JAK SIĘ BAWIĄ SWINGERSI W IRLANDII. CZĘŚĆ II

Pragniecie kolejnych ciekawostek ze swingerskiej Irlandii? Dziś opowiemy Wam o pewnej medialnej aferze oraz dlaczego tak trudno dostać się na prywatne sex party.

Swingerskie podziemie

Tak naprawdę swingerskie wydarzenia dzieją się w ukryciu. Czemu? Dowiedzieliśmy się, że jeszcze 5 lat temu sytuacja kształtowała się nieco inaczej. Wszystko zmieniło się po pewnej dziennikarskiej prowokacji. Pewien dziennikarz postanowił poświęcić się dla ogółu i idei. Założył sobie konto na Fab Swingers, zaczął nawiązywać znajomości, uczestniczyć w imprezach, a potem to wszystko opisał przedstawiając ten świat jako współczesną Sodomę i Gomorę, w którym nie panują żadne zasady. Próbowaliśmy dotrzeć do tego tekstu, lecz zniknął on w czeluściach internetu. Znaleźliśmy za to inne wpisy, które ukazują, że swingersi nie są za bardzo akceptowani (zresztą czy w Polsce jest inaczej? U nas swingersi są szykanowani na każdym kroku).

Zobacz:

http://www.independent.ie/irish-news/courts/swinger-articles-ruined-my-life-claims-former-kildare-gaa-star-35532633.html

http://www.irishexaminer.com/lifestyle/features/why-the-irish-have-taken-to-swinging-236830.html

http://www.independent.ie/style/sex-relationships/four-things-you-didnt-know-about-irish-swingers-31473355.html

Ale wracając do poprzedniego wątku. Po tym artykule nastąpiło masowe kasowanie profili na portalu, a swingerski świat w Irlandii zszedł do podziemia.

Jak się spotykają irlandzcy swingersi?

Z racji tego, że Irlandia aż tak dużym krajem nie jest, to tak naprawdę wszyscy się w niej znają. W praktyce wygląda to tak, że jedna para zna drugą parę, a ta druga para zna jeszcze inną, a ta trzecia para…

Wszystko opiera się na systemie rekomendacji. Aby uczestniczyć w prywatnej imprezie musisz być przez kogoś polecony. I teraz zagadka dla Was – czy myślicie, że udało nam się wejść na takie party???

Jak najbardziej się UDAŁO! Nam by się miało nie udać? Jak tego dokonaliśmy? Będziemy szczerzy – tak naprawdę przez przypadek. Ale już tak mamy, że towarzyszy nam szczęście do poznawania pozytywnych ludzi i równie szalonych jak my. Udało nam się spotkać w Irlandii parę, z którą spędziliśmy bardzo, ale to bardzo przyjemny wieczór we czwórkę. I właśnie ta para zarekomendowała nas do wejścia na prywatną imprezę.

Znów w nieznane

I tak oto znowu jechaliśmy w nieznane z dopiero co poznanymi ludźmi (serio, jak kiedyś nie będziemy aktywni na blogu przez dłuższy czas, to znaczy, że zaginęliśmy w akcji). Dookoła same pola, a noc tak czarna, że czubka własnego nosa nie było widać. Dojechaliśmy do małego zamku położonego dosłownie pośrodku niczego. Razem z Erykiem byliśmy pełni ekscytacji, bo myśleliśmy, że być może czeka nas orgia niczym z filmu „Oczy szeroko zamknięte”. Drzwi otworzył nam dość masywny jegomość z włosami związanymi w kitkę. Zaraz przy wejściu stała już grupka osób, która jak tylko nas zobaczyła od razu zaczęła pytać o nasze nicki na Fab i skąd jesteśmy. W większości byli to ludzie w wieku 45+, ale z tego co zdążyliśmy się zorientować – swingujących par w wieku zbliżonych do naszego, czyli około trzydziestki na Zielonej Wyspie jest bardzo mało.

Zamek za to prezentował się okazale. Z górnego tarasu rozpościerał się magiczny widok na skrzącą się od światła księżyca rzekę, a niebo lśniło od błyszczących gwiazd. Atmosfera wręcz idealna na rozpoczęcie hedonistycznych igraszek, ale… w środku było okropnie zimno. Może irlandzka krew jest przyzwyczajona do takich temperatur, ale nasza czwórka ulokowała się jak najbliżej kominka. Wkrótce dołączyła do nas reszta towarzystwa, która… rozmawiała, rozmawiała i… rozmawiała.

Teraz się zacznie!

Żadnych zabaw, żadnej gry gestów sugerujących, iż za chwile zamkowe łoża będą skrzypieć od ciężaru ciał się na nich bawiących. Nic, kompletnie nic. Zupełnie jak rodzinna nasiadówka niczym u cioci na imieninach. Okazało się, że organizatorami tego spotkania była pewna dojrzalsza wiekiem para, a jej przedstawiciel płci męskiej właśnie tego wieczoru obchodził swoje okrągłe urodziny. Pojawił się tort i śpiewanie Happy Birthday. Pomyśleliśmy – no to teraz się zacznie!

Zaczęło się. Jubilat został posadzony na krzesło, a każda z chętnych pań podchodziła do niego tanecznym krokiem i sprzedawała całusa.

Koniec. Tyle było z tych zabaw. Byliśmy naprawdę zawiedzeni, bo chociaż nie odczuwaliśmy wzmożonej potrzeby zabawy z przybyłymi gośćmi (bo jak pisaliśmy w poprzedniej część – irlandzka atrakcyjność pozostaje w tyle za słowiańską urodą), to jednak chcieliśmy zobaczyć, jak inne narody dają upust swoim erotycznym doznaniom. Lubimy patrzeć, obserwować i szukać natchnienia do pisarskich inspiracji, lecz tutaj nie było ani jednej podniecającej sytuacji. Dlatego nasze niezaspokojone umysły szukały odpowiedzi, czy może najzwyczajniej trafiliśmy na nieodpowiednią imprezę, ale w wielu uzyskanych odpowiedziach usłyszeliśmy, że tak przeważnie wyglądają ich spotkania. Że po prostu się… spotykają.

A dla nas to za mało. Kiedyś nawet rozważaliśmy z Erykiem szukanie szczęścia na Szmaragdowej Wyspie, lecz teraz z pewnością byśmy nie wybrali tejże destynacji pod kątem poszukiwania życiowych wrażeń. Irlandia jest dla nas za spokojna i zbyt przewidywalna. Dlatego niedługo czekają nas nowe wojaże. Być może wtedy przeżyjemy niezapomnianą przygodę… 😉

Tekst: Luiza i Eryk

Fot.: http://www.sheknows.com/entertainment/articles/1035849/most-sexually-charged-excerpts-from-erotica-books