POSWINGUJMY OSOBNO

Ostatnio na blogu było o rozłąkach. Teraz też o nich będzie, ale w zupełnie innym kontekście – o rozdzielaniu się w swingu. Bo niektórzy preferują swingowanie nie w duecie, lecz w pojedynkę…

Jak to wygląda u nas? Ewolucyjnie 🙂 Naprawdę. Na początku naszej przygody ze swingowaniem musieliśmy być najlepiej na jednym łóżku, tak żebyśmy mogli czuć siebie tuż obok. Z czasem, kiedy uświadomiliśmy sobie, że harce na jednym materacu nie zawsze są wygodne, zaakceptowaliśmy opcję, że możemy być w jednym pomieszczeniu, lecz na osobnych apartamentowych kanapach. Warunek – musimy siebie widzieć.

Kiedyś bawiąc się w domu poznanej pary, rozdzieliliśmy się. Kochanka chwyciła rękę Eryka i zaprowadziła go do sypialni na piętrze. Ja zostałam w salonie z jej mężem. I… nie czułam się z tym komfortowo. Nasłuchiwałam tylko dźwięków dochodzących z góry. I choć wiedziałam, że nie mam czego się obawiać, to jednak pragnęłam być tam z nimi. Podziwiać, jak Eryk zaspokaja inną kobietę i jak ona mu się oddaje. Po prostu mnie to kręci, więc czemu mam sobie odmawiać tak przyjemnego widoku. Gdy po zakończonym spotkaniu porozmawialiśmy o zaistniałej sytuacji, mąż również przyznał, że taka rozłąka to nie dla niego. Że również nasłuchiwał czy u mnie wszystko w porządku i czy jestem bezpieczna.

I to nie o zaufanie chodzi, bo po naszych przygodach, chyba już nic nie w stanie jego zburzyć, lecz o delektowanie się chwilą, którą spędzamy niby osobno, a jednak razem. Na większych imprezach bawimy się w różnych częściach hotelowego pokoju, lecz zawsze w zasięgu wzroku. Bo po prostu tak lubimy.

Ale jest też wiele par, dla których swing ma zupełnie odmienne oblicze. Rozdzielają się całkowicie, chodzą osobno na randki czy do swingers klubów, a później opowiadają nawzajem swoje wrażenia. Podnieca ich wizja, że nie wiedzą co ich ukochana osoba właśnie robi w tym czasie. Z kim się bawi i jak się bawi.

W żaden sposób tego nie neguję, bowiem każdy ma prawo do zaspokajania własnych potrzeb w sposób najbardziej dla niego odpowiedni. Wiem jedno, że w naszym przypadku to by się nie sprawdziło, chociaż jeszcze kilka lat temu w ogóle nie przypuszczałam, że będziemy bawić się w swing. Ale my z Erykiem chyba po prostu tak mamy, że lubimy smakować seks z innymi we dwoje. Bawić się nimi, zaspokajać ich – spełniając tym samym wspólne fantazje. Razem przeżywać odrobinę niepewności i powódź ekstazy. Opowiadać sobie później już we własnym łóżku, co nam się podobało, a czego wolelibyśmy uniknąć w przyszłość. Każda taka przygoda uczy nas czegoś nowego. Z każdej wyciągamy nowe wnioski i… nowe inspiracje na teksty 🙂

A Wy – co sądzicie o osobnym swingowaniu? Warto tego spróbować czy lepiej nie?

Tekst: Luiza

  • Michel

    Hmmm z osobnym swingowaniem to juz jest wg. nas całkowita desparacja… Czy z takiego związku jeszcze cos mozna uratowac?
    Zapraszamy również http://swingdlaciebie.blox.pl

    • Czy desperacja? Tak bym tego nie określiła, bo jest naprawdę wiele par, których takie coś podnieca, a jednocześnie mają naprawdę udane związki. My jednak z Erykiem uwielbiamy wspólne zabawy w rytmie swingu 😉