Podjęliście decyzję. Wreszcie poczuliście ten moment, że jesteście gotowi. Że już pora przekroczyć progi miejsca hedonistycznych uciech. Wasze podniecenie miesza się z wieloma obawami. Chcecie jak najlepiej się przygotować, aby jedynie czerpać przyjemność i oddać się grupowej rozkoszy. Jak to zrobić? Przeczytajcie kilka naszych wskazówek.

Jak się ubrać?

Pierwszy raz w swingerskim klubie… Jak się ubrać? Seksownie czy wygodnie? Elegancko czy na luzie? A może w ogóle się nie ubierać? Otóż musicie to sobie starannie przemyśleć, bowiem od tego zależy jak będziecie się bawić. Panie mają tutaj więcej dylematów niż Panowie. Kobiety pragną kusić, nęcić i przyciągać spojrzenia. Aby tak się stało wybierzcie strój, w którym będziecie czuły się po prostu komfortowo. Ja zazwyczaj ubieram małą czarną, w której czuję się niczym pantera na polowaniu. Ale jest jeden warunek – ta sukienka musi być łatwo „zdejmowalna”. Sama się tego nauczyłam, gdy raz w przypływie podniecenia moja sukienka o mały włos nie została rozerwana. I to przeze mnie, bo tak się zaplątałam w te wszystkie koronki i seksowne udziwnienia. Od tamtej pory wybieram kiecki, które mogę zdjąć z siebie nawet jedną ręką 🙂

Bielizna – mieć ją czy nie. Otóż drogie Panie to jest Wasz wybór, bo nie jest to absolutnie żaden wymóg. Lecz jeśli wybieracie się do swingers clubu po raz pierwszy, radzę Wam mieć ją ze sobą lub na sobie. Wtedy macie możliwość wyboru, jak bardzo chcecie się obnażyć przed innymi. W ten sposób będziecie czuły się i lepiej i bezpieczniej.

Coś dla panów

A teraz zajmiemy się Panami. Otóż, jak wszystkie kluby, w których bywaliśmy z Erykiem do tej pory, nie miały żadnych wymogów odnośnie wyglądu Pań, tak wbrew pozorom takie obostrzenia pojawiają się wobec Panów. Wszystko zależy od męskiego dress codu jaki obowiązuje w lokalu. Niektóre z nich stawiają na elegancki wygląd w stylu spodnie i koszula, a niektóre z nich wręcz nakazują, że mężczyzna musi być albo w ładnej bieliźnie (najczęściej chodzi o czarne bokserki) albo… w samym ręczniku. Tak, dobrze czytacie. I czasami to zabawnie wygląda, jak Panie siedzą przy barze odstawione jak na Sylwestra, a obok nich Panowie owinięci w biodrach ręcznikami. Ale cóż. Tak to już bywa. Zresztą jak rozkręci się zabawa to i tak zazwyczaj wszystkie ciuchy lądują w kącie.

Ale jeszcze jedna kwestia – weźcie ze sobą klapki, bo przed i po chwilach uniesienia warto się odświeżyć. A higiena osobista to podstawa w takich łóżkowych relacjach. Wszelkie kosmetyki do kąpieli są przeważnie dostępne w lokalu, lecz jeżeli potrzebujecie później nawilżenia ciała, to nie zapomnijcie wziąć ze sobą balsamu czy mleczka. Oczywiście ładnie pachnącego.

Jaki temat?

Nie idźcie do lokalu zupełnie w ciemno na zasadzie niech się dzieje co chce. To się nie sprawdzi. Przejrzyjcie ofertę klubu i wybierzcie imprezę tematyczną, która będzie Wam najbliższa. Na pierwszy raz polecamy wieczory przeznaczone tylko dla par, bo wówczas unikniecie samotnych panów, którzy często bywają zbyt natarczywi w swych zalotach. Później gdy się oswoicie ze specyfiką danego miejsca, a będziecie mieli ochotę na odważniejsze zabawy, wybierzcie się na imprezy w stylu gang – bang czy BDSM. Lokale starają się urozmaicać swój „repertuar”, tak aby każdy znalazł w nich coś dla siebie. Szukajcie, eksperymentujcie, ale nie róbcie niczego wbrew sobie.

Nie, znaczy nie!

No właśnie – to, że znaleźliście się w swingers clubie nie oznacza, że od razu musicie pieprzyć się ze wszystkimi. To Wy decydujecie czy w ogóle macie ochotę na wymianę, a jeśli tak, to również Wy decydujecie o wyborze partnerów. I to dotyczy zarówno panie, jak i panów. Kobitki – upolujcie sobie faceta, przy którym odpłyniecie. Faceta, którego aparycja i osobowość sprawi, że będziecie miały ochotę się przed nim otworzyć. Nie oddawajcie się byle komu tylko w imię zasady, że jak już tu jestem to powinnam dać. Nie. Twoje ciało, Twoja świątynia. Dlatego nie bójcie się powiedzieć nie!

