PRIVE – RELACJA Z OTWARCIA

Ponad 400 ludzi przybyło na otwarcie swingerskiego klubu w Lublińcu. Miały być pikiety i protesty, tak szumnie zapowiadane w lokalnych mediach. Wszak to nie klub, lecz burdel według nich miał się otworzyć. Tymczasem przez całą noc przed wejście klubu zajeżdżały tylko kolejne taksówki przywożące osoby ciekawe nowego miejsca do cielesnych uciech. Wśród nich byliśmy także i my.

Co to będzie?

To, co od razu przykuło naszą uwagę, to zapewnienie bezpieczeństwa uczestnikom imprezy. Ochrona, szlaban i sprawdzenie czy aby niepożądane osoby nie próbują wejść na teren klubu. Niestety, w naszym kraju swingowanie jest często utożsamiane z prostytucją bądź seksualnymi dewiacjami, a obrońców cnót różnorakich również w Polsce nie brakuje. Dlatego ostrożności nigdy za wiele. Oczywiście w lokalu nie udało się uniknąć wielu ciekawskich twarzy pragnących jedynie sprawdzić czy takie rzeczy, o których mogli jedynie fantazjować, faktycznie mają swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości. Lecz te wścibskie gęby szybko się ulotniły, gdy tylko zobaczyły na czym swingerskie igraszki polegają. Chyba nie byli gotowi na taki rodzaj swingowych uniesień. No cóż, jak co chwilę powtarzamy na blogu – swing nie jest dla każdego. A ciekawość to pierwszy stopień do piekielnych czeluści 😉

Po godzinie 22.00 otworzyły się podwoje górnych poziomów, a wraz z nimi rozpoczęły się migracje gości. Każdy z zaciekawieniem badał zakamarki klubu, zaglądając do przeróżnych pokojów. Ludzie chodzili tylko góra – dół, dół – góra w poszukiwaniu zakątka idealnego do zaspokojenia ich potrzeb. A działo się naprawdę wiele. Zresztą czego można byłoby spodziewać się przy takiej wielkiej ilości uczestników. Niektórzy nawet musieli cierpliwie czekać aż zwolni się przestrzeń do zabawy.

Akcja!

A jak nam się podobał sam lokal? Bez wątpienia jest to największy przybytek swingerskich igraszek w Polsce, zaś jego wystrój jest na naprawdę światowym poziomie (a wierzcie nam, że już wiele lokali „w klimacie” odwiedziliśmy). Trzy piętra, a na każdym z nich coś innego. Na parterze – bar, spory parkiet i liczne miejsca do siedzenia. Na pierwszym piętrze jacuzzi i sauna oraz liczne pokoje do zabaw, w których można się przyjemnie ukryć. A także… ogromny ekran wyświetlający erotyczne i pornograficzne obrazy, zaś pod ekranem również olbrzymich rozmiarów okrągłe łoże, zwane potocznie kopulodromem (choć nazwa ta bezustannie nas rozbawia). Na ostatnim piętrze znajdowało się także wiele przestrzeni do zabaw, lecz bardziej otwartych i dostępnych dla spojrzeń przybyłych oraz interesujący widok z góry na bawiące się pary na kopulodromie. Bez wątpienia akcja działa się wszędzie, a miejsca do dogłębnego zawierania nowych znajomości nie brakowało.

Swingerska wizytówka

Ogólnie było widać, że włożono wiele pracy i wysiłku, aby miejsce to tak dobrze się prezentowało. Wiadomo, każdy początek jest trudny, dlatego momentami pojawiał się chaos i zamieszanie, co było szczególnie widocznie, gdy dochodziło do rozliczenia się za bar, gdyż niektóre rachunki opiewały na kwotę wyższą niż było zrealizowane zamówienie. Wszystko to jednak kwestia odpowiedniej organizacji, a wiadomo, że ją najlepiej się dopracowuje na praktycznych doświadczeniach. A co nowe miejsce i nowe miasto, to tym samym nowe zasady funkcjonowania.

Trzymamy kciuki za rozwój swingerskiego świata w Polsce, a Prive może być jego najlepszą wizytówką, bo doprawdy jest czym się pochwalić. Jednak czy Lubliniec będzie trafioną lokalizacją? Mając na względzie wielkość lokalu, zastanawia nas bowiem fakt czy w tak niewielkiej miejscowości znajdzie się tak wielu chętnych do delektowania się swingowymi smakami. Czy Prive wpisze się na trwałe w mapę polskich swingers klubów – o tym przekonamy się w przyszłości. My ze swojej strony życzymy powodzenia i wielu lat rozkosznej działalności. I z pewnością będziemy tam zaglądać, gdy tylko znów znajdziemy się w tamtejszych okolicach. Bo uważamy, że warto. 🙂

Tekst: Luiza i Eryk