MOŻE JEDNAK SWING W ZWIĄZKU NIE JEST TAKI WSPANIAŁY?

Początki w swingu nie są łatwe. Czasami wystarczy jedno małe niedomówienie, aby wieczór uniesień przemienił się w kłującą serce rozpacz. Z czytelniczką, której list zaraz przeczytacie, wymieniłam wcześniej wiele maili. Najpierw podzieliłam się z nią swoimi doświadczeniami, aby rozwiać jej wątpliwości. Później ona napisała do mnie, kiedy razem z mężem byli już po swoim pierwszym, swingerskim razie. Byli zachwyceni nowymi doznaniami i chętni na kolejne przygody. A później w skrzynce pocztowej zobaczyłam te słowa…

Dla mnie nie było miejsca

Potrzebuje pomocy a nie mam do kogo się zwrócić. Od ostatniej wymiany naszych maili dość intensywnie z mężem weszliśmy w świat swingu. Kluby, spotkania, zbiornik (który na początku mnie dość mocno przeraził). Były chwile wahań i zwątpień, różnych dziwnych myśli… Ale teraz jest gorzej. 

Byliśmy na wielkanocnym maratonie w Lavie – 4 dni z rzędu. Poznaliśmy wspaniałych ludzi, super się bawiliśmy. Aż do ostatniej poniedziałkowej imprezy. Była sytuacja, że wylądowaliśmy w pokoju z parą znajomych. Zajęliśmy się ja moim mężem, a oni sobą. Drugi mężczyzna nie za bardzo przejawiał chęć na zamianę. No i wyniknęła akcja, że panowie zajmowali się tamtą panią, a dla mnie nie było miejsca w zabawie. Równie dobrze mogłoby mnie tam nie być. 

Bardzo mocno mnie to zabolało, cały czas mam ten obraz przed oczami. Była wcześniej już sytuacja, że mąż skupiał się na innej kobiecie na tyle intensywnie, że zaczęło mi to przeszkadzać – potem zapewniał mnie, że już więcej nie da mi tego odczuć No, ale jednak….

Obydwoje sporo wypiliśmy i tak jak pisałaś to pewnie też zakrzywiło cały obraz, a teraz może wyolbrzymiam. 

Po co mi to było?

Najgorsze jest to, że skończyło się to ogromną awanturą, doszło nawet do rękoczynów.

Nie potrafimy teraz ze sobą porozmawiać. Ja się boję. Nawet nie mam na to ochoty. I jak widzę, że on nic nie robi by cokolwiek zmienić, to się denerwuję tak mocno, że się we mnie gotuje. Co to jest za huśtawka…? To jest okropne. 

Czerpałam radość i zabawę z tego maratonu, a teraz myślę w kółko, tylko o tym po co mi to było i o tej fatalnej nocy.

Nie wiem co robić. Nie wiem co myśleć. 

Może jednak swing w związku nie jest taki wspaniały jak mi się wcześniej wydawało?

Cześć,

Na początku – weź głęboki oddech. I potem następny i jeszcze następny. Nie żartuję, bo to mój sprawdzony sposób na ukojenie nerwów. Kiedy czuję, że zaraz eksploduję, zamykam oczy i skupiam się na rytmie oddychania. To naprawdę pomaga. Spróbuj i to teraz.

A teraz moja kolej na przywrócenie równowagi w Twoich myślach.

Za dużo emocji

Zrobiliście jeden z najbardziej podstawowych błędów – chcieliście za dużo wszystkiego na raz. Zamiast delektować się światem swingu i etapami poznawać jego nowe podwoje, Wy się nim po prostu zachłysnęliście. Zaś przyjemność powinna być dawkowana, a granice stopniowo przekraczane. Bo wtedy macie czas na wewnętrzne oswojenie się z przeżytymi doświadczeniami i późniejsze spokojne omówienie z partnerem co się podobało, a co nie.

