JAK JEST W KLUBIE DLA SWINGERSÓW? CZĘŚĆ I

Klub dla swingersów – wiele osób myśli, że to miejsce, w którym wszyscy pieprzą się jak króliki. Każdy z każdym – i to nawet po kilka razy. Że sperma jest wszędzie – na kanapach, łóżkach i nawet w serwowanych napojach. Że tam nikt nie pyta o pozwolenie, tylko penetruje czyjąś cipkę bez pytania, albo łapczywie zasysa nieznanego penisa. To teraz weźcie głęboki oddech – a ja opowiem Wam jak jest w klubie dla swingersów naprawdę.

W wielu europejskich klubach już byliśmy i niejedno także widzieliśmy. Różne wystroje, różne imprezy tematyczne, różni ludzie. Ale w żadnym nie działy się takie dantejskie sceny, jakie kryją się w wyobraźni ludzi nie mających jeszcze styczności ze światem swingu.

Spotkajmy się przy barze

Bar jest swoistym centrum lokalu. To tutaj zawsze kierowane są pierwsze kroki zaraz po przyjściu. Odrobina alkoholu rozluźnia ciało i pobudza zmysły. Poza tym w oczekiwaniu na podanie drinka – zawsze można z kimś nawiązać rozmowę bądź odpowiedzieć na czyjś uśmiech i spojrzenie. To dodaje odwagi i buduje swobodną atmosferę. Zazwyczaj wokół baru są usytuowane miejsca do siedzenia, dzięki czemu konwersacja może zostać przeniesiona na bardziej prywatny grunt, a Wy będziecie mogli poznać się lepiej z nowo poznanymi osobami. I to absolutnie nie jest równoznaczne, że zaraz macie z nimi uprawiać dziki seks. Swingersi to nie hedonistyczne istoty nastawione jedynie na seksualną konsumpcję. To zwyczajni ludzie, którzy tak jak w zwykłym pubie, są otwarci na nowe znajomości. Wielokrotnie zdarzało nam się z Erykiem, że pomimo iż danego wieczoru się z nikim nie pobawiliśmy, to noc uważaliśmy za bardzo udaną. Właśnie ze względu na interesujące rozmowy i usłyszane historie. Seks to nie wszystko. Naprawdę.

Każdy lokal ma swój styl

Każdy lokal ma wyznaczone strefy zabaw i tylko w nich się można bawić. Jak one wyglądają – to wszystko zależy od wielkości, jak i charakteru lokalu. W Polsce największym klubem jest niedawno otwarty w Lublińcu Prive – tam znajdziecie zarówno otwarte przestrzenie do miłosnych igraszek, jak i ukryte pokoje do kameralnych uciech. Warszawska Lava czy Red Fox w Czeladzi są z kolei lokalami znacznie mniejszymi, przez co panuje w nich bardziej przyjacielska atmosfera. Łódzki Bordeaux – to natomiast miejsce w stylu „open space”, gdzie nie ma osobnych pomieszczeń, lecz wszystko dzieje się w jednym dużym lofcie, zaś poszczególne łóżka i inne atrakcje oddzielone są od siebie wysokimi ściankami. Zaś warszawskie Usta czy Euphoria to prywatne wille przeznaczone do swingerskich spotkań. My swoją przygodę ze swingiem rozpoczęliśmy w berlińskiej Insomnii, będącą jednym z najbardziej szalonych miejsc, w jakim byliśmy, bowiem nasi zachodni sąsiedzi są bardziej wyzwoleni seksualnie niż Polacy (choć z każdym rokiem to się zmienia). Tam raczej nie znajdziecie pokojów zapewniających intymność, bowiem wszystko dzieje się na wielu kanapach ulokowanych na piętrze. Przeciwieństwem Insomnii jest Avarus. W nim na pierwszym miejscu jest zmysłowość – nastrojowa muzyka i światło świec, czyli klimat jaki z mężem najbardziej nam odpowiada. I długo moglibyśmy tak wymieniać, bo na swoim koncie mamy także wizyty w lokalach w Barcelonie, Ibizie, Brukseli, Irlandii, Budapeszcie (i jeszcze w paru innych europejskich lokalizacjach). I to, co wiemy na pewno – najważniejsze nie jest miejsce, ale ludzie jacy w nim są. Bo ten sam lokal możecie odbierać całkowicie inaczej odwiedzając go podczas różnych wydarzeń tematycznych. Raz będziecie zachwyceni, a drugim razem stwierdzicie, że mogło być lepiej. Każda impreza jest zawsze wielką niewiadomą, bo doprawdy trudno przewidzieć jacy goście się pojawiają i w jakiej ilości przybędą. Dlatego każdemu miejscu warto dać drugą szansę.

Ile się płaci?

