do postaci Grey`a. Siłą rzeczy wyobrażałam go sobie jako mężczyznę zadbanego, eleganckiego i… przystojnego. Wiecie, takiego, co tylko patrzysz, a już oczami wyobraźni go rozbierasz i robisz z nim bardzo niegrzeczne rzeczy. Mężczyznę, którego spojrzenie roztapia Cię od środka dając upust spływającej wilgoci pożądania. Hmm…

A co dostaliśmy w zamian? Aktora, co prawda w dobrze skrojonym garniturze, ale z zakrzywionym uśmiechem i fryzurą studenciaka ekonomii. No sam seks po prostu. Ale jedna scena rozwaliła mnie na łopatki. Pokazany on jako ten męski, władczy i dominujący. Ten, dla którego kobieta powinna czuć się zaszczycona mogąc wodzić językiem po jego stopach (taki fabularny Król Julian) i co? I to, że Grey rozpinając spodnie ukazał swojego wielkiego… bobra! Pfu, ble i w ogóle ohyda. Współczuję Anastasii, która pewnie nie jeden raz musiała wyłuskiwać włosie ze swojego uzębienia. Ale gdzie tu konsekwencja reżysera? Skoro seks, to i estetyka, a „bober” z pewnością do pięknych wizualnie zjawisk nie należy.

Płci męska – nie idźcie tą drogą. Tylko dbajcie o otoczenie swojego przyrodzenia, tak jak dbacie o przydomowe ogródki i trawniki. Pielęgnujcie je i strzyżcie, a rozkosz będzie Wam dana 😉

Film „50 twarzy Greya” z pewnością nie należy do gatunku górnolotnych, ale doskonale nadaje się jako film „co leci w tle”. Bez ambicji, lekko rozrywkowy z minimalną dawką erotyzmu. W sam raz na wieczór, kiedy człowiekowi po prostu nie chce się myśleć.

Tekst: Luiza

PRZECZYTAJ: http://swingwithme.pl/poprosze-dwa-razy-gang-bang/

  • Ha ha 🙂 Rozbawiła mnie Twoja recenzja, ale zgadzam sie z nia. Książka też mnie nie porwała, przeczytałam jedną i na tym był koniec, bo faktycznie szkoda czasu. na film się nawet nie pokusiłam, bo jakieś takie miałam przeczucie, że będzie słaby, bo aktorzy źle dobrani, potem utwierdziły mnie w tym opinie koleżanek, no i teraz Ty, dlatego daruję sobie 😀 Dzięki za poprawienie humoru, pozdrawiam cieplutko! :))

    • Polecam się na przyszłość 😉 Ciekawe ile ludzi pójdzie do kina na drugą część tejże niebywałej opowieści… Bo ja na pewno nie, ale pewnie z czasem obejrzę to „dzieło”, po pierwsze – celem ubawienia się, po drugie – napisania kolejnej recenzji 😉 I też gorąco pozdrawiam!

  • Według mnie aktorzy fatalnie dobrani i w książce Grey się nie uśmiechał tak często, a w filmie aż za często. I ten „bober” fe.
    Książka w miarę mi się podobała (wiadomo, nastolatkom coś takiego się podoba) – chociaż wolę trzecią część (albo drugą), a na następną część filmu nie mam ochoty iść (chyba, że mama będzie chciała iść .-. ).

    • Może kiedyś sięgnę po kolejne części książki, choć obawiam się, że polegnę już po przeczytaniu pierwszych stron. Ale do kina na ekranizację na pewno nie pójdę. Wolę wydać pieniądze na inne przyjemności 😉

  • Gdyby osoba uzdolniona wzięła się za napisanie tej książki to byłoby to faktycznie coś wartego przeczytania. Autor skupiłby się na Grey’u opowiadając nam choćby jego dzieciństwo, które do spokojnych nie należało. A tak, to książka przepełniona jest scenami „seksu” czy niepotrzebnymi opisami lub monologami Any. Czytając drugą część po pewnym czasie zaczęłam już omijać te wszystkie „hot” sceny bo były nudne i banalne.
    Ja rozumiem, że byli na siebie napaleni, ale nie powinno to być głównym motywem książki. Zrozumiem jeszcze to, że Ana mogła się „rozpadać na milion kawałeczków” z tego względu, że była dziewicą, nieprzyzwyczajoną do męskiego dotyku. Ale jak już „rozpada się na milion kawałeczków” po setnym zbliżeniu, gdzie Grey ją maca sto trzeci raz to jest z nią chyba coś nie tak. Organizm z czasem przyzwyczaja się do dotyku drugiej osoby i nie działa on na nas tak, jak za 1 razem.
    Trzecia część książki była odrobinę lepsza i już nie nudziła jak poprzednia. Szkoda tylko, że cała fabuła rozkręca się tak wolno. Naprawdę wolno. O ile Grey jest jeszcze ciekawą osobą ze względu na jego dzieciństwo, traumy i przeżycia tak Ana przy nim jest jak niewinne dziecko, które nie ogarnia co się wokół niej dzieje. Pomysł na książkę był dobry, ale niewykorzystany nawet w połowie, a szkoda bo byłoby to coś naprawdę dobrego.

    Oprawa filmu, widoki, miejsca i muzyka – świetne. Za to fabuła niekoniecznie. Film należy raczej do tych bardzo lekkich, do obejrzenia na raz. Gdy obejrzałam go po raz drugi to zaczynałam się powoli nudzić. A Szary? Byłby odrobinę lepszy z kilkudniowym zarostem. Ostatnia scena filmu za to była trochę śmieszna. Mówi, że pokazałby jej najwyższy poziom bólu, ale nie chce jej ranić. Ana się zgadza, po czym dostaje kilka mocnych klapsów skórzanym pasem po gołym tyłku. Z jednej strony mi jej szkoda, bo faktycznie boli tak dostać skórą po pośladkach, ale z drugiej strony.. no trochę słabe jak na osobę, która uprawia seks sado-maso.
    W każdym razie to, że Grey jest nieogolony jest co najmniej niesmaczne. Ana też powinna się tam wygolić bo o wiele lepiej jest uprawiać seks bez włosów łonowych w ustach..

    • Dziękuję Ci za ten konkretny komentarz. W sumie to napisałaś osobną recenzję, co bardzo mi się podoba!

Close