PRZYZNAM WAM SIĘ DO CZEGOŚ

Przyznam Wam się do czegoś – uwielbiam się masturbować. Doprowadzać swoje ciało do wrzenia, czuć ten niepowtarzalny, przyspieszony rytm serca, a później oddać się błogości jaka na mnie spływa, gdy już jest po wszystkim.

Moi kochankowie

Oprócz męża, to wibrator jest moim stałym kochankiem. Ale zaskoczę Was – nie jestem kolekcjonerką erotycznych gadżetów (chyba z obawy, że jak bym zaczęła testować nowe urządzenia, to musiałabym zagospodarować osobne pomieszczenie dla nich, a to by oznaczało jedno – przeprowadzkę do większego mieszkania). Mam swojego ukochanego wibrującego przyjaciela w kolorze wściekłego różu i jego zastępcę na wypadek wyczerpania baterii (którą dziwnym zbiegiem okoliczności muszę często ładować). A, i jeszcze w torebce noszę wibrującą wersję mini na wypadek, gdyby codzienność wymagała szybkiego odstresowania. Tak, tak – jestem mistrzynią w zaspokajaniu się i żadne warunki nie są mi straszne!

Ale tak nieco poważniej – umiejętność robienia sobie dobrze nabywałam wraz z chęcią poznawania siebie, odkrywania siebie jako kobiety. Kobiety silnej i niezależnej, potrafiącej zadbać o swoje potrzeby.

Przeszłość i teraźniejszość

Pamiętam jak to było z moim pierwszym chłopakiem, z którym posmakowałam seksu. Co prawda byłam wtedy młodą dziewczyną, ale wówczas masturbacja kojarzyła mi się z czymś odpychającym. Nie mogłam zrozumieć dlaczego on to robi skoro jesteśmy ze sobą i uprawiamy seks. Mój rozum nie był w stanie ogarnąć.

Po prostu dla siebie

Dziś jest inaczej. Dziś masturbacja jest moim rytuałem. Nie wstydzę się jej, wręcz ją celebruję. Kiedy najbardziej lubię siebie pieścić? Albo podczas gorącej kąpieli, zanurzona w milionach bąbelków piany albo tuż przed zaśnięciem – wtedy zrelaksowana zapadam w głęboki i kojący sen. Zresztą Eryk też uwielbia jak się przy nim doprowadzam, bo dźwięk wibratora również utula go do snu (choć częściej zachęca do innych, bardziej rozbudzających działań).

Poza tym przez ostatnie dwa lata zdarzało się nam niestety być w dość długich rozłąkach. I powiem Wam jedno – bez wibratora nie przeżyłabym tych samotnych dni i wieczorów. Oczywiście, nic nie zastąpi orgazmu dawanego przez ukochaną osobę, lecz nic co ludzkie nie jest nam obce. A seksualne rozładowanie jest potrzebne nie tylko dla zdrowia fizycznego, ale przede wszystkim psychicznego. Zatem zamiast łykać witaminę C – róbcie sobie dobrze! 😀

Tekst: Luiza

PRZECZYTAJ: http://swingwithme.pl/panowie-panie-masturbujcie-sie/

Fot.: http://hands-free-orgasm.com/erotic-hypnosis/

  • Sara

    Przede wszystkim masturbacja jest uzależniająca. Po orgazmie masz jeszcze ochotę na seks? Ja rzadko i wiem, że ukochany ma podobne odczucia dlatego też doprowadzamy się w ten sposób raczej rzadko.

    • To bywa zmienne. Bo czasem po doprowadzeniu mam ochotę jedynie znaleźć się w objęciach Morfeusza, ale miewam też tak, że po orgazmie mam ochotę na więcej i wtedy nie daję mężowi zasnąć :p