To będzie raczej krótka recenzja. Bowiem trudno rozpisywać się o czymś co jest po prostu kiepskie, a takie bez wątpienia jest kolejne podejście pisarskie Pauliny Świst. Panie i Panowie – oto przed Wami „Komisarz”.

Niedawno na blogu opisywałam „Prokuratora” (KLIK). I chociaż nie była to górnolotna literatura, to jednak potrafiąca dać nieco rozrywki. Wartka akcja, prawnicze środowisko z kryminałem w tle. Niestety, „Komisarz” to tylko nieudolna kopia wcześniejszej publikacji. Z tą różnicą, że zamiast prokuratora Łukasza Zimnickiego, głównym bohaterem jest komisarz Radosław Wyrwa, będącym doskonałym przedstawicielem policjanta gbura. Takim, który nie potrafi sklecić zdania bez przecinka w postaci przekleństwa, a wszystkie dupy są jego. Oczywiście w przeszłości był żonaty, ale z żoną mu nie wyszło, a pamiątkę tego związku stanowi dwójka dzieci. Czyli taki standardowy scenariusz. Podczas prowadzenia kolejnej sprawy dotyczącej nielegalnego handlu młodymi dziewczynami z Ukrainy, musi udawać amanta Zuzanny – córki jednego ze współpracowników zamieszanego w ten dosłowny burdel. I jak łatwo przewidzieć, ów panna, którą na początku jedynie pieprzył stała się mimowolnie bliska jego sercu, choć w łóżku jej umiejętności nie były powalające.

„Okazało się jednak, że źle zdiagnozowałem Zuzannę. W łóżku tak się spinała, aby wypaść idealnie, że w konsekwencji nie miała z tego za wiele radochy. Mógłbym to zmienić, ale na pewno nie w tej roli w jakiej byłem. Dżentelmen tysiąclecia. Miałem wrażenie, że dobrze by jej zrobił szybki numerek w jakimś pojebanym miejscu… Może w przebieralni w sklepie?”

W oczekiwaniu na bohatera

Z kolei Zuzanna, panienka z dobrego domu, dopiero przy Radosławie zaczyna smakować „prawdziwego” życia seksualnego. Zupełnie, jakby wcześniej była dotykana przez szybę, albo chusteczkę. Dziewczę kompletnie oderwane od rzeczywistości, które czekało na swojego łobuzerskiego bohatera.

Poza tym sceny seksu umieszczone w książce są tak słabe, że już lepiej napisałaby je licealistka po świeżej lekturze „Bravo” (swoją drogą szkoda, że już wycofano tę pozycję z rynku wydawniczego. Przecież rubryka „Pierwszy raz” była legendarna).

„Po chwili poczułam, jak dotyka kciukiem mojej łechtaczki i w tym momencie odleciałam. Tak jakbym szybowała. Usłyszałam krzyk i uświadomiłam sobie, że wydobył się z moich ust. Jezus Maria! Już rozumiałam, czemu z powodu seksu upadały monarchie i zmieniały się historie państw. – Zuch dziewczyna – powiedział Radek, przyspieszając tempo. Chwilę później on też doszedł i oparł się rękami na stole.”

I po akcji

Szybkie pomizianie po łechtaczce, jeszcze szybszy stosunek i… koniec. Fanfary i konfetti z nieba.

„Złapał mnie dłońmi za pośladki i uniósł tak, że zarzuciłam mu nogi na plecy. Jeszcze raz przejechał po mnie językiem i znów nasze spojrzenia się spotkały. – To się nazywa mineta. Nie lubisz tego – powiedział i zaczął delikatnie ssać. W tym momencie eksplodowałam.”

Przypomina mi się „50 twarzy Grey`a” (przez pierwszą część jakoś przebrnęłam, ale przez kolejne nie dałam rady), kiedy nieopierzona Anastasia rozpadała się na miliony kawałeczków przy byle dotknięciu. Zresztą wystarczyło tylko na nią spojrzeć, a ona już dochodziła. Z Zuzanną było podobnie. On władczy, ona słaba. Chociaż czytając książkę miałam wrażenie, że każdego by wzięła, kto pozwoliłby jej się wypłakać na silnym ramieniu.

Oby więcej już nie

Mam nadzieję, że pani Paulina Świst już więcej nie zapali się do kolejnego pisarskiego przedsięwzięcia, gdyż tendencja spadkowa jej umiejętności jest bardzo wyraźna. Zresztą nawet, gdyby jednak stworzyła coś jeszcze, to zrezygnowałabym z wątpliwej pokusy czytania kolejnego gniota. I Wam też tak radzę.

P.S. Jeżeli czytaliście „Komisarza” zostawcie proszę swoją opinię w komentarzu, bo jestem ciekawa Waszych spostrzeżeń.

Tekst: Luiza