Jacuzzi Club dostarczyło Nam wiele różnorodnych wrażeń. Pierwsze odczucie – gdzie My do cholery jesteśmy??? Nawet nie mieliśmy ochoty rozpakowywać walizek, tylko jechać gdzieś dalej. Ale zostaliśmy. Później przez całą drogę powrotną zastanawialiśmy się czy kiedyś będziemy chcieli tu powrócić…

31 grudnia – wyrwanie się od codziennych obowiązków. Kilkugodzinna jazda na sylwestrową zabawę i dreszcz podniecenia jaki zawsze towarzyszy przed wizytą w klubie. W głowie same przypuszczenia i gdybania: jak tam będzie, kto będzie i czy damy ponieść się szałowi uniesienia. Taki swingerski standard myślowy. Jak nam było w Jacuzzi Club? Przeczytajcie!

To tu?

Pragnęliśmy odświeżyć się po trasie i odpocząć przed zapowiadającym się cielesnym szaleństwem. Do celu dojechaliśmy koło godziny 17 i to był błąd jaki popełniliśmy – byliśmy za wcześnie. A pierwszego wrażenia tak łatwo nie da się zmienić. Na miejscu zastaliśmy plac budowy. To tu czy nie tu? Jakoś nie chciało Nam się wierzyć, że jesteśmy we właściwej lokalizacji. Kręcący się robotnicy i ogólny nieład sprawił, że ponownie wsiedliśmy do samochodu w poszukiwaniu ukrytego klubu. Ale to było jednak tam. Zatem zaparkowaliśmy powtórnie auto i zapytaliśmy krzątających się budowlańców, gdzie powinniśmy się udać.

Po schodach i na lewousłyszeliśmy.

W środku panowała porządkowa krzątanina. Ścieranie kurzu, odkurzanie, czyszczenie szklanek i kieliszków. Przy barze podaliśmy numer rezerwacji i zaraz usłyszeliśmy, że nasz pokój jest bez łazienki o czym w ogóle nie było wspomniane podczas mailowej korespondencji. To już nieco ostudziło nasz zapał. Ale ów zapał minął bezpowrotnie, gdy zobaczyliśmy wspomniany pokój. To było kilka metrów przestrzeni obudowanej dyktą. Łóżko składało się z materaca umiejscowionego na drewnianej płycie i cegłach. Na wyposażeniu był jeszcze mały stolik z telewizorem. Pokój tak sprzyjał integracji, że po prostu trzeba było być obok siebie. Jak jedna osoba wstała, to druga nie miała gdzie się wcisnąć. O jakimkolwiek poziomie komfortu nie było mowy.

Załamani zastanym stanem rzeczy postanowiliśmy podjechać do Gdańska na kolację i ochłonąć. Choć jesteśmy rozrywkowi, to w tamtej chwili oddalibyśmy królestwo za powrót do domu i wypiciu szampana pod własną kołdrą przy rozgrzewającym świetle świec. Ale to było niemożliwe. Musieliśmy wrócić.

Szczęściarze z nas

W środku byli już sylwestrowi goście. Ubrani lub bardziej rozebrani, ale gotowi do zabawy. A my dopiero udawaliśmy się pod prysznic… Co jak co. Ale w takich miejscach pragniesz zrobić „efekt WOW” już od samego początku. Nasz efekt WOW opierał się na przejściu w ręcznikach do łazienki. Szybka kąpiel pod bardziej letnią niż ciepłą wodą i równie szybki powrót do pokoju. Dobrze, że na ścianie przy łóżku były rozwieszone lustra. Dzięki temu Luiza miała choć odrobinę możliwości na umalowanie się i zrobienie fryzury. Ale nastroje wciąż nie były najlepsze…

Udaliśmy się do baru. Czas kogoś poznać, porozmawiać. Łudziliśmy się, że może to jakoś pomoże. Ale nawet drink za drinkiem nie potrafił nas rozluźnić. Za to okazało się, że jesteśmy w gronie „szczęściarzy”. Dlaczego? Bo jakby nie było – my mieliśmy pokój. A kilka par pomimo opłaconego noclegu otrzymała klucze na krótko przed północą. Powód był prozaiczny – wcześniej tych pokojów po prostu nie było. One dopiero się tworzyły – stąd Ci wszędobylscy budowlańcy.

Gdzie te szaleństwa???

