NASZE MAŁŻEŃSTWO NIE JEST DOSKONAŁE

Nigdy nie wierzyłam w takie związki na pokaz. W stylu mysiu-pysiu czy kizi-mizi. Związki, w których słodycz wylewa się bokami, a ty jedyne co masz ochotę robić – to rzygać tęczą. Nie ma idealnych relacji, nie ma perfekcyjnych układów, bo zawsze znajdzie się jakaś rysa niszcząca nieskazitelną taflę lustra kryjącego w sobie Wasze odbicia.

Quo vadis?

Nasze małżeństwo nie jest doskonałe. Są dni kiedy nie możemy się od siebie oderwać i chcemy być jak najbliżej siebie, stykając się chociażby stopami oglądając wspólnie film. Dni, w których nie możemy przestać myśleć o sobie, wysyłając na przemian albo pikantne wiadomości albo zwyczajne – niezwyczajne kocham Cię. Dni, w których jedno nie wyobraża sobie życia bez drugiego.

I na szczęście takich dni jest dużo, bardzo dużo. O wiele więcej niż chwil, kiedy masz ochotę rzucić wszystko w cholerę, spakować walizki i przekręcając kluczyk w stacyjce nawet nie mieć planu dokąd pojechać. Bo niby po co, przecież i tak gdzieś dojadę. A może sprawdzę czy faktycznie wszystkie drogi prowadzą do Rzymu?

Bzdurne to jest myślenie, ale jednak od czasu do czasu wwierca się w głowę niczym młot pneumatyczny w stary chodnik. I wreszcie dociera do ciebie, że nigdzie nie będzie ci lepiej jak we własnych czterech kątach, u boku osoby za którą oddałbyś wiele. Nawet swoje życie. To jedno, jedyne życie, które jest tu i teraz. Wtulasz się w ramiona, zaciągając słodkim zapachem ulubionych perfum i skóry nasączonej gniewem, rozżaleniem i wreszcie – ulgą.

Że jesteś. Że ten durny samochód nie zawiózł cię niewiadomo dokąd. Że znów wspólnie pożegnacie dzień i przywitacie noc.

A potem nastąpi poranek. I chociaż fetor minionej kłótni wciąż będzie unosił się lekko w powietrzu, to jednak aromat zrozumienia i miłości w końcu zwycięży. A waszych sercach znów zawita spokój. Aż do następnej kłótni.

Cacy cacy, a nóż w plecy

Nie wierzę w związki bez kłótni. W związki, gdzie wszystko jest cacy, a życie lśni niczym buty wypastowane przez pucybuta.

My się nie kłócimy. Jak jest problem to o nim rozmawiamy.

Wiele razy już to słyszałam i to od par, których ciężar słodkości przygniótł ich samych i już nie są ze sobą.

I żeby była jasność – w żaden sposób nie mam zamiaru proklamować mody na małżeńskie sprzeczki. Broń Boże – chociaż w Boga nie wierzę. Ani tego ani żadnego innego. Chcę Wam tylko uzmysłowić, że gorsze momenty się zdarzają, nawet w najlepszych relacjach. Przecież jesteście dwiema osobnymi osobowościami, zatem jak do diabła możecie zgadzać się we wszystkim? To jest zarówno fizycznie, jak i mentalnie niemożliwe.

Jak jest problem to o nim rozmawiamy.

I super. My też tak mamy. Ale szkopuł tkwi w tym, że o poważne rzeczy nigdy się nie kłócimy. My o poważnych rzeczach również rozmawiamy, starając się znaleźć jak najlepsze rozwiązanie nurtującego nas problemu.

Niszczycielska siła

Ale my najczęściej sprzeczamy się o pierdoły. O to, że jego ciuchy walają się po mieszkaniu. O to, że w łazience zawłaszczam dla siebie coraz więcej przestrzeni (choć tutaj trudno mi się z Erykiem nie zgodzić, ale przecież mu o tym nie powiem). O to, że…

I długo byłoby można wymieniać te wszystkie bzdety, które zaśmiecają codzienność. Bzdety, które nie dość, że psują krew marnowaną na udowadnianiu kto ma rację, to jeszcze sprawiają, że masz ochotę czymś rzucić.

