CE71D332AFDla niektórych czekanie to udręka. Dla mnie wręcz przeciwnie – forma przyspieszenia rzeczywistości. Czekanie mnie nakręca. Sprawia, że myślę intensywnie o tym, co ma nadejść. W ten sposób przygotowuję się mentalnie oraz fizycznie i jeszcze bardziej czuję, że jestem gotowa na nowe wyzwania.

Na co lubię czekać? Na zbliżające się podróże, spotkania ze znajomymi, na kolejną przesyłkę z sukienkami, którą będę musiała jakoś ukryć przed czujnym spojrzeniem mojego męża…

Na nieznany zapach nowego mężczyzny, który mnie posiądzie… Na słodki smak kobiety, która się przede mną otworzy…

To jak czekanie na randkę. Tylko tutaj zamiast dwójki głównych bohaterów – bohaterów będzie więcej. I każdy z nich będzie odgrywał główną rolę.

I tak jak przed każdą randką pojawiają się pewne obawy. Czy spodobamy się sobie nawzajem? Czy będziemy umieli podarować sobie wspólne zaspokojenie? Czy będzie tak dobrze, że będziemy mieli apetyt na więcej i więcej…?

Te pytania czasem aż za bardzo potrafią zaprzątać głowę, ale gdyby ich nie było, to nie byłoby inicjatywy starania się. O siebie. O innych.

Nie jestem idealna. Jak większość kobiet znajdę u siebie rzeczy do poprawki. Ale jeszcze nigdy nie było mi tak dobrze ze sobą, jak właśnie teraz. Świadomość własnego ja i słuchanie swojego ciała, wyzwoliły we mnie pokłady kobiecości, o których wcześniej nie miałam pojęcia. Najwyraźniej wtedy nie byłabym jeszcze gotowa na zanurzenie się w świat swingowania. Teraz jestem głodna nowych doznań.

Lubię się szykować na spotkanie. Sukienka – elegancka czy odrobinę wyzywająca? Oczy – słodkie czy drapieżne? Włosy – proste czy zakręcone? Tylko usta zawsze są czerwone. Jak wino do spijania.

Pragnę się podobać. Pragnę intrygować. Pragnę wzbudzać pożądanie.

Pragnę być najlepszym wspomnieniem.

Pocztówką z przeszłości do zaczepienia na haczyku przyszłości…

Autorka: Luiza

Chcemy więcej, dlatego szukaj Nas na:

Facebook

Google +