Cena wejścia do lokalu zależy głównie od odbywającego się wydarzenia oraz tego czy wybieracie opcję open baru czy baru płatnego. Każda z tych opcji ma swoje wady i zalety. Open bar oferuje swobodę, że nie musicie się martwić o wysokość rachunku na zakończenie wieczoru, lecz wadą jest to, że niektórzy celem dodania sobie animuszu – mogą przesadzić z alkoholowym wsparciem. Wówczas impreza skończy się dla nich szybciej niż rozpocznie. Z kolei płatny bar jest korzystny, kiedy po pierwsze – nie odczuwacie potrzeby spożywania płynnych procentów, a po drugie – gdy macie zamiar pojawić się w lokalu o późniejszej godzinie.

Oczywiście inne ceny są dla par, a inne dla singielek czy singli. Panie zazwyczaj płacą o wiele mniej niż panowie. Koszt wejścia dla par wynosi przeważnie od 100 do 300 zł i zależy również od wyboru opisywanego powyżej wariantu płatności za bar.

Czy im drożej, tym lepiej? Niekoniecznie. Cena oczywiście w pewien sposób selekcjonuje gości, bo nie oszukujmy się – życie swingersa do najtańszych nie należy (o czym pisaliśmy wcześniej – KLIK). Ale to o czym sami wielokrotnie się z Erykiem przekonaliśmy, to fakt, że wysoka cena przyciąga przede wszystkim ludzi lubiących pokazać się i bądźmy szczerzy – bardziej zarozumiałych niż nastawionych na zabawę. Takich, co to tylko konwersują jacy to nie są wspaniali i powtarzających w jakich to oni miejscach nie bywali. A jak przyjdzie co, do czego – to robią angielskie wyjście, nie żegnając się z nikim. Nie jest to reguła, która obowiązuje zawsze i wszędzie, bowiem często z wyższą ceną wstępu wiążą się również dodatkowe atrakcje, jak występ tancerzy, dj`a czy bardziej wyrafinowany catering. Zrozumiałym jest też, że właściciele lokali starają się różnicować ofertę, celem dotarcia do każdego klienta, gdyż każdy oczekuje czegoś innego, a z założenia o gustach się nie dyskutuje. My z mężem jednak wolimy imprezy bardziej dostępne. Takie podczas, których można czuć się swobodnie i ciekawie porozmawiać. Po prostu – bawić się. Bez zbędnego spinania i udowadniania sobie swej swingerskiej wartości.

Drink i co dalej?

Przyjmijmy taki scenariusz. Poznajecie interesującą parę. Drinkujecie, rozmawiacie, a w powietrzu czuć narastające napięcie. Gra gestów pokazuje, że każda ze stron ma ochotę na coś więcej. I co dalej? Nasza rada – dać się ponieść chwili. Im mniej analizowania, tym większa przyjemność. Jeżeli obydwoje czujecie się gotowi na wymianę – zróbcie to. Lecz, jeżeli serce podpowiada Wam, że jeszcze za wcześnie – to nie idźcie dalej. Czasami warto posłuchać intuicji – to dobry doradca.

Ale załóżmy, że podjęliście decyzję o szaleństwie. Wówczas wybieracie sobie miejsce do zabaw. Niektóre pokoje można zamknąć przed innymi, niektóre zaś – albo są otwarte albo zasłonięte kurtyną. Musicie mieć świadomość, że w trakcie zabaw zapewne inne pary bądź single będą Was się pytać o możliwość dołączenia. I także w tej kwestii – to Wy dokonujecie wyboru czy do igraszek zaprosicie kolejnych towarzyszy. Podstawowym błędem początkujących par jest przekonanie, że skoro już jesteście w klubie dla swingersów, to choćby nie wiadomo co – powinniście z kimś się bawić. Nic bardziej mylnego. Odmowa to Wasze prawo – jeżeli nikt Wam nie przypadł do gustu, to kto Was zmusza do oddawania się wbrew Waszej woli? Wasze ciało, Wasza świątynia. Ale mówiąc komuś nie – bądźcie też kulturalni. Jeżeli ktoś grzecznie do Was zagaduje, to nie ma takiej potrzeby, abyście odpowiadali mu w sposób chamski. Bowiem w ten sposób stworzycie mało przyjazną atmosferę, a przecież swingerskie kluby to miejsca nastawione na radość, a nie na złość i agresję. Natomiast – jeżeli ktoś będzie zbyt nachalny i nie będzie respektował wypowiedzianego nie, to nie bójcie się opowiedzieć o tym obsłudze lokalu. Przecież Wasz komfort i bezpieczeństwo są najważniejsze.

W piątek ukaże się część II wpisu. Dziękuję za podzielenie się swoimi spostrzeżeniami na naszej swingerskiej facebookowej grupie – jak zwykle okazaliście się niezastąpionym źródłem inspiracji 🙂

Tekst: Luiza

Przeczytaj również: http://swingwithme.pl/pierwszy-raz-w-swingers-clubie-jak-sie-przygotowac/

Fot.: http://www.zhongyaodqt.com/sensual-wallpapers/56946937.html