Nie oszukujmy się przy takich maratonach za dużo czasu na przemyślenia nie ma. Ciało jest wyeksploatowane intensywnymi doznaniami, a umysł często ogłupiony nadmiarem wrażeń, jak i alkoholem, będącym nieodłącznym towarzyszem uciech. Wtedy bardzo łatwo o niedomówienia, a wszelka racjonalność idzie w kąt.

Przeżywaliśmy to samo

My też na początku popełniliśmy ten błąd. Nasz pierwszy raz w swingers klubie był tak fantastyczny, że tydzień później znów jechaliśmy na Berlin żądni nowych przygód. Tylko wtedy już tak różowo nie było. Prawdę mówiąc, to był chyba jedyny moment w naszym związku, kiedy pomyślałam, że to co budowaliśmy latami, może runąć niczym domek z kart. Ale przeżyliśmy ten kryzys. I Wy też dacie radę.

Wraz ze swingerskim stażem, niektóre rzeczy przychodzą łatwiej. Kiedyś, gdy coś mi nie pasowało, albo tak jak Tobie – zdarzyło mi się czuć pominiętą w układzie, chciało mi się płakać albo z pretensją zakończyć zabawę. Później były wyrzuty, a zamiast euforii – uczucie oddalenia i niezrozumienia. Teraz jest inaczej. Nauczyłam się nazywać swoje emocje, a także je wyrażać. Gdy coś mi nie pasuje, szepczę o tym do ucha mężowi, albo chwytając jego dłoń, daję mu znak, że potrzebuję, aby był przy mnie jeszcze mocniej. I on robi podobnie. Tym sposobem ilość nieprzyjemnych sytuacji, które zdarzały nam się na początku, została znacząco zminimalizowana.

Owszem, nawet teraz zdarzają nam się przypadki, kiedy coś nie zagra do końca, tak jak powinno, ale na szczęście nie kończy się to awanturą, lecz wyważoną wymianą poglądów. Bo nigdy za każdym razem nie będzie idealnie. Będziecie się zmieniać i do tych zmian trzeba będzie się regularnie dostrajać. Paradoksalnie – ta zmienna jest w swingu najbardziej fascynująca.

Cisza spowodowana strachem

Prawdopodobnie Twój mąż nie podejmuje rozmowy, bo się… boi. Boi Twojej reakcji i tego, co może nastąpić później. Jestem w stanie to zrozumieć, gdyż mi samej też mówienie o uczuciach wcale prosto nie przychodzi. Dlatego przelewam myśli na słowo pisane. Łatwiej je wtedy poukładać i czytelniej przekazać. Może sami tego spróbujecie? Napiszcie do siebie list, wyjaśniający co tam Wam w głowie siedzi. Zdziwicie się, jak w wielu kwestiach dojrzycie podobieństwo.

Bez ciebie nie ma zabawy

I jeszcze jedno – swing to jest magia chwili, swobody, na którą sobie wzajemnie pozwoliliście. Kiedy wiesz, że ukochana osoba, akceptuje taką formę uniesień, po prostu zapominasz się, a także o wszystkim, co Cię otacza. To, że Twój mąż być może zatracił się w tym zapomnieniu, nie do końca świadczy o tym, że nie dba o Twój komfort. On zapewne pozwolił sobie na to „odpłynięcie”, bowiem wiedział, że jesteś obok. Twoja obecność była w tym najważniejsza.

Pamiętasz, co na wstępie pisałam o oddychaniu? Kiedy po południu spotkacie się w domu, weź kilka głębokich oddechów, zaparz pysznej herbaty i przytul swojego mężczyznę. Nawet nie musisz nic mówić. Odpowiedni moment na rozmowę sam przyjdzie.

A na sam koniec, polecam Tobie/Wam przeczytanie tych wpisów:

http://swingwithme.pl/pulapki-swingu/

http://swingwithme.pl/stracilam-poczucie-wyjatkowosci/

Tekst: Luiza