LAVA SEKSEM KIPIĄCA

http://zeiran.deviantart.com/art/Sex-1-121699368

http://zeiran.deviantart.com/art/Sex-1-121699368

Nauczyli się nie planować. Planowanie nie miało sensu. Nie przy ich zwariowanym trybie życia. Tacy już byli – spontaniczni i szukający odskoczni od codzienności. W czwartek późnym wieczorem podjęli decyzję o sobotnim wyjeździe do Warszawy. Nikt o tym nie wiedział. Zupełnie jak zakochane nastolatki uciekający przed światem zakazów.

Kilometr za kilometr za kilometrem przybliżali się do stolicy, wabiącej ich zapachem atrakcji. Tych zawodowych i tych cielesnych. Lubili łączyć przyjemne z pożytecznym. Spotkania biznesowe dotyczące przyszłej współpracy upłynęły w przyjaznej atmosferze. Byli zadowoleni z ich przebiegu. Poznali nowych ludzi i dowiedzieli się wielu ciekawostek. A oni byli głodni wiedzy i… innych ciał.

Pierwszy apetyt został zaspokojony. Czas było nasycić kolejne pragnienie…

Przedtem…

Kiedyś wyjście do klubu wywoływało u Luizy przyspieszone bicie serca i drżenie dłoni. Musiała nieźle się wysilić, aby czarna kreska otulająca jej górną powiekę wyszła choć w miarę prosto. Teraz robiła to prawie automatycznie. Nauczyła się, że wcześniejsze stresowanie się było bezcelowe. Na swoim koncie miała już wiele takich wyjść i dlatego ekscytacja pojawiała się dopiero w momencie przekraczania progu hedonistycznego miejsca. Tym razem postanowili wrócić do klubu, w którym po raz pierwszy zasmakowali swingu „po polsku”…

Lava – niewielki klub ukryty między mieszkalnymi blokami. Byli tutaj półtora roku temu. To był pierwszy lokal, jaki odwiedzili w Polsce. Ich poprzednie doświadczenia opierały się na berlińskich doznaniach, a wówczas mogli po raz pierwszy przekonać się, jak to wygląda w ich rodzimym kraju. Było to dla nich coś zupełnie nowego. Wreszcie mogli z kimś tak zwyczajnie porozmawiać o swingowaniu i przygodach z nim związanych. Tak miło spędzili tam czas, że dopiero nagle zapalone światła, uświadomiły im, że pora wracać do hotelu. Była 7.30 rano…

Teraz…

Byli ciekawi czy coś się zmieniło od tego czasu. Z pewnością wejście do lokalu stało się bardziej zamaskowane. Teraz wchodziło się do środka pod przykrywką punktu spa. Przez chwilę zwątpili czy, aby na pewno trafili tam gdzie chcieli, ale adres się zgadzał, więc schodkami w dół weszli za dźwiękami dochodzącej zza drzwi muzyki. Na wejściu przywitał ich dość specyficzny pan w okularach, zupełnie nie pasujący do otoczenia. Tak jakby ktoś go wyciął z innej bajki i wstawił na „recepcję”. Na swój sposób było to nawet zabawne. Luiza rozglądając się po lokalu, zauważyła barmana, który był także podczas ich poprzedniej wizyty w lokalu. Janek był niesamowity – zabawny i wygadany. Zdecydowanie właściwy człowiek na właściwym stanowisku. On w przeciwieństwie do poprzednika – pasował tu idealnie. Zresztą jego kolega za barem również sprawdzał się doskonale w tej roli. Razem tworzyli zgrany barmański duet. A przecież od barmanów czasami zależy cały klimat miejsca…

Lava jest bardzo małym, ale kameralnym klubem. Nie sposób się w nim zgubić, bo prawie wszystko jest w zasięgu wzroku. Kilka pokojów do zabaw i niebiańskie jacuzzi. Rozkosz zamknięta w niewielkiej przestrzeni. Ale coś nieopisanego było w tym lokalu. Coś, co sprawiało, że razem z Erykiem czuli się w nim po prostu dobrze. Swobodni i wyzwoleni. Dj za konsoletą puszczał muzykę jakby na ich podświadome życzenie. Elektroniczne beat`y rozluźniały spięte mięśnie i wyzwalały umysł. Taniec stanowił znakomitą grę wstępną. Nieśmiały dotyk, delikatne pocałunki, ręce schodzące coraz niżej…

