Wszystko ma swoją wartość. Czas, pieniądz, status. Nawet nasz seksapil podlega różnego rodzaju wartościowaniu. Większy lub mniejszy, tendencja wzrostowa, tendencja spadkowa. Zupełnie jak na giełdzie. Z tą różnicą, że tutaj w indeksie liczy się Twoja seksualna pozycja i korzyści z nią związane.

Słyszeliście o Sexual Market Value? Ja do niedawna też nie. Prawdę mówiąc natknęłam się na to pojęcie przypadkowo, szukając nowych inspiracji do wpisu. Najwięcej wiadomości znalazłam na stronach anglojęzycznych, gdyż w Polsce jak to w Polsce – za dużo wiarygodnych informacji poświęconych seksualności niestety nie ma.

Z założenia im wyższy współczynnik SMV, tym większe powodzenie u płci przeciwnej, więcej szans na łóżkowe przygody oraz na znalezienie partnera idealnego. Tylko jak to do cholery obliczyć???

Tabelki, tabeleczki

Wszelkie kwestie związane z liczeniem nigdy nie były moją mocną stroną. Od urodzenia przejawiałam talenty humanistyczne i tak mi chyba zostanie do końca życia.

Co jest brane pod uwagę we współczynniku seksualnej wartości? Jeżeli chodzi o fizyczność to: wiek, atrakcyjność twarzy, budowa ciała, wzrost, rasa, kondycja fizyczna i preferowany styl życia. Ale to nie wszystko. Przecież trzeba również przeanalizować inne cechy, jak bogactwo, status, odpowiedzialność, urok osobisty, pewności siebie itd. Oczywiście każdy z tych aspektów jest oddzielny dla kobiet, jak i dla mężczyzn.

 

 

Przykład SMV dla mężczyzn. Źródło: https://revolutionarylifestyledesign.com/calculate-maximize-sexual-market-value/

Podobno płeć piękna ów współczynnik ma najwyższy w wieku 19-25 lat. Młode i jędrne ciała kuszą wtedy najbardziej, a uroda błyszczy niczym najdroższy diament. U panów jest inaczej – ich seksualna wartość wcale tak szybko z wiekiem nie maleje, tylko utrzymuje się na wysokim poziomie, gdy ich wiek mieści się w widełkach 25-45 lat.

Źródło: http://www.pualingo.com/sexual-market-value-smv/

Punkty to nie wszystko

Żeby to maksymalnie uprościć można stwierdzić, że im młodsza kobieta, tym atrakcyjniejsza ze względu na jej możliwości prokreacyjne, zaś im mężczyzna bardziej dojrzały, tym jest bardziej łakomym kąskiem ze względu na stabilniejszą pozycję zawodową.

Jeżeli chodzi o moje zdanie, to takie „wartościowanie” bawi mnie. Bo niby mam wziąć kartkę i długopis i sama sobie przyznawać punkty? Doprawdy mam o wiele więcej ciekawych zajęć niż udowadnianie na siłę jakichś tez.

Owszem, mając te kilkanaście lat mniej może moja budowa ciała była smuklejsza i częściej mieściłam się w rozmiar S niż M, ale co z tego? Z pewnością wówczas nie miałam tej seksualnej świadomości jaką mam teraz, a kilka nadprogramowych kilogramów nie wpływa na moje postrzeganie siebie. Lubię to jaka jestem, czuję się atrakcyjna i wiem jak uwodzić. I to nie tylko w teorii 😉

Uderzając w mur

Z terminem Sexual Market Value wiąże się też pojęcie Wall, czyli moment w którym wyobrażenie o własnej seksualności przegrywa z rzeczywistą atrakcyjnością. Pisząc prościej – kiedy wydaje nam się, że jesteśmy seksowni niczym Marilyn Monroe w białej sukience, unoszonej przez wiatr, a tak naprawdę inni widzą w nas heksę mieszkającą w domku na kurzej łapce. Dlatego niektórzy nie potrafią pogodzić się z upływającym czasem oraz ze spadkiem ich seksualnego potencjału, dając przy tym nieźle zarobić producentom kremom przeciwzmarszczkowych, klubom fitness i dealerom samochodowych. W końcu czego się nie zrobi, aby zatrzymać młodość?

Czy kiedyś się odbiję od ściany? Tego nie wiem. Skłamałabym, gdybym czasem z zazdrością nie spoglądała na młodsze kobiety, doszukując się w nich tego, czego sama już nie mam. Głupie to, wiem. Skłamałabym również, gdybym stwierdziła, że nie boję się tego momentu, gdy… nikt nie będzie mnie chciał, a w swingers klubie będą patrzeć jak na starą babę, omijając szerokim łukiem.

Pieprzyć to!

Ale jednocześnie wiem, że każdy wiek niesie ze sobą nowe wyzwanie i rosnąca liczba w metryce wcale nie musi być wyrokiem. Tyle już widziałam wspaniałych babeczek i facetów, którzy w bardzo dojrzałym wieku potrafili się wyśmienicie bawić, że chyba moje obawy są na wyrost oraz zupełnie niepotrzebne – tak jak kompleksy, które każdy w sobie nosi.

Zatem pieprzyć te wszystkie współczynniki. Lepiej dać się ponieść życiu.

Tekst: Luiza

PRZECZYTAJ: http://swingwithme.pl/voyeuryzm/