Będąc pierwszy raz w berlińskiej Insomnii nie odważyłam się na totalną zabawę. Przyjęłam rolę obserwatorki, która chłonęła obrazy toczącej się dookoła mnie orgii. I to mi zupełnie wtedy wystarczyło. Za drugim razem już poszłam ten krok dalej stając się dostępną dla innego…

Stanąć na wysokości zadania

A teraz kilka słów do Panów. Nie narzucajcie sobie nie wiadomo jakiej wizji, że jak tylko wejdziecie do klubu, to Wasz penis będzie stał cały czas na baczność gotowy do akcji w każdej chwili. Jesteśmy tylko ludźmi i każdy nasz organ ma swoją wytrzymałość. Będąc w lokalu zazwyczaj spędza się w nim kilka godzin, więc rzeczą niemożliwą jest, aby Wasz penis był ciągle w stanie wzwodu. I zaakceptujcie to, bo w żaden sposób nie jest to ujmą na męskim honorze. Ponadto, w klubie jest bardzo dużo czynników rozpraszających: muzyka, kadzidełka i przede wszystkim – inne osoby. To będzie dla Was coś nowego, bo przecież do tej pory byliście w łóżku ze swoją partnerką. Taki stan rzeczy na początku wydaje się być bardzo przeszkadzający, ale z czasem to zaakceptujecie i będziecie czerpać z tego faktu dodatkowe zaspokojenie. Jednak z pewnością pewnego rodzaju nachalność mężczyzn do Waszej ukochanej będzie mocno utrudniała Waszemu penisowi utrzymanie odpowiedniego poziomu, a raczej pionu 🙂 Ale dacie sobie z tym radę.

Bez porównania

Kluczowym błędem jaki popełniają „początkujący” swingersi to nieustające porównywanie siebie do innych. A, że ktoś jest szczuplejszy, ładniejszy, bardziej wysportowany. A, że ona ma większy biust, większe wcięcie w talii itp. Bezsensu. To jest błędne koło, z którego ciężko będzie Wam się wydostać. Owszem, bawiąc się w swingowanie trzeba o siebie dbać, bo atrakcyjność i higiena jest ważna, ale nie zabierajcie sobie zabawy, skupiając się wyłącznie na wyglądzie pozostałych klubowiczów. Dla swoich partnerów/partnerek i tak będziecie najpiękniejsze/najprzystojniejsi. Więc zrelaksujcie się i zaakceptujcie siebie. Całkowicie. I tu pozwolę sobie odesłać Was do swojego poprzedniego tekstu, który jeszcze szerzej opisuje tą kwestię (szczególnie jest on adresowany do Was – Drogie Panie) – „Wszystko możesz, nic nie musisz”.

Na granicy nieba i piekła

Swingowanie to balansowanie na granicy totalnego zaspokojenia, jak i możliwości zniszczenia wspaniałej relacji. Wielokrotnie pisałam, że nie ma swingu bez bliskości i bezgranicznego zaufania. Tylko dojrzały związek może spróbować takiego seksu. W przeciwnym razie zatoniecie w fali zazdrości, zaborczości i rozgoryczenia. I to będzie koniec, a w każdej kłótni będziecie sobie wypominać orgazmy przeżywane z innymi. Ale tak przecież być nie musi. Dla wielu par swingowanie to dodatkowa forma zatracenia się w swych seksualnych fantazjach. Ale podkreślam – dodatkowa. Swing nie może zdominować Waszego erotycznego życia. W naszym przypadku, swingowanie tylko cementuje Naszą miłość i Naszą przyjaźń. Tak, dokładnie. Bo My z Erykiem jesteśmy przede wszystkim dla siebie przyjaciółmi, a przyjaciele przecież nie mają przed sobą żadnych tajemnic. I zawsze po łóżkowych ekscesach z innymi mamy nieposkromiony apetyt na siebie i na patrzenie sobie w oczy, gdy jednocześnie dochodzimy. I tego nie da mi nigdy inny mężczyzna, a jemu – żadna druga kobieta.

Mamy nadzieję, że tych kilka wskazówek pomoże Wam w przygotowaniu się do miłosnych uciech w klubie dla swingersów. Może sami macie jeszcze jakieś porady? Chętnie poczytamy o nich w Waszych komentarzach.

Zatem – przyjemnego swingowania po falach rozkoszy… 🙂

Tekst: Luiza i Eryk

 PRZECZYTAJ: http://swingwithme.pl/jak-jest-w-klubie-dla-swingersow/