NIE SAMYM SEKSEM CZŁOWIEK ŻYJE

Czasami robię eksperyment. Siadam do niezapełnionej kartki w edytorze i zaczynam pisać. Daję się ponieść słowom i zobaczyć dokąd mnie zaprowadzą. Bez planu, bez szkicu. Tylko słowa i ja.

Siedzę teraz w kawiarni i piję pyszną kawę o słodkiej nazwie creme brulee. To moja ulubiona. Malutkie płatki czekolady przyjemnie łaskoczą podniebienie. Zbieram je z wierzchu pianki łyżeczką, subtelnie przy tym oblizując wargi. To taka moja chwila dla siebie. I chociaż dookoła panuje kawiarniany gwar, ja wyłączam się od świata. Widzę go, obserwuję, ale jestem jakby za szklaną szybą.

Zazwyczaj piszę w domu. Pod mięciutkim kocykiem z kubkiem gorącej herbaty obok. W lecie wychodzę na balkon i spoglądam na chmury płynące leniwie po niebie. W tym roku mamy w planach z Erykiem urzeczywistnić „projekt balkon”. Trawa pod nogami, drewniany stolik, kwiaty w doniczkach, wygodne poduchy na ławce. No i leżak. Leżak obowiązkowo, bo mam zamiar opalać się nago w tym swoim małym, zielonym świecie. Nasze okna wychodzą na północny zachód – wręcz idealnie. Bo słońce nie budzi nas rankiem, lecz rozpieszcza popołudniową porą. Chociaż nie da się zaprzeczyć, że tego słońca mogłoby być znacznie więcej…

Bo ja taka ciepłolubna istota jestem. Jak świeci słońce, to wtedy czuję, że mogę wszystko. Teksty praktycznie same się piszą, a ja chodzę uśmiechnięta od ucha do ucha. Jakoś wtedy weselej się żyje. I jakby łatwiej. Też tak macie?

Zaskoczeni?

Wiem, że pewnie nie takiego tekstu się spodziewaliście na blogu, który powinien kipieć seksem. Tylko, że nie samym seksem człowiek żyje. Bowiem, żeby można było się bawić, trzeba mieć udaną codzienność. Zresztą również nie dałabym rady non stop chodzić w szpilkach. Ot, teraz dla przykładu mam nogach jakże seksowne… trapery. Nie wierzycie? To aż cyknę fotkę dla Was :p

Cała ja. Raz pokazuję zdjęcia bielizny, którą mam zamiar przyodziać w swingerskim klubie, a za chwilę wrzucam na instagram fotografię książki, którą czytam. Ale to nie są skrajności, tylko wzajemne uzupełnianie. Wszak rzeczywistość nie funkcjonuje w trybie zero-jedynkowym.

Podobno jestem marzycielką, idealistką. No cóż, nie da się zaprzeczyć. Od dziecka wizualizowałam swoje pragnienia, gdyż wtedy prościej jest je osiągnąć. Gubię się natomiast we wszelkich kwestiach rachunkowych, wyliczeniowych, podatkowych. Dla mnie to czarna magia. Z kolei Eryk w tych tematach czuje się jak ryba w wodzie. Tu coś sprawdzi, tu policzy i już wszystko wie. Imponuje mi tym. Zresztą w bardzo wielu dziedzinach go podziwiam. Zresztą o to chyba w związku chodzi – aby dodawać sobie skrzydeł, niż je podcinać.

Po co Wam to opowiadam? Żebyście wiedzieli, że po tej drugiej stronie są realni ludzie. Ze swoimi szczęściami, jak i troskami. Że nasze teksty odzwierciedlają nasz charakter i temperament. Że nasze przygody nie są wymysłem bujnej wyobraźni, lecz prawdziwych przeżyć.

Pisanie pisaniu nierówne

W sieci jest dużo stron, które wybierają sobie temat seksu jako wiodący. Bo to przecież takie poczytne, takie kontrowersyjne. To żadna sztuka zrobić clickbaitowy tytuł. Sztuką jest, aby za tym tytułem kryła się ciekawa zawartość. Tekst sprawiający, że czytelnik będzie chciał zostać na dłużej. Tak bardzo kibicuję autorom, dla których erotyka nie sprowadza się tylko do penisa i cipki oraz penetracyjnych czynności. Pisarzom, którzy w słowach potrafią zamknąć magię zbliżeń. Wciąż jest ich za mało, ale na szczęście coraz więcej pojawia się tekstów, wywołujących rumieniec słodkiego zawstydzenia. Jeżeli jesteś jednym z nich, to mam dla Ciebie jedną radę – pisz! Pisz jak najwięcej!

Postawiłam sobie za cel, że nie ma dnia bez pisania. Narzucam sobie wręcz rzemieślniczy kierat. Nie ma zmiłuj. Bo skoro porzuciłam etat na rzecz pisania, to pisanie stało się moim etatem. Dlatego mogę Wam zagwarantować, że jeszcze długo, długo nie zabraknie na blogu nowych wpisów. Kto wie, może dzięki Wam spełni się kiedyś jedno z moich największych marzeń – aby pisanie stało się sposobem na życie…

Jeszcze bliżej

No dobra. Chyba pora zakończyć dzisiejszy kreatywny eksperyment. Dziękuję, że mogłam podzielić się z Wami swoimi przemyśleniami i że dobrnęliście do końca tekstu. Dzięki temu poznaliśmy się jeszcze lepiej.

A gdybyście mieli ochotę być z nami jeszcze bliżej, to zajrzyjcie na nasz instagramowy profil, gdzie codzienność z niecodziennością się przeplata. Gdzie jesteśmy? TUTAJ! 🙂

Tekst: Luiza

PRZECZYTAJ: http://swingwithme.pl/zwolnilam-aby-przyspieszyc/