Tak to już leży w naszej naturze, że wraz z końcem roku lubimy robić podsumowania. Co Nam się udało, a co lepiej schować do szuflady „na później”. Nigdy nie dokonywałam noworocznych postanowień swingerskich, bo akurat w tej strefie nie chcę planować. Zresztą jakby to miało wyglądać? Zakładam, że będę miała 100 kochanków, odwiedzę 10 nowych swingers clubów czy kupię sobie tyle i tyle nowych erotycznych kompletów bielizny. Bezsensu. Liczby wzięte z sufitu i rozbieranie swingu z ekscytującego płaszcza tajemniczości. To nie w moim stylu. Za to dziś mam ochotę spojrzeć wstecz i podzielić się z Wami swoimi doświadczeniami i przemyśleniami. O to mój rok swingerskiego życia…

Nieznana ja

To nie był łatwy rok. Dlaczego? Bo takiej huśtawki emocjonalnej chyba jeszcze nigdy wcześniej nie przeżywałam. Razem z Erykiem postanowiliśmy spróbować czegoś więcej niż tylko wizyty w swingerskich klubach. Założone konto na Zbiornik.com zaowocowało spotkaniami w kameralnym gronie. Pierwsze spotkanie z parą było totalną mieszanką wybuchową. Podniecenie przeplatane z ukłuciami zazdrości. Nie znałam siebie takiej. Zresztą uczucia zazdrości też wcześniej nie posmakowałam, bo Eryk nie dawał mi ku temu żadnych powodów. To było nowe i cholernie wyniszczające uczucie. Miałam wrażenie, że burzymy swój własny intymny świat. Że nagle ktoś wchodzi między Nas. I, że „ta druga” będzie lepsza, ładniejsza, a ja pozostanę w jej cieniu. Teraz się z tego śmieję, ale wierzcie mi, że wówczas nie było mi do śmiechu. Czułam się zraniona i niezrozumiana. Najlepsze, że niezrozumiana przez siebie, bo sama nie umiałam nazwać uczuć, które waliły w moje serce niczym młot pneumatyczny. Ale przełknęłam tą gorycz i postanowiłam walczyć ze swoimi głupimi myślami. I wygrałam tą bitwę. Teraz czerpię satysfakcję, gdy mogę dzielić się Erykiem z inną kobietą i patrzeć, jak On ofiarowuje jej spełnienie.

Pierwsze, dość skomplikowane, doświadczenia nie zniechęciły nas do poszukiwania przygód. Otworzyliśmy się na swingerskie środowisko, zgłębiając jego tajniki w Polsce. Wcześniej nawet nie przypuszczałam, że w naszym kraju jest tyle par podobnych do Nas, mających odwagę spełniać swe seksualne fantazje. Poznawanie tego świata było i jest fascynujące. Uwielbiam słuchać historii nowo poznanych ludzi i ich początków związanych ze swingowaniem. O ich niewinnych wpierw wizjach przekuwanych w rzeczywistość…

Rok 2015 przyniósł jeszcze kilka spotkań w prywatnym gronie. I z każdego z nich wracaliśmy do domu wtuleni w siebie i zakochani jak nastolatki. Nie powiem, że zazdrość zniknęła całkowicie. Nie jestem hipokrytką. Kocham swojego męża, więc lekka zazdrość o niego jest czymś całkowicie naturalnym. Ale nie jest już to uczucie z pogranicza „chorych”.

Dowiedziałam się, że jestem kurwą

W czerwcu na Wykop.pl został podlinkowany mój tekst „Nie jestem kurwą. Nie jestem dziwką. Jestem swingerką!”. Napisałam go po pierwszym doświadczeniu w apartamencie z kilkoma parami. Pamiętam, jak biłam się wtedy z myślami czy to co robię jest słuszne, czy nie przekroczyłam progu zepsucia i niemoralności. Uczyłam się swej cielesności i patrzenia na nią jako pewnego rodzaju narzędzia do osiągania rozkoszy. Tekst był bardzo emocjonalny, nawet wulgarny. Ale takie myśli wtedy mi towarzyszyły i bez zbędnej pruderii chciałam je opisać. Od początku powstania bloga stawiam na jego autentyczność i to się nie zmieni. Po opublikowaniu tekstu na Wykopie wylała się na mnie i na Nas fala jadu i nienawiści. Zostałam wyzwana od najgorszych, a jedni próbowali mnie nawet nawracać 🙂

