fire-1241199_1920Leżała na podłodze, której perski dywan szczelnie przykrywał każdy skrawek. Miała tylko czerwone skarpetki i stringi, które jedną ręką zdążyła już rozpiąć z boku. W tym majestatycznym stanie była niby naga, lecz wizja zobaczenia jej całej bez żadnego stroju rozpalała wyobraźnię.

Żar kominka, który opalał swym ciepłem, wypełniało całe pomieszczenie przyjemną poduszką otulenia delikatnie muskając całe ciało. Muzyka sącząca się z głośników, nadawała rytm ich sercom. Podniecenie narastało do granic wytrzymałości. Obiecali sobie jednak, że będą delektować się powoli, każdą sekundą przed zbliżeniem. Seks, w tym wszystkim miał mieć zabarwienie bieli rozgrzanych chętnych ciał, niczym stal kuta na gorąco mocnym uderzeniem w hartowaniu. Szał ich umysłów ogarniał obydwoje coraz bardziej. Wiła się na podłodze naprężając ciało. Sutki sztywno skierowane były ku górze, wieńcząc jej jędrne piersi. Fantazja przygryzała je delikatnie, po czym lizała dookoła. Ręka zaś pragnęła lekkiego uściśnięcia ich u podstawy, jakby ograniczając niemożliwą ucieczkę.

Odrzuciła majtki na bok. Leżała teraz wygięta jak kocica, dotykając swoją dłonią szyi. Wodziła nią od góry do dołu przystając na dłużej na wysokości biustu. Następnie pocierała swoje sutki, jakby sprawdzała ich twardość. Drugą naprężoną ręka wyrywała nitki dywanu. Jeszcze nie zaczęli, lecz tłumione podniecenie musiało znaleźć swoje ujście. Palce z pazurkami mocno drapały niewinne podłoże. Widząc jego spojrzenie, nie wytrzymała i wsunęła palce między uda. Mieli się sprawdzić, na ile wytrzymają bez pieszczot. Postanowili, że masturbacja i penetracja nastąpi na końcu, jako zwieńczenie działa samokontroli. Niestety, jeszcze nie teraz. Dwa palce rozchyliły wargi, trzeci zaś niby niespiesznie, lecz natychmiast przywarł do łechtaczki. Wpierw potrącając nią, po czym okrężnie poruszając raz w lewo, raz w prawo.

Czuł jej emocje, wdychał jej zapach perfum i kobiecości. Był naprężony i pulsował rytmicznie przy każdym jej westchnięciu. Też nie mógł dłużej się powstrzymywać. Opuszkami palców zaczął gładzić swojego penisa. Gdy naga kocica dostrzegła to, jeszcze bardziej rozchyliła swoje nogi, aby mógł widzieć ją całą. Mokrą, różową, nabrzmiałą. Siedział jak krytyk na fotelu i patrzył na uniesienia swojej kochanki. Za oknem deszcz zaczął mocniej uderzać o szyby, jakby chciał ostudzić ich niepoprawny żar. Jednak chłód pozostawał na dworze, a żywioł zawieruchy tylko wzbudzał ich zwierzęce żądze.

Palce wsuwały się bezszelestnie do środka, pocierając ścianki pochwy. Raz głębiej, raz płycej. Raz dwa, raz jeden. Przygotowywała się na jego wejście. Chciała być dla niego gotowa w stu procentach. Pragnęła, by wchodząc w nią drżał od aksamitnej lepkości i ciepła, które ją wypełniało w całości. Starała się patrzeć w jego oczy, lecz powolna masturbacja zatracała ją coraz silniej. Niknęła w świecie spazmów i zanikającej świadomości. Była odurzona chwilą i jego obecnością, która była głośniejsza z każdym przesunięciem dłonią w dół napletka. Ogień w kominku zaczął buchać i skwierczeć w wyniku pękającego w szale drewna podsycany silnym wiatrem zasysającym jego dym w górę. Gdyby był jednym z nich to byłby już na pograniczu orgazmu, wystrzału, spełnienia.

Wszedł w nią. Przytulił mocno jej głowę dociskając do swojego torsu, drugą zaś ręką chwycił za biodro dosuwając do swojego. Chciał być w niej cały. Ruszał się szybko, lecz rytmicznie. Czuł każdy milimetr jej cipki. Podgryzał ją w szyję, co chwilę zamieniając zęby na mokry język przesuwający się po jej dołeczku. Wodził nim, aż do ucha, po czym znów przygryzał. Poddała się mu całkowicie. Mógł zrobić z nią wszystko. Pragnął kochać się ze zwierzęcością w oczach, lecz miłością i bez agresji. Penis pulsował energicznie. Pieprzył ją, lecz w zwolnionym tempie. Wsuwał się powoli, aż czuł opór. Zastygał i wysuwał się z niej tak samo szybko jak wszedł.

Nagle pchnął mocno, głęboko. Docisnął swoje lędźwia do jej miednicy, puścił i przywarł do jej nagiego ciała zabierając cały dech. Wykonał ten ruch jeszcze raz, i raz, i… wytrysnął w niej całym sobą. Spuścił się w niej z cichym skowytem rozkoszy. Odpłynęła w nim, z nim. Zastygli w bez ruchu. Płomień kominka uspokoił się. Padł obok niej bez sił, lecz zdążył dać jej wtulić swoją głowę pod jego ramię. Okrył ją swym uczuciem i zasnęli. Zmęczeni, lecz szczęśliwi. Szczęśliwi sobą.

Tekst: Eryk