Pamiętam jak byłem młodym chłopakiem i zawsze myślałem, jak fajnie byłoby mieć przyjaciela. W dzieciństwie myślało się, że każdy bliższy kolega jest już przyjacielem. W rzeczywistości po latach już wiem, że nie. W zasadzie z każdym rokiem uświadamiam sobie, iż prawdziwych przyjaciół jak ma się olbrzymie szczęście w życiu można mieć zaledwie kilku a i czasem tylko jednego.

Byłem już dorosłym człowiekiem. Układałem już swój los świadomie. Szkoła, studia, dziewczyna, mieszkanie. Czułem się dorosłym. Zawsze mówili mi, że jestem jakby starszy doświadczeniem niż by mogła wskazywać moja metryka. Jednak mimo olbrzymiej miłości do obecnie Żony brakowało mi dobrego przyjaciela, z którym i do którego mógłbym mówić. Takiego, który wysłucha. Nie oceni. Takiemu, któremu mogę powiedzieć o troskach, a którymi nie chciałem martwić najbliższych. Kogoś kto zawsze będzie mi życzliwy i kto będzie patrząc na mnie widział prawdziwego mnie. Obdartego z szat bytu, min, gestów czynionych z myślą o innych nie zaś o sobie.

***

Pamiętam, jak by to było wczoraj, jak Luiza w dniu Walentynek zaproponowała wspólne wyjście na miasto. Spojrzenie na życie z innej perspektywy. Szerzej, bardziej, ufniej. Tego dnia się spotkaliśmy. Od zawsze byłeś lekko wycofany, ale stało się coś takiego, że wszyscy się polubiliśmy. Mówi się, że nie można zaufać obcemu tak z dnia na dzień. My zaufaliśmy sobie wszyscy znacznie szybciej. Krótki spacer, kilka słów. To był dzień, w którym zmieniło się wszystko. Stałeś się moim przyjacielem. Przypadliśmy sobie błyskawicznie do gustu. Ty szorstki w obyciu. Ja nadto energiczny przy Tobie. Luiza dopełniająca nasze relacje. Stanowiliśmy trio idealne. Taki duet plus Ty.

Nie wiem kiedy, ale zleciało nam wspólnie wiele lat. Uwielbialiśmy razem podróżować, chodzić na miasto, delektować się chwilą. Piękne były momenty, kiedy wszyscy razem potrafiliśmy przytuleni usiąść w ciszy na plaży i patrzeć przed siebie na fale wdzierające się na plażę. Chociaż stroniłeś od alkoholu, nigdy nie skrytykowałeś sytuacji, gdy piłem piwo w knajpce. Ty nie oceniałeś. Ani mnie, ani Luizy. Zdarzało nam się pokłócić, ale nigdy nie wyobrażaliśmy sobie rozstania. Ciągnęliśmy do siebie jak magnes. Spragnieni wspólnego przeżywania chwil. Dojrzewaliśmy wspólnymi emocjami. Byłeś starszy ode mnie, lecz nigdy nie odczuwałem z tego powodu dyskomfortu. Mentalnie byliśmy rówieśnikami.

***

Naturalnie, bez zbędnego tabu, może jedynie z drobnym skrępowaniem pojawiły się chwile erotycznych uniesień. Lubiłeś patrzeć na nasze z Luizą igraszki. Kiedyś zaskoczyłeś mnie, jak podszedłeś do nas i zacząłeś całować delikatnie muskając językiem stopy Luizy. Byłeś spokojny, lecz drzemała w Tobie pozytywna i jedyna w swoim rodzaju dzikość. To Ty byłeś pierwszym, który wiedział, że chcemy zasmakować swingu. W Twoich oczach nie widziałem zdziwienia ani na ustach grymasu zniesmaczenia. Tak, Ty nie oceniałeś. Czasami nawet wiedziałeś szybciej co zrobimy niż sami zakładaliśmy. Idealnie znałeś nas. Mijające lata przybliżały nas do siebie coraz mocniej.

***

Uwielbiałem, gdy wspólnie wyjeżdżaliśmy na różne erotyczne eskapady. Nie byłeś zazdrosny, gdy spotykaliśmy się z innymi poznanymi parami. Za każdym razem byłeś dżentelmenem. Zawsze taktowny, lekko zabawny. Nie lubiący obcego dotyku, lecz pragnący być jak najbliżej. W głowie mam niezliczone obrazy, w których bezszelestnie przypatrywałeś się z oddali naszym zabawom z kochankami. Twoje zaskoczenie, gdy w Mielnie wróciliśmy do pokoju ze znajomymi. A potem Twoją chęć całowania stóp. Tak myślę, że byłeś fetyszystą stóp. 😉

Twoją radość, gdy postanowiliśmy wspólnie pojechać nad morze na spotkanie swingersów. Na początku byłeś zagubiony, zmęczony drogą. Ogólnie źle się wtedy czułeś, ale byliśmy razem. Te chwile, godziny, minuty, sekundy miały jednak olbrzymie znaczenie bo byliśmy we troje. Z przyjemnością poznawałeś także nowe twarze hedonistycznego świata. Zamknięty w sobie, ale otwarty na bodźce. Wiem, że najbardziej lubiłeś jak my niezliczone zapachy. Perfum, ekstazy ale i morza, gór oraz zwykłej codzienności. Nie wstydziłeś się zatracić przy nas skupiając na woni nas otaczającej. Na zapachu czekolady na szczecińskich bulwarach. Zapachu róż na Różance. Zapachu mchu w lesie. Byłeś estetą powonienia.

Raz nawet, jak byliśmy w piątkę w Warszawie w wynajętym apartamencie dostrzegliśmy, że zakochałeś się w rudowłosej dziewczynie. Ukradkiem nawet wszedłeś do niej i jej mężczyzny pokoju, aby usiąść i w swoim stylu obserwować. Nie odstępowałeś jej o krok. A my rozumieliśmy Ciebie, tak jak Ty rozumiałeś nas. Nie byliśmy zazdrośni. Podobało nam się, jak delektujesz się pięknem niewidzialnej nuty ciała ukrytej w niewidomej przestrzeni.

***

Dużo razem przeżyliśmy. Uważam, że nasza wspólna przyjaźń była oparta na miłości tak silnej i pięknej, iż nie ma rzeczy mogących ją zastąpić. Ostatnio podupadłeś na zdrowiu, lecz planowaliśmy wspólny wyjazd w góry. Abyśmy mogli ponownie oddać się temu, co lubiliśmy najbardziej. Spędzaniu czasu. Razem. Wspólnie. We Troje.

Niestety, los chciał nas rozdzielić nie bacząc na uczucia. Zabrał nam Ciebie na polany wiecznej szczęśliwości. Wiemy, że jesteś teraz spokojny i wspierasz nas. Wiedz, że nigdy Ciebie nie zapomnimy i prosimy byś nigdy nie zapomniał nas.

Dziękujemy Tobie za wszystko nasz czworonożny Przyjacielu. Byłeś jedynym singlem, którego w życiu dopuściłem tak mocno do swojego serca. Żegnaj Kochany.

Tekst: Eryk

Fot. Swing With Me