NIE KŁÓĆ SIĘ ZE MNĄ, BO I TAK NIE WYGRASZ!

o-COUPLE-ARGUING-facebookDziś mnie oświeciło. W końcu to jest blog o seksie, swingowaniu i erotyce, ale trochę zapomniałam o pisaniu o tym skąd to się wszystko bierze. Wszak to związki i relacje stanowią początek tej sensualnej drogi, zatem od czasu do czasu, tekst o nich powstanie. Tak postanowiłam i basta! Oczywiście będzie to moje subiektywne spojrzenie (bo skoro moje, to i subiektywne), ale to czego możecie być pewni, to absolutnej szczerości w tym, co widzę i opisuję. To się nigdy nie zmieni.

Zaczniemy z grubej rury – nie wierzę w związki, które się nie kłócą. No nie wierzę i już. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta i banalna w swej prostocie – bo to niemożliwe. Rozłóżmy to na czynniki pierwsze. Spotyka się dwoje ludzi, każde z nich jest inne. Każde z nich ma swoje nawyki, przyzwyczajenia, wady, zalety, potrzeby, oczekiwania itd. W momencie, kiedy w relacji jest coraz więcej punktów stycznych, równocześnie pojawia się coraz więcej punktów, w których iskry lecą jak cholera.

Nie powiem, że lubię się kłócić. Bo tak nie jest. Nie lubię mieć konfliktów, choć mój temperament i cięty język często mi na to nie pozwala. Ale drobne sprzeczki są potrzebne. Dla oczyszczenia atmosfery. Dla wyrzucenia tego, co człowiekowi siedzi na wątrobie, serduchu, w głowie, tudzież innej części ciała mocno go trapiącej. Jestem zwolenniczką wypowiadania od razu tego, co się nie podoba czy przeszkadza, niż kumulowania w sobie negatywnych emocji. Tylko czasami szwankuje u mnie mówienie o tym, co myślę, gdy coś mnie zaboli, ale gdy naprawdę poczuję szpilę w serce – wtedy muszę poukładać swoje myśli i ubrać je w słowa (stąd przecież wziął się ten blog).

Seks na zgodę? To nie jest dobre rozwiązanie, jeżeli ta zgoda sama wcześniej nie nastąpiła. Bo co z tego, że się bzykniecie, skoro problem nadal nie został rozwiązany? Owszem poczujecie chwilowy napływ endorfin, ale gdy uzmysłowicie sobie, dlaczego szlag was trafił, to endorfiny przegrają bitwę z nadchodzącą husarią adrenaliny. W efekcie, ani seks nie będzie udany, ani nie wtulicie się po nim szczęśliwie w swe ramiona, tylko nadal będzie się gryźć. Warto? Nie sądzę.

Zatem – jak tu żyć? Kłócić się i owszem, ale efektywnie. Niech z tej kłótni coś wyniknie. Bo kłótnia sama dla siebie jest po prostu słaba. Zdarza mi się śmiać czasami z śmieszności swej postaci, bo jak wpadnę w trans, to baba na włoskim targu mnie nie przebije. A bo Ty taki i owaki… A bo Ty zawsze… A bo ty nigdy… I litanii nie ma końca. Żebym jeszcze wierząca była 😉

Konkretnie. Zawsze konkretnie – mówcie, co Wam się nie podoba, dlaczego i jak chcecie coś poprawić. Proste, a jakie skomplikowane zarazem, bo gdy emocje idą w ruch, jak konie na wyścigu, to o logiczną argumentację trudno, a i do mety niełatwo wtedy dobiec.

A jak nie ma porozumienia między Wami, to i w łóżku nie będzie Wam się układać. Tylko będzie seks mechaniczny: ja będę leżała, a Ty włóż i rób co tam musisz. Jęknę raz czy dwa, abyś przyspieszył. Skończyłeś? No to dobranoc.

A wszak nie o to chodzi. Tylko o radość i spełnieniu w byciu razem. Zatem kłóćcie się moi mili, ale z rozwagą i szczerością wypowiedzi. Nie licytujcie się, kto ma lepiej, kto robi więcej i kto w ogóle jest panem i władcą tego związku. Bo w związku nie ma poddanych. Chyba, że lubicie zabawy w dominację i uległość… Ale do tego też konieczny jest pakt pokojowy 😉

Autorka: Luiza

Pójdźmy na kompromis – My będziemy pisać, a Wy będziecie Nas obserwować. Może być? 🙂

Facebook

Google +