MIASTO NOCĄ ZAKAZANE

Gorące powietrze otulało ich twarze. Nie spodziewali się tu być. Życie samo ich zaskakiwało, lecz oni przyjmowali te niespodzianki wręcz z pożądaniem. Już dawno nauczyli się płynąć z prądem, dawać mu się ponieść i doświadczać tego, gdzie ich poniesie. I co z tego, że mieli być gdzie indziej skoro są właśnie tutaj – tu i teraz.

Barcelona – miasto nocą zakazane. Wraz z nadejściem zmroku – zmienia swe oblicze na tajemnicze i nieokiełznane. I trochę mniej bezpieczne. Policja już nie patroluje ulic. Chwilę przed 22.00 radiowóz robi ostatnie okrążenie, dając do zrozumienia, że więcej już tu nie wróci. Dziwki, transwestyci, narkomani odczytują sygnał i wychodzą ze swoich kryjówek niczym wyswobodzone szczury. Pora na nocne żery i poszukiwanie ofiar.

Ale Luiza z Erykiem chyba mieli niebezpieczeństwo wpisane w geny. Wchodzili, tam gdzie nie powinni się zagłębiać. Zaglądali tam, gdzie nie powinni patrzeć. Być może kiedyś ich to zgubi, ale jeszcze nie teraz. Wiedzieli dokąd idą. Wiedzieli po co idą – po rozkosz.

Uhomo – tam prowadziło ich przeznaczenie. Sami wybrali tę destynację, głodni hiszpańskich wrażeń. Nie chcieli być za wcześniej, ale zanim weszli do środka pragnęli sprawdzić lokalizację miejsca przyszłych uciech. Tradycyjnie – boczna uliczka, subtelne światło, enigmatyczna tabliczka z nazwą. Zapowiadało się dobrze. Zrobili sobie jeszcze krótki spacer na złapanie oddechu i wkrótce wcisnęli przycisk domofonu.

Luizie zawsze w tej chwili serce biło jak oszalałe. Jak będzie wyglądał klub? Jacy ludzie w nim będą? Czy będą chcieli zostać, a może się wycofać? Tysiąc myśli, jedna sekunda. Drzwi im otworzyła młoda, atrakcyjna dziewczyna, nie mówiąca zbyt dobrze po angielsku. Zresztą Hiszpanie od zawsze przejawiali jakąś dziwną ignorancję do języka używanego przez cały świat. Czemu? Tego z Erykiem nie byli w stanie się domyśleć, ale wielokrotnie już spotkali z tym zjawiskiem, niezależnie od tego w jakiej części tego gorącego kraju się znajdowali.

Na wstępie zdziwiło ich, że nie było ogólnodostępnej szatni, tylko trzeba było dodatkowo za nią zapłacić. Tak samo nie było w zasięgu ręku umieszczonych ręczników czy prześcieradeł, które umożliwiłyby „czystą zabawę”, bowiem znajdowały się właśnie one w tych płatnych szafkach. Dziwna to była zagrywka, ale co kraj to obyczaj.

W środku słyszeli dochodzące odgłosy rozmów i urywane śmiechy.

Jest dobrze – nie będziemy sami.

Weszli do głównej sali, w której znajdował się bar, parkiet i za szklaną ścianą – palarnia. Zamówili ulubione drinki i usiedli wygodnie w fotelu obserwując przybyłych i dopiero przekraczających progi lokalu. Panowała totalna swoboda pod kątem ubioru. Przyzwyczajeni w takich miejscach do eleganckiego i seksownego dresscodu, potrzebowali chwili, aby odnaleźć się w nowo panujących zasadach, mówiących, że tutaj żadne wymogi odnośnie stroju nie panowały. Każdy przychodził ubrany tak jak chciał, zupełnie jak w zwyczajnym pubie. Kolejny obyczaj do zaakceptowania…

Po wypiciu pierwszych drinków, ruszyli na eksplorację klubu. Nie było on duży – ot kilka pojedynczych sal z dużymi kanapami. Ciekawym i niespotykanym elementem było jedno pomieszczenie do igraszek, oddzielone szybą od sali z barem. Zatem można było siedzieć sobie wygodnie przy barze i podglądać jak inni oddają się cielesnym uniesieniom.

Luiza dała Erykowi do zrozumienia, że potrzebuje jeszcze jednego drinka zanim najdzie ją ochota na grzeszne pokoje. Sączyła alkoholowe smaki i z lekkim zawodem szepnęła do męża, że nie ma tu nikogo, kto by przykuł jej uwagę. Znów byli jednymi z najmłodszych w klubie i ponownie to oni wzbudzali zainteresowanie. W drugą stronę przepływ zainteresowania był zablokowany.

– Kochanie, przecież nie musimy się bawić. Nic na siłę – pamiętasz?

– Pamiętam.

Słowa ukochanego mężczyzny rozluźniły ją. Choć tyle razy byli już w swingerskich lokalach, to do tej pory czasami nawiedzały ją durne przemyślenia, że skoro znajduje się w takim, a nie innym miejscu, to powinna zaszaleć. Bzdura totalna, ale no cóż – kobieca logika często rządzi się własnymi prawami.

Zrelaksowana, chwyciła rękę Eryka.

Chodź, zobaczymy co tam się dzieje.

Orgia trwała. Krzyki kobiet, jęki mężczyzn i odgłos odbijających się dłoni od damskich pośladków.

Lubili patrzeć, jak bawią się inni. Jak dochodzą w ekstazie, przekraczając granice zakazane dla większości śmiertelników. Ale zauważyli też jedną specyficzną dla Hiszpanów cechę. Otóż panowie bardzo chętnie wyciągali swe pożądliwe ręce w stronę „nietutejszych” kobiet. Zagraniczna turystka była dla nich obiektem do zdobycia. Lecz, gdy mężczyzna odmiennej narodowości niż oni, próbował zbliżyć się do hiszpańskiej kobiety, to bronili swego terytorium niczym lew na wybiegu. Sami pragnęli ugryźć czyjeś ciastko, ale swoim się nie dzielić…

Z całą pewnością takie podejście do tematu nie nakręcało atmosfery do zabawy. Wyszli z lokalu nim słońce zdążyło jeszcze pojawić się nad linią horyzontu. Być może nie podzielili się sobą z innymi, lecz byli szczęśliwi, że razem mogą doświadczać różnych miejsc i różnych kultur.

W głowie odliczali tylko czas, jaki im pozostał do ich wspólnych igraszek. Długich i namiętnych, wypełnionych pieszczotami, pocałunkami i jednoczesnym orgazmem…

Tekst: Luiza

  • Wow! Poczytałabym więcej o Barcelonie nocą! <3
    No i ciekawa sprawa z tą zachłannością amigos.

    • Barcelona nocą to zupełnie inne miasto niż za dnia. Zmienia swoje oblicze o 180 stopni. A amigos? Mają wrażenie, że są machos, zupełnie nie mając ku temu żadnych powodów :p

  • roxanne

    A słyszeliście o takim klubie Oops! w Barcelonie :)?

    • Nie, nie słyszeliśmy. Jakieś ciekawe miejsce? 😉

  • roxanne

    Nie byłam, ale opowiadała mi para z Barcelony, którą poznaliśmy w Cap d’Agde :). Ps: wysłałam do Was maila, dostaliście?