PRZYJACIÓŁKA DO ŁÓŻKA

https://www.pinterest.com/pin/568790627914580635/
https://www.pinterest.com/pin/568790627914580635/

Niewyobrażalne, jak zmienia się moje postrzeganie na niektóre kwestie związane ze swingowaniem. Zanim zaczęliśmy się w to „bawić” ustaliliśmy sobie całą masę zasad. Co nam wolno, a czego nie. Już przy pierwszym spotkaniu kilka reguł albo zostało zmodyfikowanych albo w ogóle poszło do lamusa (ale myślę, że to będzie dobry temat na kolejny wpis). Jedną z nich była zasada, że nie nawiązujemy żadnych dłuższych relacji. Czemu? Teraz trudno jest mi na to odpowiedzieć. Strach przed nadmiernym zauroczeniem? Być może. Ale to minęło. Dziś już jest inaczej…

Dużo ze sobą rozmawiamy i kiedyś Eryk powiedział, że mógłby nawiązać jakąś bliższą znajomość z drugim mężczyzną dla mnie, do trójkąta. Tak żeby można było z nim iść i na balety, jak i do łóżka. Tak po prostu. Porozmawiać, potańczyć, pobzykać. Zwyczajnie. Naturalnie.

– A Ty byś umiała zaprzyjaźnić się z moją „kochanką”?

– Nie, chyba nie.

Nie byłam sobie w stanie tego nawet zwizualizować. My we dwójkę, a ona między nami? I o czym my będziemy rozmawiać? O pogodzie, polityce? A może o planach na przyszłość? Wydawało mi się, że gdyby do czegoś takiego miało dojść, to będzie bardzo niezręcznie. Tu się pieprzymy, a za chwilę jesteśmy „zwykłymi” znajomymi? Niewykonalne.

A jednak możliwe

Moją pierwszą kobietą była Iza (wiecie już o tym zapewne z poprzednich wpisów). To było nasze pierwsze spotkanie w apartamencie z inną parą. Podniecenie mieszało się wówczas z niezdrową zazdrością. Było, minęło. Tak mi się przynajmniej wydawało.

Później przyjechała do naszego miasta na szkolenie. Sama. Miałam wiele obaw. Spotkać się czy się nie spotkać? Kłóciliśmy się o to z Erykiem do samego momentu, kiedy jej nie zobaczyliśmy. I co? I wszystkie lęki minęły. Było normalnie. Tak jakbym ujrzała niedawno poznaną koleżankę.

Postanowiliśmy spróbować jeszcze raz w czworokącie. Zaprosili nas do siebie na imprezę. Poznaliśmy ich znajomych. Śmialiśmy się, piliśmy, graliśmy w kalambury. Było tak… sympatycznie. Oczywiście, kiedy zamknęły się drzwi za ostatnimi gośćmi, nie czekaliśmy długo, aby zacząć zabawę w nieco innym charakterze. Seksowna bielizna, ogromna kanapa, unoszący się zapach seksu. Będę szczera – pomimo prób nie zaiskrzyło między mną, a jej mężem. Dlatego nie miałam nic przeciwko, kiedy zostaliśmy tylko we trójkę. Iza była nasza. Doprowadziliśmy się nawzajem. W różnych konfiguracjach…

Uwielbiam smak jej cipki. Jest taki delikatny. Mogłabym ją lizać godzinami czując, jak wilgotnieje w moich ustach. Godzinami mogłabym też patrzeć, jak Eryk ją bierze. Jak się nią delektuje. Jak się w niej zaspokaja…

A następnego dnia. Wspólne śniadanie, spacer, oglądanie filmu. Taka zwyczajna niezwyczajność podszyta wieloma podtekstami.

Kolejne jej szkolenie w naszym mieście było także kolejnym pretekstem do spotkania się. Naprawdę chciałam się z nią zobaczyć. Uczucie zazdrości, które jeszcze do niedawna kiełkowało w moich myślach, już po prostu nie istniało. Bez problemu puściłam ich tylko we dwoje na parkiet oraz pozwoliłam, aby Eryk odprowadził ją do hotelu. Ufałam jemu, ale pewien rodzaj zaufania ofiarowałam także jej. Wiedziałam, że moja osoba jest kluczowym elementem tej układanki. W końcu trójkąt ma trzy boki… 😉

Czy spotkamy się jeszcze w takim układzie? Liczę na to…

Szukaj Nas na:

Facebook

Google +