extasyMija dzień za dniem. Chwila teraźniejsza podobna do poprzedniej, przyszła podobna do teraźniejszej. Jak w zegarku. Prysznic, śniadanie, spacer, obiad, spacer, kolacja, spanie. Zawieszona tu i teraz myślę o tym co było i marzę o tym co będzie. Samotność zmusza do przemyśleń. Do ułożenia puzzli własnego życia.

Mogę być wśród ludzi. Ale co z tego? Czy to jest jednoznaczne z tym, że nie mogę czuć się samotna? Że nie mogę mieć dość patrzenia w kółko na te same twarze, słuchania tych samych głosów i rozwiązywania problemów, które tak naprawdę nie kwalifikują się do pojęcia „problem”?

Odliczam dni, godziny, minuty, sekundy do spotkania z Tobą. Do momentu kiedy będę mogła się uśmiechnąć na Twój widok, wtulić w Twe ramiona i delektować się zapachem perfum, tak bardzo pasującym do zapachu Twojego ciała. Wiem, że jak zwykle na początku będziesz oszczędny w słowach i gestach. Ale tak naprawdę nic więcej mi nie potrzeba, abym czuła, że jesteś szczęśliwy mając mnie z powrotem u swego boku.

Za czym tęsknię najbardziej? Długo bym musiała wymieniać. To są takie drobnostki życia codziennego, które sprawiają, że ta bliskość i połączenie dusz wciąż jest między nami.

– Kiedy całujesz mnie w czoło, gdy leżymy przytuleni oglądając coś w telewizji.

– Gdy w ciągu dnia napiszesz mi miłego sms`a.

– Kiedy zapłakana dzwonię do Ciebie z jakimś zmartwieniem, a Ty w okamgnieniu rozwiewasz wszelkie smutki.

– Gdy zwijam się z bólu podczas „tych dni”, a Ty przynosisz mi gorącą herbatę i tabliczkę czekolady.

– Kiedy gładziesz mi głowę na kolanach z niemówioną prośbą o pogłaskanie.

– Gdy pracujesz na komputerze, co chwilę zerkając w moją stronę.

– Kiedy zawsze przyjedziesz po mnie z troską, abym nie zmokła albo nie zmarzła.

– Gdy bez okazji sprawiasz mi jakieś małe niespodzianki.

– Kiedy sprawiasz, że to co niemożliwe, staje się możliwe.

– Gdy mnie wysłuchujesz mnie nie oceniając.

– Kiedy zasypiasz, a Twoje stopy muszą stykać się z moimi.

– Gdy mnie uciszasz i uspokojasz, jak przyśni mi się jakiś durny sen.

– Kiedy ściskasz moją rękę trzykrotnie, mówiąc tym samym, że mnie kochasz…

 

Tęsknię za naszym seksem. Długim i namiętnym. Gdy celebrujesz każdy kawałek mojego ciała, obsypując je pocałunkami. Twoje usta przywierają do moich. Delikatnie opuszkami palców muskasz moje piersi. Schodzisz coraz niżej. Brzuch, pępek i… nie ma Ciebie. Znikasz między moimi udami, ofiarowując najwspanialsze doznania. Twój język jest ciepły i mokry. Liżesz mnie, ssiesz, smakujesz całą. Przerywasz. Znów Twoje usta przyklejają się do moich. Pragniesz, abym także czuła swój smak. A ja spijam go z Twych warg.

Szepczę Ci do ucha Wejdź we mnie. Ale Ty jesteś uparty. Nie spełniasz mej prośby, tylko dalej kontynuujesz pieszczoty. A ja ponownie napinam swe ciało niczym cięciwę łuku gotową do strzału.

Dochodzę. Krzyczę z rozkoszy. Przyjemność pozbawia mnie sił. Bezwładna opadam na łóżko. Mówię przestań, choć wcale tego nie chcę. Ale Ty znasz to moje nie. To ciche i nieśmiałe nie, które znaczy tylko tak, tak, właśnie teraz.

Wchodzisz we mnie. Powoli, lecz stanowczo. Z każdym Twoim pchnięciem moje źrenice rozświetlają się, niczym zielone światło, pozwalające na dalsze ruchy. Wiesz, jak mnie penetrować, by było mi dobrze. Bym czuła Ciebie całą sobą. Znasz moje punkty, których naciśnięcie wywołuje falę ekscytacji.

Odpływam. Ponownie. Czuję się bezbronna, a jednocześnie tak bardzo bezpieczna.

Patrzysz mi się w oczy. Przyspieszasz. Teraz to Twoje źrenice rozszerzają się jak po tabletce extasy.

Jesteś coraz głębiej, coraz mocniej.

Teraz!

Zalewasz mnie swym lepkim ciepłem.

Twój słodki ciężar przygniata me piersi. Jesteś cały spocony. Twoje serce bije jak oszalałe. Jakby chciało przebić się do mojego i nadać wspólny rytm.

Podnosisz się nic nie mówiąc. Tylko spoglądasz się znów w me oczy i łobuzersko uśmiechasz…

Ach, Kochanie. Tak bardzo za Tobą tęsknię…

 

Tekst: Luiza