Dla wielu swingowanie wykracza poza społecznie akceptowane normy zachowania. Dla wielu jest złem wcielonym, a swingersi zasługują na wbicie drewnianego kołka w serce. Ale ja nie chodzę z gazetkami po ulicy próbując wcisnąć moją wizję świata. Niczego nie narzucam, do niczego nie namawiam. Przedstawiam tylko swoje życie, w którym swingowanie odgrywa pewną rolę. Z pewnością nie najważniejszą, ale jednak istotną. Hejty zawsze będą się pojawiały i mam tego pełną świadomość. Ale drodzy nienawistnicy – nie wchodźcie mi do łóżka z brudnymi od stereotypów butami i wścibskimi spojrzeniami przyzwyczajonymi do ciemności w sypialni.

Szalony Berlin

W tym roku miałam okazję być w Berlinie wyjątkowo często, a co za tym idzie – odkrywać jego hedonistyczne zakamarki, także te nie do końca przeze mnie rozumiane, a nawet akceptowane. Ale nie będę dla własnych potrzeb udawała, że świat wygląda inaczej niż jest realnie. A skoro czegoś nie do końca jestem w stanie pojąć, to tym bardziej pragnę pokonać swoje mentalne bariery. W Insomnii widziałam mężczyznę prowadzonego na smyczy, zaś w KitKat po raz pierwszy ujrzałam homoseksualny seks. Wielokrotnie na blogu powtarzałam, że każdy ma prawo do szukania szczęścia na swój sposób, zatem nie będę oceniała czy to zobaczyłam jest słusznie czy nie.

Będąc w Berlinie odkryliśmy z Erykiem także portal dla swingersów JoyClub.de i przy wyborze swingerskich imprez kierowaliśmy się ile osób jest „zameldowanych” na dany event. I faktycznie to się sprawdziło w praktyce, bo raz czy dwa wybraliśmy się do lokalu gdzie swoją obecność deklarowała mała liczba osób i nasza wizyta zakończyła się na wypiciu drinka i tyle. Dlatego jeśli planujecie zwariowany wypad do Berlina – zajrzyjcie na tą stronę.

Czego jeszcze nauczył mnie Berlin? Że nie warto się nastawiać, że będzie tak i tak. Że będziecie szaleli całą noc. Aby tak było, potrzebni są ciekawi ludzie, dlatego pójście do swingerskiego klubu jest zawsze wielką niewiadomą. Wszak nikt nie jest w stanie przewidzieć kto się pojawi danego wieczoru. A oddawanie się byle komu to już nie jest swingowanie, lecz nimfomanizm.

Będzie nam dobrze

Przez nadchodzące dni będę rozpustnicą. Będę szaleć, emanować seksapilem, oddawać się innym oraz cieszyć oczy orgiami. Tak, takie rzeczy się dzieją. I to w naszym z założenia tylko świeckim kraju. Mam zamiar spędzić szalenie erotycznego Sylwestra i z błogim uśmiechem od orgazmów wejść w nadchodzący rok. Będę zgłębiała tajnik seksualnego „ja” i wodziła na pokuszenie mężczyzn i kobiety. Będę się spełniała, bo jest mi z tym dobrze. A Wam będzie dobrze razem ze mną, bo tak jak w tym roku, tak i w przyszłym będę częstowała Was tekstami nasączonymi seksem, ale też i zwyczajnymi, ludzkimi emocjami.

Życzę Wam, abyście mieli odwagę iść pod prąd, aby spełniać swoje marzenia. To naprawdę daje diabelską wręcz satysfakcję 😉

Tekst: Luiza

PRZECZYTAJ: http://swingwithme.pl/co-bysmy-zmienili/

Fot.: http://secretkai.deviantart.com/art/reaxing-sexy-279780578