PRZECIEŻ ONI SĄ NIEREALNI

Co jakiś czas dowiadujemy się, że… nas nie ma. Słyszymy, że blog jest prowadzony przez fikcyjne osoby. Hmmm… To jakim cudem oddychamy i chodzimy po tym ziemskim padole? To kto pisze teksty, które każdego tygodnia ukazują się na stronie?

Taka moda

Swing With Me? Przecież oni są nierealni!

A skąd o tym wiesz?

Bo ktoś mi tak powiedział.

I już niesie się wieść w świat. I już z ust do ust przekazywane są plotki. Nieważne, że nieprawdziwe. Ważne, że jest o czym rozmawiać. Bo przecież to teraz takie na topie mówić o swingu. Udawać, że się wie jak wygląda ten świat. Opowiadać o imprezach, na których się nie było. Swing stał się pewnego rodzaju sposobem na lans, ale o tym napiszemy w osobnym wpisie.

Uderz w stół

Nie lubię Was, ale Was czytam.

Tylko po co, skoro nie wierzysz w naszą wiarygodność? Po co marnujesz swój czas, jeżeli zaprzeczasz, że nasze teksty nie opierają się na prawdziwych przeżyciach? Przejrzałeś nas – to nie my piszemy, tylko algorytmiczne roboty Google generują teksty na podstawie słów kluczowych. I jak, lepiej Ci?

A teraz zrób nam przysługę i zrób kilka okrążeń wokół bloku. I na sam koniec pieprznij głową o stół. Może wtedy coś Ci się przejaśni i zrozumiesz, że nie da się dobrze pisać bez emocji. Zaś skąd się biorą emocje? Podpowiemy Ci – z własnych doświadczeń, z tego co sam poczułeś i posmakowałeś. Czy naprawdę uważasz, że moglibyśmy opisywać miejsca, nie będąc w nich? Przeprowadzać wywiady z osobami, których nie poznaliśmy? Tworzyć niepowtarzalnych społeczności, z którymi można rozmawiać na każdy temat bez naszego aktywnego udziału?

Jesteśmy na blogu, Facebooku, Instagramie, a także na portalach swingerskich. W każdym z tych miejsc się udzielamy, na każdym zamieszczamy różnorodne treści. Wejdź na nie, zobacz co się na nich dzieje, nawet na zdjęcia sobie popatrz. I co widzisz? Spójność, cholerną spójność. Tego nie można wypracować, jeżeli się nie jest autentycznym. Można się starać, ale kłamstwo szybko wyszłoby na jaw.

Wszystko dla pieniędzy?

Zarzuca się nam, że dla nas liczy się tylko kasa. Nie pisanie czy pomaganie osobom, które dopiero wkraczają w środowisko swingerskie. Tylko kasa, kasa, kasa… Owszem, mamy ambitne plany wobec Swing With Me. Książki, organizacja imprez, doradztwo… Ale jesteśmy świadomi, że na sukces trzeba zapracować. Jesteśmy cierpliwi i wytrwali w swoich postanowieniach, tylko to nie chęć bogactwa popycha nas naprzód, ale…

– każdy komentarz, jak dobra robota czy świetny tekst.

– każda wiadomość zaczynająca się od słów dziękujemy, że jesteście albo czy możecie mi coś podpowiedzieć.

– każdy „lajk” na Facebooku czy serduszko na Instagramie, świadczące o tym, że to co publikujemy po prostu się podoba.

– każde zapytanie czy mogę udostępnić u siebie Wasz wpis albo cytat?

każda godzina spędzona z ludźmi, z którymi moglibyśmy rozmawiać bez końca.

– każda impreza, na której możemy poznawać nowe osoby.

– każda noc spędzona na wzajemnym odkrywaniu siebie.

– każda…

Moglibyśmy tak wymieniać jeszcze wiele aspektów, dla których nie zrezygnujemy ze Swing With Me. Ten blog stał się także nowym początkiem dla nas samych i chcemy się nim dzielić. Jednak nie musimy być lubiani przez wszystkich. Nawet do tego nie dążymy, bo nie da się przecież wszystkich zaspokoić.

Lepiej odejdź

Jeżeli Ci to nie pasuje – odpuść. Znajdź dla siebie inne miejsce, bardziej odpowiadające Twoim przekonaniom. Wolimy mieć mniej czytelników, ale za to takich, dla których chce się pisać i wymyślać nowe inicjatywy. Bowiem nie będziemy rezygnować ze swoich wartości tylko po to, aby przypodobać się szerszej publiczności.

Tekst: Luiza i Eryk

PRZECZYTAJ: http://swingwithme.pl/po-prostu-jestesmy-soba/

  • Paweł Piotrowicz

    Cholera… to skoro jesteście nierealni… to kto rozrabiał z nami w domku? 😉

  • Dariusz Jan

    Wspaniały artykuł 🙂 Napisałem pod wpływem chwili długiiiiiii tekst i niestety zniknął 🙁

    • Kurcze, żałuję bardzo, że tekst zniknął, bowiem na pewno byłoby co czytać. Sama nie raz miałam taką sytuację i już się nauczyłam, że jak chcę zostawić gdzieś dłuższą wypowiedź to wpierw piszę ją sobie w edytorze, a później kopiuję. W ten sposób już nic mi nie ucieka 😉