POKAŻESZ CYCKI?

Jesteśmy w sieci w wielu miejscach. Lubimy obserwować i poznawać, doświadczać seksualnej rzeczywistości oraz kreować własną. Ale bycie widocznym w internecie oprócz oczywistych przyjemności wiąże się też z mniej pozytywnymi aspektami – debilnymi wiadomościami i próbami zwrócenia na siebie uwagi. A najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że nadawcy tychże mało wyszukanych komunikatów są przekonani o swojej niepowtarzalnej oryginalności. Otóż drodzy panowie – pora zejść na ziemię.

Zatem poniżej przedstawię skróconą wersję najczęściej zadawanych pytań na Facebooku (takie swoiste FAQ). Może to zaoszczędzi kilku osobnikom fatygi niepotrzebnego pisania do mnie, choć jest to wątpliwe ze względu na ich ograniczoną umiejętność czytania ze zrozumieniem. Bynajmniej – będę miała już gotowca do zamieszczenia w swoim opisie 😀

Hey!

Tak wielu panów zaczyna próbę nawiązania kontaktu. Z niewiadomych mi względów w tym krótkim słowie zamiast literki „j” zamieszczają „y”. Po co? Żeby brzmiało tak bardziej z „angielska”. Wyglądało bardziej „zagranicznie”? Ale mniejsza z tym. Otrzymuję taką wiadomość Hey i… Cóż w niej ma być interesującego? Co ma wzbudzić ciekawość? NIC! I widząc coś takiego od razu wciskam przycisk iks służący do usunięcia tejże wiadomości w trybie natychmiastowym. W zeszłym roku napisałam tekst poruszający podobne zagadnienie w kontekście Zbiornika – odsyłam tam wszelkich zainteresowanych osobników płci męskiej – może też wyciągniecie z niego jakieś wnioski (KLIK).

Pokażesz cycki?

Hmmm… Niech się zastanowię… Nie 🙂 Brakuje Wam zdjęć nagich piersi? Przecież sieć aż od nich kipi. A moje skarby wystawiam do pokazania tylko wybranym. I to najczęściej na żywo podczas namiętnych spotkań.

Chcesz zobaczyć mojego kutasa?

Nie, dziękuję. Wiele penisów już widziałam i zapewne jeszcze więcej zobaczę. Ale zdjęcia męskich przyrodzeń ogólnie mnie nie kręcą, zwłaszcza gdy jako miarka do ukazania ich wielkości służy butelka po piwie. Poza tym pewni siebie i interesujący mężczyźni nie wysyłają zdjęć swoich fujarek, bo po prostu nie odczuwają takiej potrzeby. Wiedzą jak zaintrygować i oczarować kobietę w inny sposób. A wysyłanie zdjęć genitaliów świadczy o kompleksach i niezaspokojonej potrzebie ciągłego dowartościowywania się. Smutne.

Wylizać ci cipkę?

A proszę bardzo. Jestem bardzo ciekawa jak zrobisz to online 🙂

Wyślesz mi swoje fotki?

Nie. Od wysyłania fotek są inne portale i inne kobiety.

Lubisz sex?

I w tym pytaniu podobnie jak w „hey” pojawia się aspekt językowych zapożyczeń, a seks seksem nigdy nie jest. Bo przecież SEX ma większą moc. Prawda? Guzik prawda. Nie wiem jak wy, ale ja uprawiam seks a nie sex. No, ale mniejsza z tym. Wracając do pytania – lubisz sex? Ukryta złożoność tego zapytania wręcz wprawia mnie w osłupienie. Czy mogłabym zostać swingerką, gdybym do seksu pałała obrzydzeniem i odrazą? Czy miałabym ochotę na przeżywanie z mężem seksualnych przygód, gdyby nie umiłowanie do kosztowania nowych doznań? Niech każdy sam sobie odpowie na postawione powyżej znaki zapytania, gdyż nie przepadam za tłumaczeniem rzeczy oczywistych.

Jesteś swingerką?

Nie, prowadzę wymyślonego bloga o swingowaniu. Tworzę historie, których nie przeżyłam. Relacjonuję imprezy, na których się nie bawiłam oraz opisuję miejsca, w których nie byłam. A teraz autorze tego pytania – wysil się choć trochę i przeczytaj kilka wpisów na blogu zanim zadasz mi ponownie to pytanie. Ok?

Jesteś singielką?

Odsyłam to zakładki Blog, gdzie na wstępie napisaliśmy: Swingowanie zmieniło nasze życie, zmieniło Nas. Na lepsze. Kochamy się jeszcze bardziej, choć wydawało się to niemożliwe. Już wcześniej myśleliśmy, że żadna skala miłości nie jest w stanie zmierzyć uczucia jakie Nas łączy. Myliliśmy się. Okazało się, że można więcej, mocniej, lepiej… I tak powstał nasz blog o swingowaniu.

Czy masz jeszcze jakieś wątpliwości?

Tekst:  Luiza

  • Niedźwiedź Oralny

    Jak mówił tow. Winnicki w „Alternatywach 4” – 80% telewidzów nie rozumie dziennika telewizyjnego. 😉