NIE RÓBCIE WSZYSTKIEGO OD RAZU

Swing to nie wyścigi, w których liczy się jedynie dotarcie do mety. Swing to nie statystyczne słupki, które powinny rosnąć logarytmicznie. Swing to nie obowiązek, który należy „odbębnić dla świętego spokoju”. Swingerski świat jest pełen pokus – zwłaszcza na początku pragniecie próbować, smakować, sycić się. Ale prawda jest jedna. Może oczywista, choć wbrew pozorom wymaga dojrzałości – nie musicie robić wszystkiego od razu.

Dajcie sobie czas. Na poznawanie siebie. Na odkrywanie ukochanej osoby. Na wyznaczanie granic i na wspólne ich przekraczanie. Na stopniowe poznawanie tajników swingu.

Swing jest niczym rozkoszny narkotyk, którego na pewnym etapie chce się więcej i więcej. Nowych przygód, nowych kochanek i kochanków. I czasami łatwo jest się w tym pogubić.

Najważniejsze to jednak nie robić nic wbrew sobie. Wybraliście się do swingers clubu? To przecież nie oznacza, że musicie pieprzyć się z byle kim tylko dla tego, że znajdujecie się w takim, a nie innym miejscu. Nam z Erykiem wielokrotnie zdarzało się, że wizyta w klubie skończyła się na drinkach i zabawie tylko i wyłącznie między sobą. I wiecie co? Mimo wszystko byliśmy zadowoleni, bo do zaspokojenia nie potrzebowaliśmy innych. Czasami wystarczająca jest obserwacja, podglądanie jak bawią się inni. Ich gesty, ich mimika, gdy eksplorują i dochodzą. Zapamiętujemy  te obrazy. Dla siebie, na później. Dla własnych fantazji i inspiracji do kolejnych tekstów.

Tak samo jest ze spotkaniami w apartamentach, zwłaszcza jeśli jest to „randka w ciemno” i dopiero po otwarciu drzwi poznajecie swoją fizyczność. Niby tak dobrze się pisało w wirtualnej rzeczywistości, ale wystarczy jedno spojrzenie, jedna wymiana zdań i już wiecie, że nie zaiskrzy. A jak nie ma iskry, a mimo wszystko zdecydujecie się pójść dalej, to potem nie będziecie chcieli patrzeć na swoje odbicie w lustrze. I po co było to robić?

Wymagacie od innych, aby szanowali Wasze „nie”, gdy nie macie ochoty na zabawę. Zatem dlaczego nie szanujecie swojego wewnętrznego „nie”, które podpowiada, że lepiej przerwać tę grę zanim się na dobre rozpocznie. Nikt Was przecież nie zmusza do tego. Tylko Wy sami. A później są tylko łzy, żal i rozgoryczenie.

Dlatego nic nie stoi na przeszkodzie, aby kurtuazyjnie wypić jednego drinka, chwilę porozmawiać, a potem kulturalnie wyjść. I nie dać się złapać na zagrywki w stylu ale czemu idziecie, przecież mamy opłacony apartament! A w dupie z tym apartamentem. Już dojrzeliśmy z Erykiem do tego, że wolimy czegoś nie zrobić niż później tego żałować. Tę lekcję mamy już odrobioną.

Oczywiście, możecie też od razu rzucić się na głęboką wodę – jeżeli tylko czujecie na to gotowość. Być może ten sposób będzie dla Was najwłaściwszy. Lecz, gdy tylko będziecie potrzebowali złapać oddech – zwolnijcie i delektujcie się tym gdzie i z kim jesteście. Na główkę zawsze zdążycie skoczyć 😉

Tekst: Luiza

Fot.: http://littlekatie.deviantart.com/art/How-to-Stop-these-feelings-100623804