OKRES NIE JEST OK

Jestem kobietą to mam okres. Proste. Tak stworzyła mnie natura i muszę to zaakceptować. Zresztą nie mam innego wyboru. Ale nie wmawiajcie mi proszę, że okres jest ok. Dlaczego? Bo nie i już!

Nawet nie próbuj!

Włączysz na chwilę telewizję, to od razu na twarz dostajesz reklamę podpasek albo tamponów, które dopasowują się do twojego kształtu i są mięciusie jak poduszeczka. Zajebiście. Tylko co mi po tej miękkości jak zazwyczaj w te dni zwijam się z bólu i wszystko mnie wkurwia? Absolutnie wszystko.

Szlag mnie trafia, gdy uświadamiam sobie jak bardzo moje samopoczucie jest zależne od cyklu hormonalnego. A w te babskie dni to w ogóle mam emocjonalny rollecoaster: od stanu euforii, bo udało mi coś fajnego napisać, po stan absolutnego wkurwienia, że mąż spojrzał na mnie nie w ten sposób w jaki od niego oczekiwałam dokładnie w tym momencie. Zresztą jemu zawsze najwięcej się wtedy obrywa. Gdyby Korea Północna nagle odpaliła swoje rakiety, to i tak byłoby to jego wina. Tak dla zasady. A im bardziej on chce mnie uspokajać, tym bardziej strzałka poziomu zdenerwowania pnie się w górę.

Mam inne zdanie

Pewnie narażę się niektórym kobietom tym tekstem, ale naprawdę nie uważam, że menstruacja jest czymś boskim. Czymś czym powinnam się chełpić i epatować. Nie cierpię tych dni, kiedy mam wrażenie, że nie panuje nad niczym, a spomiędzy nóg wypływa mi coś ciepłego i lepkiego. Wolę, jak inna wydzielina opuszcza w ten sposób moje ciało, a ja przy okazji jestem wtedy zrelaksowana i zaspokojona. A skoro przy seksie jesteśmy, to nie zliczę ile razy musieliśmy z Erykiem rezygnować z ciekawie zapowiadających się spotkań właśnie przez durny okres, który oczywiście pojawia się w najmniej dogodnym momencie. No żesz kurwa! Sukienka ubrana, oko zrobione, jeszcze tylko ostatnie siku przed wyjściem i TAAADAAAM – czerwona niespodzianka. Oczywiście i tak idziemy na randkę, ale to świadomość, że nawet jak zaiskrzy, to i tak nie będzie ciągu dalszego jest wręcz frustrujące.

Nie kupuję tych plakatów i wszelkich grafik krążących po necie krzyczących, że okres jest ok. On po prostu jest, a ja po prostu muszę z nim żyć. Po prostu, choć proste to nie jest.

Menopauza nie taka zła?

Czasami tak sobie myślę, że menopauza w życiu seksualnym swingerki może być pewnego rodzaju wybawieniem. Odpada wówczas problem patrzenia w kalendarz i zastanawianie się czy będę mogła czy nie. Na urlopie też święty spokój i brak obostrzeń z korzystania z basenu czy morskich kąpieli. Bajka!

Kiedyś moja pani ginekolog zapytała się mnie czy chcę przerwę od miesiączki? No pewnie, że chciałam. Przepisała mi receptę na trzymiesięczną kurację, a ja niesiona na skrzydłach radości cieszyłam się, że mam wakacje od swojej „kobiecości”. I co z tego wyszło? Ano to, że przez prawie trzy miesiące moja cipka była out of order. Zatem zrobiłam sobie wakacje, ale od seksu. A ja seks bardzo lubię i nie odmawiam go sobie, gdy nie muszę. Uwielbiam kochać się z mężem i pieprzyć z innymi, za to nie cierpię, kiedy coś mnie w tym ogranicza. A okres wówczas znacząco hamuje moje seksualne zapędy.

Lubię być kobietą, ale uważam, że ktoś lub coś przy projektowaniu kobiecej natury popełnił kardynalny błąd skazując wszystkie babeczki na takie męczarnie. I to miesiąc w miesiąc. I tak przez kilkadziesiąt lat. Obłęd!

P.S. Mężu – dziękuję, że ze mną wytrzymujesz. Podziwiam Twój stoicki spokój, kiedy rzucam różnorodnymi epitetami na lewo i prawo albo nie daję Ci spać, bo sama nie mogę zasnąć. Wiem, trudna ze mnie sztuka, ale nie przestawaj mnie kochać 🙂

Tekst: Luiza

PRZECZYTAJ: http://swingwithme.pl/nie-jestem-idealna/