Chodźmy do pokoju – wyszeptał do ucha Luizy przystojny brunet, który od początku wpadł jej w oko, zwłaszcza, gdy zobaczyła go bez koszulki. Polinezyjski tatuaż na prawym ramieniu był dla niej niczym afrodyzjak. Kusił ją i przywoływał. Chciała go. Eryk oddawał się pieszczotom jego żony, zatem układ był dopełniony. W czwórkę udali się do pomieszczenia z wiszącą huśtawką. Brunet szybko zniknął między nogami Luizy. Chłeptał ją delikatnie, ale ona miała ochotę na mocniejsze doznania. Zachęcająco wypięła się do niego, dając jednoznaczny sygnał do rozpoczęcia fizycznego swingu. Namiętnego i ostrego. Tak, miała ochotę dać się zniewolić. Zazwyczaj preferowała delikatność i zmysłowość, ale nie dziś. Dziś miała ochotę zostać porządnie wypieprzona. Aż do utraty tchu. Ich spocone ciała przylegały do siebie coraz mocniej, a jęki stawały się coraz głośniejsze. Wścibskie spojrzenia chciały być świadkami ich miłosnych ekscesów, ale oni bronili dostępu do swych orgazmów. Tych przeszłych i tych nadchodzących. Eryk po raz kolejny doprowadzał swoją wybrankę, a Luiza raz za razem wystawiała się na coraz mocniejsze pchnięcia. Było jej dobrze. Naprawdę dobrze. Nagle poczuła wsuwający się w jej pupę palec. Początkowo, chciała powstrzymać ten rodzaj penetracji, ale postanowiła się temu poddać. Do tej pory pozwalała na to jedynie Erykowi. Nie była zwolenniczką seksu analnego. Wewnętrzna blokada spinała jej ciało i wszelkie próby analnego wejścia kończyły się dla niej bólem. Chciała to zmienić. Pragnęła próbować nowych rzeczy, ale jednocześnie wiedziała, że nie może narzucać sobie zbyt szybkiego tempa. Pośpiech nigdy nie jest dobrym doradcą, dlatego smakowała nowości stopniowo, delektując się nimi powoli.

Palec w jej odbycie świdrował coraz głębiej. Dziwna mieszanka ekscytacji i odrobiny bólu podniecała ją niesamowicie. Chciała więcej i więcej. Znajdowała się w takim transie, że gdyby wokół niej znaleźli się inni przystojni mężczyźni, to pozwoliłaby im wejść. Jeden po drugim. Odważyłaby się na mały gang-bang z jej fantazji. Ale jeszcze nie teraz. To nie ten moment. Teraz była Ona, pieprzący ją brunet oraz Eryk ze swoją kochanką. Nikt więcej. Tylko oni. Niektóre fantazje muszą poczekać jeszcze na spełnienie…

Po skończonej zabawie wszyscy mieli przyspieszone oddechy. Gorączka emocji i uśmiech satysfakcji. Letni prysznic ostudził nieco rozgrzane zmysły, a jacuzzi przyjemnie odprężyło wycieńczone ciała.

Zaraz wracam. Skoczę tylko do baru po drinka – szepnęła Luiza do Eryka.

Otulona ręcznikiem z lekko mokrymi włosami usiadła na barowym hokerze. Grzecznie czekała na swoją kolej wypowiedzenia zamówienia.

I jak się bawiłaś? – Janek lubieżnie puścił do niej oczko.

Wyśmienicie – odrzekła Luiza przygryzając delikatnie słomkę od jej ulubionego ginu z tonikiem.

To był udany wieczór. Zdobyła i czuła się zdobyta. Podwójne zadowolenie.

Tekst: Luiza

Close