Tylko kto to będzie później naprawiał? Ja tak się ostatnio pozbyłam swoich okularów, choć wmawiam sobie, że i tak już musiałam je wymienić, bo były za słabe i porysowane…

Tak, jasne. Oszukuję sama siebie…

Ale wiecie co?

Zostań

Być może nasze małżeństwo nie jest doskonałe. Ale za to jest jedyne w swoim rodzaju. I chociaż nie zawsze jest kolorowo, to nigdy nie jest nijak. Dzieje się. U nas zawsze coś się dzieje. Obydwoje to uwielbiamy, ale obydwoje jesteśmy tylko ludźmi targanymi przez różnorodne uczucia.

Dlatego, jeżeli właśnie teraz zastanawiasz się czy wyjść z domu, rzucając przekleństwami i słowami raniącymi niczym najostrzejsze noże – zatrzymaj się. I zostań.

Nie tylko zobaczysz ulgę w oczach ukochanej/ukochanego, ale także poczujesz ją w swoim sercu.

Tekst: Luiza

PRZECZYTAJ: http://swingwithme.pl/czas-tylko-we-dwoje/

  • Anya_86

    Tak z ciekawości, ile jesteście po ślubie? Może Cię zaskoczę, w tym roku mignęło już 6 lat odkąd powiedzieliśmy sobie tak, znamy się ponad 10 lat i…nigdy się nie pokłóciliśmy, dziwne, serio, aż sama się nadziwić nie mogę. Ale tu akurat sekret chyba w tym, że jak ja rzucam mięchem, gromami i czym popadnie, mój mąż podchodzi i mnie tuli, czasami milczy aż nie wyrzucę z siebie tego co mi na wątrobie siedzi. Tyle lat a jeszcze nigdy nie podniósł na mnie głosu, dziwię mu się 😉 sama sobie bym nawrzucała nie raz a on ze stoickim spokojem znosi moje nerwy 😉 Lepszego męża nie mogłam sobie wyśnić, nie jest ideałem ale takich nie ma, jednak dla mnie wraz z naszymi brzdącami jest całym światem. Uciec to w zasadzie nie raz chciałabym sama od siebie, nie od niego, on na to nie zasługuje:) w zasadzie już kilka lat małżeństwa a u nas nie było jeszcze ani jednego wieczoru kiedy nie przytulalibyśmy się przed snem, nie mając tu już na celu rozpoczęcia seksu, ot takie okazanie sobie czułości, akceptacji, uczucia którym się darzymy.

    • S.

      Za dobrego chłopa masz to i go nie szanujesz.

      • Każdy ma różne temperamenty i każdy ma własny sposób na odreagowanie emocji. I najważniejszym jest, aby umieć się porozumieć, nawet mimo różnicy charakterów. A ze słów Anyi wynika, że obydwoje z mężem znaleźli sposób na rozwiązywanie konfliktów.

      • Anya_86

        S. na jakiej podstawie twierdzisz, że nie szanuję mojego mężczyzny? Bo czasami pokrzyczę, chyba lepiej na niego niz na dzieci, zważając na to, iż on wie, że tak odreagowuję pewne rzeczy, i po prostu czeka aż frustracja mi minie. Jest cudownym facetem, mężem, kochankiem, ojcem i mówię mu to co dzień i doskonale o tym wie 😉 on wie, że kiedy przychodzi burza trzeba ją przetrwać a ja wiem, że mogę pokrzyczeć kiedy jest mi źle a on nie weźmie tego do siebie, ważne chyba, że się rozumiemy i każde z nas skoczyłoby za tym drugim w ogień..

    • Codzienna bliskość jest fundamentem miłości. I nawet jak bywają gorsze chwile, a człowiek ma ochotę rzucić wszystko w cholerę – to zostaje. Bo wie, że ma o co walczyć. Życzę Wam szczęścia i jak najwięcej czułości każdego dnia.

  • Ves

    Hmm…u mnie do ideału to jeszcze bardzo…bardzo daleka droga …:) niestety

    • Ale ideałów nie ma… Można starać się dążyć do doskonałości, być lepszym każdego dnia dla siebie nawzajem… Jednak czasami emocje muszą się uzewnętrznić, chociażby w sprzeczce. To całkowicie normalne, a przecież nic co ludzkie nie jest nam obce 🙂