NUMEREK Z „PROKURATOREM”

Ech, znów kolejna książka o tym samym. Ona nieszczęśliwa rozwódka. Słaba i bezbronna. On władczy prokurator, za którym uganiają się małolaty pragnące zwierzęcego zerżnięcia. Bla bla bla. Ile można pisać w kółko o tym samym? Wystarczy w księgarni podejść do działu z literaturą erotyczną, aby przekonać się, że takich historii opowiedziano już wiele. I pewnie jeszcze wiele gniotów powstanie z nadzieją o powtórzeniu sukcesu kiczowatych „50 twarzy Grey`a”.

„Prokuratora” kupiłam na stacji benzynowej, bo był dołączony do Newsweeka. Tylko dlatego. Postanowiłam urozmaicić sobie nużącą trasę czymś bardziej pikantnym niż bary z kebabem mijane po drodze. Zwłaszcza do zakupu zachęciły mnie nagłówki na książce: ostry seks, ostry język, ostra jazda.

Przekonamy się – pomyślałam kierując się do kasy.

Historia łatwa do przewidzenia

Pierwsze strony nie wnosiły nic zaskakującego. Kinga – główna bohaterka upija się w samotności w klubie, gdyż przyłapała swojego męża na igraszkach z nastoletnią sąsiadką. Swoje smutki topi w drinkach. Ale przypadek zrządził, że owego wieczora w lokalu pojawił się także Łukasz – mężczyzna, któremu żadna kobieta nie odmawia. Jak łatwo przewidzieć kończą razem w łóżku, a następnego dnia dziewczyna łapie moralniaka jaka to ona dostępna jest skoro zabawia się z pierwszym lepszym kolesiem poznanym przy barze. Taki standarcik.

Wszystko zaczyna się jednak komplikować, kiedy okazuje się, że nie tylko łóżko ich połączyło, lecz również sprawy zawodowe. I właśnie wtedy ku mojemu zdziwieniu stwierdziłam, że książka zaczyna mnie wciągać. Środowisko prawnicze, kulisy świata przestępczego, układy i układziki… Autorka powieści sama z zawodu jest adwokatem i dzięki temu fabuła stawała się coraz bardziej rzeczywista. A to najbardziej sobie cenię – autentyczność. Wówczas mam wrażenie, że jestem w środku akcji.

Prokurator do wzięcia

Jak zwykle nie będę Wam zdradzała losów bohaterów, bo wychodzę z założenia, że recenzja powinna służyć jedynie do degustacji, a nie serwowania fabuły w całości. Lecz muszę przyznać, że pokręcone relacje Kingi i Łukasza zaintrygowały mnie. Z jednej strony – wrogowie, z drugiej – dają sobie wlepić kulkę w obronie drugiej osoby. Dla męża bez wahania stanęłabym na linii ognia, ale dla obcego faceta – śmiem wątpić. No chyba żeby był naprawdę nieziemski w łóżku. I jeszcze obdarowywał mnie książkami – to wtedy tak :p

I na sam koniec pojawia się tradycyjne pytanie – czy warto sięgnąć po książkę Pauliny Świst? Myślę, że tak, bo numerek z prokuratorem uważam za jak najbardziej udany. Trochę niepewności, trochę przemocy i trochę podniecenia. Czyli główne składniki do udanej randki z literaturą zostały podane. A, że aura za oknem nie sprzyja nocnym eskapadom, to „Prokurator” Was zadowoli 😉

Tekst: Luiza

 

PRZECZYTAJ: http://swingwithme.pl/tonaca_w_blekicie_czyli_trojkat_prawie_idealny/