Nie poszaleliśmy w Sylwestrową noc. Pomimo naszych usilnych starań oraz procentowego wsparcia – nie zniknęło ani zmęczenie, ani swoiste rozgoryczenie. Przy głośnych dźwiękach biegnących z dj`ki po drugiej w nocy poszliśmy spać. Aż się wierzyć nam nie chciało. My, którzy potrafią bawić się do białego rana i jeszcze na następny mieć siły na igraszki – w Sylwestra poszliśmy spać jak para rencistów. Aż żal tyłek ściskał.

Obudziliśmy się z planem, że zaraz po śniadaniu bierzemy walizki i albo szukamy apartamentu w Gdańsku albo w Sopocie. Było tylko jedno małe „ale”. Z godziny 10 rano zrobiła się 16 po południu bowiem z poznanymi przy śniadaniu ludźmi tak dobrze nam się rozmawiało, że nawet nie zauważyliśmy tych upływających godzin. Postanowiliśmy zostać, ale pod warunkiem, że uda nam się zmienić pokój, w którym chociaż jest toaleta. Udało się. Zostaliśmy. Ostatecznie nasz pobyt trwał do niedzieli, tak jak wcześniej mieliśmy ustalone.

Znajdź swą strefę

Jacuzzi Club to jeden wielki budynek podzielony na kilka stref. Za barem znajduje się Tropical Club. Tu znajdziecie niewielki basen, a dookoła łóżka z baldachimem. Tutaj też znajdują się miejsca noclegowe. Spice Club to zdecydowanie najciekawsza część i tutaj podobało nam się najbardziej. Wiele pokojów o różnych wielkościach i różnorodnym wyposażeniu. Z pewnością jest gdzie się bawić, a także i ukryć, gdy ktoś ma ochotę na bardziej kameralne igraszki. Na dole znajduje się duże jacuzzi, strefa dla par i niezbyt duża, ale dobrze urządzona strefa BDSM. Infrastruktury zewnętrznej Wam nie opiszemy, bo jej po prostu nie widzieliśmy. Wówczas panował taki mróz, że nawet palca na dwór nie chcieliśmy wystawiać.

Jadąc do Jacuzzi mieliśmy wyobrażenie, że jedziemy do świetnego ośrodka SPA. Że wypoczniemy korzystając z saun, jacuzzi i… pokojów zabaw. Zderzenie z rzeczywistością zakończyło się dość bolesnym upadkiem. Zatem dlaczego wyjeżdżając stamtąd w jakiś sposób było nam żal, że opuszczamy to miejsce?

Postaw na ludzi, a będziesz mieć ludzi

Ludzie – to jest wyróżnik Jacuzzi Club. Właściciele Robert i Ewa byli mistrzami w stworzeniu niepowtarzalnej atmosfery. Wręcz rodzinnej. Z chęcią z Tobą porozmawiali i jeszcze poczęstowali ciastem. Dziewczyny stojące za barem również dbały o alkoholowe zadowolenie klientów, obdarowując ich uśmiechem i miłą rozmową. Czegoś takiego nie spotkaliśmy w żadnym innym miejscu. W pewnej chwili mieliśmy wrażenie, że jesteśmy na jakimś swingerskim obozie. Rozmawiając z klubowiczami – wielu z nich zapewniało, że Jacuzzi jest ich ukochanym lokalem, i że im jest tutaj tak dobrze, że nie odczuwają potrzeby szukania uciech gdzie indziej. I pewnie My też tam kiedyś wrócimy. Właśnie dla panującego tam luzu i klubowiczów. Ale wybierzemy się tam, gdy słońce będzie mocniej przygrzewać, jak i prace remontowe zostaną zakończone. Chociaż znając Roberta – jemu pomysły na rozbudowę nigdy się nie skończą…

Gdybyście zapytali się Nas, czy warto odwiedzić Jacuzzi Club odpowiemy, że tak… W końcu najlepszą opinię można wydać na bazie własnych doświadczeń. Dlatego zwiedzajcie, przeżywajcie, eksperymentujcie i… dzielcie się tym wszystkim z Nami. Bo my też jesteśmy ciekawi Waszych spostrzeżeń. I to bardzo.

Tekst: Luiza

PRZECZYTAJ: http://swingwithme.pl/klub-to-my-wywiad-z-jacuzzi-club-czesc-i/