NAJLEPSZY PLAN TO BRAK PLANU

planMiało świecić słońce, a pada. Miała być kolacja przy świecach, a jest spotkanie u teściów. Miał być udany seks w czworokącie, a skończyło się na „Grze o tron” oglądanej w zaciszu domowym. Miało być… No właśnie – miało być. Ile razy już to „miało być” Wam się nie sprawdziło? Mi setki razy i dlatego przyjęłam strategię, że najlepszy plan to brak planu. I wiecie co? Sprawdza się.

Rozczarowania bolą. Zwłaszcza ta w sferze seksualnej, kiedy podniecenie kumuluje się w trzewiach i nie może znaleźć źródła ujścia. Swingowanie i w ogóle sam seks to balansowanie na linie pomiędzy ekstatycznym uniesieniem a frustracyjnym rozżaleniem. Oba te stany dzieli ogromna przepaść, choć przejście jeden w drugi czasami zadziwiająco przechodzi bardzo płynnie. I jak tu się połapać w tym wszystkim?

Polowanie, dupa i brak orgazmu

Zbliża się wieczór. Obydwoje szykujecie się do klubu dla swingersów. Ona – wybiera najseksowniejszą sukienkę., by przykuwać uwagę. On – pragnie być elegancki i intrygujący. Wypijacie po lampce wina dla dodania sobie animuszu. Jak zwykle zatrzymujecie się chwilę przed wejściem, aby złapać głębszy oddech i poobserwować wchodzących klubowiczów. Wszak to od towarzystwa zależy czy będzie dobrze się bawić. Wchodzicie. Zajmujecie miejsce odpowiednie do podglądania nowo pojawiających się osób. Jak łowca oceniacie i wybieracie sobie zwierzynę, która stanowić będzie dla Was ucztę cielesnych doznań. I…

I dupa, bo nie da radę ująć tego inaczej. Bo albo zwierzyna gdzieś uciekła albo przy bliższym poznaniu straciła swój powab i aurę tajemniczości. Albo natraficie na jakąś mimozę, która chce, a potem nie chce i znowu chce, ale Wam się już nie chce. Albo przystojniak przy barze okaże się takim krótkodystansowcem, że nawet nie zdąży zbliżyć się do linii startu. I w końcu podejmujecie decyzję o wyjściu z lokalu, pocieszając się myślą, że klub na Was nie zarobił mając na względzie ilość wypitych drinków. Ale czy jesteście zadowoleni? No nie, bo Wasz plan, w którym orgazm goni za orgazmem po prostu się nie sprawdził.

Bramka nr 1, bramka nr 2, a może bramka nr 3?

Inna sytuacja. Poznaliście na portalu z pozoru ciekawą parę. I ponownie. Ona zastanawia się jaką sukienkę ubrać, On – jaki wybrać zapach perfum. Idziecie pod rękę, żartując sprośnie do siebie i… Są trzy scenariusze:

  1. Kiedy plan wyjątkowo wypalił. Zaiskrzyło między Wami i umówiliście się na kolejne spotkanie, na którym z obopólnym usatysfakcjonowaniem skonsumowaliście Waszą znajomość (tak, takie sytuacje też się zdarzają) ;).
  2. Kiedy podchodzicie do pary i od razu wiecie, że nie zaiskrzy, bo po prostu ich fizyczność Wam nie odpowiada, a jak nie ma chemii, to i nie stanie, jak i nie powstanie.
  3. Kiedy fizyczność przypadła do gustu, ale osobowość nie. I choć nie szukacie doktorantów do łóżka, to jednak „załapanie wspólnego języka” (i to nie chodzi o miłość francuską) jest kluczowe w podjęciu dalszych decyzji.

Oczywiście, wszystkim życzę jak najczęstszego wcielenia w życie opcji nr 1, ale życie jest życiem i jego biegu często nie przewidzisz. Dlatego bawcie się, szalejcie i bądźcie elastyczni nie tylko w łóżku, ale także „w procesie” planowania i podejmowania decyzji.

Autorka: Luiza

Chcesz zwiększyć swoją elastyczność? 🙂  Śledź Nas na:

Facebook

Google +