RÓŻA, PIŻMO I WANILIA. KATRINA.

http://lady-tori.deviantart.com/art/Perfume-278092988
http://lady-tori.deviantart.com/art/Perfume-278092988

Nerwowo dopalała gasnącego już papierosa. Czemu po niego sięgnęła? Przecież nigdy nie paliła. Może na studiach miała kilka razy fajkę w ustach, ale to było bardziej dla szpanu, dla chęci dopasowania się do nowych ludzi. A teraz? Teraz była w zupełnie obcym sobie miejscu i patrzyła na odbicie lustrzane nieznanej sobie kobiety. To nie była ona. To nie mogła być ona. A jednak…

Rozejrzała się dookoła. Łazienka, w której się znajdowała wyłożona była szarymi, marmurowymi kaflami. Smutną szarość przełamywały fioletowe dodatki: mydelniczka, kubek na szczoteczki do zębów i dumnie pnący się storczyk także w fioletowej doniczce. Wszystko sprawiało wrażenie przemyślanej całości. Tu nie było chaosu, tylko harmonia.

Kończący się papieros zaczął parzyć jej palce. Ugasiła go pod zimnym strumieniem wody, który również orzeźwił jej przytłumione zmysły. Będąc w czyimś domu czy mieszkaniu, Laura zawsze uwielbiała przyglądać się detalom wystroju i wyposażenia. W drobiazgach doszukiwała się klucza do najlepszego poznania ich właściciela. Co lubi, jaki ma styl i dlaczego w taki, a nie inny sposób kształtuje swoją najbliższą rzeczywistość. Taki poznawczy proces fascynował ją już od dziecka. Do tej pory pamięta, jak wielkie mieszkanie jej ciotki było dla niej nieodgadnioną tajemnicą. Fascynował ją zwłaszcza pokój ukochanego wujka, wypełniony po brzegi książkami, książeczkami i wielkimi księgami, które tylko czekały na odkrycie. A ona była właśnie takim odkrywcą, pokonującym smoki, rycerzy, wojowników i królowe, aby poznać prawdę, której strzegli i bronili.

Podeszła do szafki z kosmetykami. Na górnej półce stały ułożone równo flakoniki z perfumami. Sięgnęła po kilka z nich zanurzając zmysł węchu w ich aromacie. Przeważały zapachy cytrusowe, świeże i zdecydowane zarazem. Lecz w głębi stała mała buteleczka o różowym kolorze. Laura otworzyła ją delikatnie, delektując się subtelną wonią róży, piżma i wanilii. I nagle przypomniała sobie skąd zna ten zapach. Wystraszona odłożyła pośpiesznie różowy flakonik na miejsce.

Muszę stąd wyjść. Muszę stąd uciec. Co ja zrobiłam? To przecież nie mogłam być ja!

Ostatni raz spojrzała na siebie w lustrze. Tak, teraz już wszystko doskonale pamiętała. Prawdę wyczytała w swoim spojrzeniu. W rogu, tuż przy pralce zobaczyła skotłowane swoje rzeczy. Czarną, koronkową bieliznę i błękitną sukienkę na ramiączkach. Granatowa torebka również odnalazła się w tej plątaninie rzeczy znalezionych. Telefon, portfel, szminka – wszystko było. Ale z kieszonki wystawał jeszcze biały kartonik. Wizytówka –  Katrina Renesis. Malarka. W pierwszej chwili miała ochotę ją podrzeć, zniszczyć, podpalić. Ale, coś ją powstrzymało. Chwyciła tylko także odnaleziony w torebce długopis i napisała:

Proszę, nie dzwoń do mnie. Nigdy.

Odszukała w korytarzu swoje czarne baleriny i bezszelestnie skierowała kroki w stronę drzwi wyjściowych. Subtelnie chwyciła za klamkę, lecz coś ją jeszcze zatrzymało. To ten zapach róży, piżma i wanilii. I zapach jej skóry. Egzotycznej i pachnącej słońcem…

Odwróciła się jeszcze na chwilę. By spojrzeć na nią ten jeden, jedyny i ostatni raz.

Ostatni raz.

Zamknęła za sobą drzwi, by wrócić do znanej i bezpiecznej normalności.

Bynajmniej do czegoś, co do tej pory wydawało jej się normalne.

Ciężkie, stalowe drzwi z hukiem zamknęły się za nią. Oby tylko ich dźwięk nie obudził Katriny. Ale teraz była już na ulicy. Anonimowa i niczym nie zagrożona. Nawet nie wiedziała, która jest godzina. Wyjęła telefon i na wyświetlaczu ujrzała, że dochodzi szósta rano. Miasto budziło się do życia. Ekipa sprzątająca wyrzucała pozostałości sobotniej nocy. Butelki, puszki, części garderoby… Ciekawe ile osób nie będzie pamiętało, co się wydarzyło minionego wieczoru?

Idąc na przystanek poczuła na sobie ciepłe kropelki letniego deszczu.

Niech pada. Niech oczyści mnie z tego, co zrobiłam.

Mając jeszcze kilka minut, wystawiła twarz do nieba, którego łzy spłukiwały jej własne. Tak bardzo chciałaby się teraz znaleźć w swoim przytulnym mieszkaniu z kubkiem gorącej herbaty w dłoni. Sama, bo przecież przeważnie była sama. Dlatego samotność była dla niej stanem naturalnym. Stanem, do którego przywykła. Stanem, który także na swój sposób pokochała.

Tekst: Luiza