POPROSZĘ DWA RAZY GANG BANG

banggang-h2015Dzień dobry – poproszę dwa razy Gang Bang. Tfu, Bang Gang. Pani sprzedająca mi bilety do kina uśmiechnęła się tylko wymownie. A ja przy okazji uświadomiłam sobie, że film filmem, ale jak to się mówi „głodnemu chleb na myśli” 😉

Ale przejdźmy do recenzji, choć pofantazjować zawsze sobie można, nieprawdaż? Otóż „Bang Gang” to film francuskiej produkcji w reżyserii Evy Husson. Z założenia ma on opowiadać o nieco pogubionych nastolatkach, którzy z nudów tak naprawdę zorganizowali sobie hardcorową swingerską zabawę. Każdy z każdym. Żadnych zasad, tylko grupowe pieprzenie. Mało tego – wymyślili na to nowatorską nazwę Bang Gang, bo przecież znany wszystkim gang-bang byłby zbyt oczywisty (to akurat bardzo nas rozbawiło z Erykiem). I tak oto młodzież zrobiła sobie miejsce uciech w domu jednego chłopaka, który pozostawiony samopas przez rodziców mógł robić co chce. Dzieciaki utworzyły sobie nawet grupę na fejsbuniu, na którą bez żadnego zastanowienia wrzucały fotki i filmiki utrwalające ich cielesne zabawy. W tle można jeszcze zobaczyć wciągane białe ścieżki i tabsy popijane alkoholem. Rozpusta na całego. Rozpierducha ciała i komórek mózgowych.

I wiecie co? Tak naprawdę było mi szkoda tych małolatów. Ja chyba pod kilkoma względami jestem staroświecka (wiem wiem, swingerka i staroświeckość – toż to prawie oksymoron). Dziś jestem dojrzałą kobietą, świadomą i pewną swej seksualności. Gdybym taka nie była, to z pewnością nie odważyłabym się na uprawianie swingu. Ale mi to zajęło cholernych wiele lat poznawania siebie, odkrywania swojego ciała i odplątywania czasami popieprzonej psychiki. Teraz uwielbiam seks pod wieloma postaciami i nawet z wieloma partnerami. Jednak w życiu nie byłabym gotowa na coś takiego mając 16 lat. Nieważne z kim, byle to zrobić. I nieważne z iloma, choć nie – to jest ważne, w końcu trzeba podbijać statystyki. I najgorsze, że to nie jest fikcja filmowa, ale tak chwilami wygląda rzeczywistość. Niestety, coś na ten temat wiem.

Jak zwykle moje recenzje są enigmatyczne, ale w przypadku książek czy filmów wolę Wam coś zapowiedzieć, a niżeli opowiedzieć. Co do filmu, zdania mieliśmy podzielone. Eryk raczej się wynudził na seansie, a mi z kolei film się podobał. Ale mi często się podobają różne pokrzywione rzeczy. I na mały gang-bang też nabrałam ochoty 😉

Jeśli widzieliście „Bang Gang” to wrzucajcie w komentarzach swoje opinie, bo jestem ich bardzo, ale to bardzo ciekawa.

A ci co nie widzieli, to tu mają zwiastun:

Tekst: Luiza