Zdegustowani zaistniałą sytuacją mieli już zrezygnować z organizacji dużego wydarzenia. Okazało się jednak, że zamienili je na kameralne spotkanie, lecz o wielkim dla nich znaczeniu. Po namowach kilku par, które dowiedziały się o anulacji imprezy, o znalezienie alternatywy postanowili się nie poddawać. Wiedzieli, że wiele osób na nich liczy. Nie czuli by się dobrze czując, że zawiedli. Zawsze stawiali na szczerość, ale także na intuicję.

Prolog – Nicość

Postanowili spontanicznie wynająć nadmorską willę, do której zaprosili dotychczas nieznajome pary. Namowa i wsparcie jednego singla, który również był duszą towarzystwa dodawała im wiatru w skrzydła. Wychodzili z założenia, że kto nie ryzykuje to i nic nie traci, jednakże nie ma także możliwości zyskania. Zyskania nowych doświadczeń, poznania nowych osób, zaspokojenia swoich pragnień.

Scena pierwsza – Chaos

Podjechali pod wskazany adres. Jeden telefon i oczekiwanie. Pracownik, który miał być w przeciągu kilku minut jechał długo, za długo jak dla nich. Każda upływająca minuta generowała dodatkowy stres, który powodował nerwowość. Chcieli jak najszybciej wejść do środka i upewnić się, że wszystko jest gotowe i wystarczy tylko kilka małych gadżetów, aby z willi rodzinnej stworzyć willę cielesnej rozkoszy.

Przekroczyli próg. Drzwi na dole, schody prowadzące na pierwsze piętro, po czym drugie drzwi. Luiza energicznie weszła do środka i rozejrzała się po pomieszczeniu. Wcześniejsze napięcie ustąpiło miejsca większemu spokojowi ducha. Miejsce rokowało dobrze. Stwierdzili, jak zawsze bez słów w wymienionych spojrzeniach, że dobrali właściwą przestrzeń do integracji. Widok morza za drzewami, duże okna, które skierowane były na wydmy dając intymność. Przestronny salon, duża kuchnia, taras, pokoje. Wszystko było tak jak miało być. Grzecznościowa wymiana zdań z pracownikiem, ustalenia planu działania i już sami przystąpili do dostosowywania wszystkiego do swoich wymagań. Czuli się jak dyrygenci, którzy własnymi rękami jak batutami dostrajali instrumenty poszczególnych sekcji przed koncertem. Była to niema, lecz urokliwa kakofonia przed ostatecznym pierwszym brzmieniem.

„Mamy pierwszych gości.” – powiedział Eryk. „Czas zacząć.” – odpowiedziała z uśmiechem Luiza. Teraz już nie było odwrotu. Wiedzieli, o tym nad wyraz dobrze.

Stres przechodzący w akcję organizacyjną przemienił się w stymulujące napięcie. Pierwsze przywitanie, oprowadzenie po włościach. Przedstawienie planu na wieczór. Powoli każda z nut wprowadzała ład w myśleniu. Kolejny odebrany telefon powiadamiający, że następni uczestnicy będą szybciej niż zakładali. Rytm wieczora zaczynał się stabilizować i płynnie wypełniać cztery ściany, tudzież naście ścian przenikając do wszystkich pomieszczeń w postaci ludzi je zapełniających.

Scena pierwsza dobiegła końca.

Scena druga – Poznajmy się.

Wszyscy usiedli dookoła stolika. Jedni wygodnie na narożnej kanapie, drudzy w wygodnych designerskich fotelach, trzeci zaś na kilku krzesłach. Każdy sączył drinka, który pomagał rozwiązać język, otworzyć się na nowe. Nie przekrzykiwali się, lecz poznawali z każdym wypowiedzianym słowem. Sącząca się w tle muzyka oraz delikatne migotanie świec przyjemnie wciągało w objęcia relaksu, aktywnie podsycanego co chwilę salwą śmiechu. Żarty, żarciki, dowcipy wymuszały pracę przepony i powodowały rumieniec na twarzy przyjemnie zmęczonej ciągłym uśmiechem.

Początek zawsze jest podobny. W głowach niegrzeczne myśli, w mowie delikatne tudzież odważniejsze sugestie, ale nie czyny. Pierwszy krok na linie zawsze jest najbardziej nieśmiały. Niepewny ale i podniecający. Najważniejsze mieć odwagę. Dzielny z panów zaproponował masaż całego ciała jednej z niewiast, która ochoczo bez zbędnej namowy przystała na propozycję. Wnet znalazło się łóżko, z którego reszta widzów czerpała satysfakcje dla oczu obserwując wprawne ruchy rąk na kobiecym ciele. Inni także zapragnęli dotyku. Siadając niby przypadkiem każdy znajdował się obok upatrzonej w swojej fantazji osoby. Pierwsze spojrzenia na przywitanie przeważnie generują dalsze reakcje. Przecież każdy wie, że liczy się pierwsze wrażenie.

Scena trzecia – Smakowanie chwili.

Kilka minut później, co niektórzy już całkiem nadzy a inni w kuszącej bieliźnie zapoznawali się z topografią ciał. Od górzystych wierzchołków, nizin pod nimi, po delikatne doliny, gdzie zbierała się przyzywająca swym zapachem świeżości rosa. Poczucie podróży w nieznane. Nie ma dwóch takich samych miejsc, jak i ludzi. Ścieżki życia i pragnień oraz kształtów ciała tworzą swoisty wyróżnik charakteryzujący jednostkę. Czasami można znaleźć podobne istnienia, ale nie tożsame. Tak więc eksploracja jest przygodą, w której wcielić się można w jednym tchnieniu w dwie role. Obieżyświata oraz świata do cielesnego oddania.

Eryk przyglądał się niezliczonym podróżom stojąc oparty o framugę drzwi. Przywoływany przez nimfy asertywnie oświadczył, że delektuje się wspaniałym widokiem, lecz i on dołączy się niebawem do zabawy. Patrzył na parę, która namiętnie całowała się w usta przygryzając nawzajem swoje wargi a przytrzymując twarze dłońmi. Zaraz zerkał na Luizę, która pieściła kochanka. Raz zsuwając mu napletek ręką, po czym wkładając go do ust masując przy tym jądra. Cieszył go ten widok i podniecał. Lubił rozgrzać się do czerwoności, pobudzić zmysły do wariacji kontrolując swoje pożądanie. Odwrócił oczy w kierunku niewiasty, która wyginała się jak kotka, gdy kocurek chłeptał jej soki. Drugi siedział zaś obok i lizał przemiennie jej piersi kręcąc raz małe raz duże kółka wokół sutków.

Teraz odwrócił się do masowanej dziewczyny, której delikatne mruczenie pobudziło odwagę u pozostałych hedonistów wieczoru. Była całkiem naga, jak i jej masażysta starający się zachować profesjonalizm. Eryk zreflektował się, że jest jedynym ubranym. W dyskretny sposób pozbył się odzienia i postanowił pobudzić pozostałe zmysły.

Scena czwarta – Inicjacja.

Dosiadł się do kobiety, która już wcześniej przywoływała go wzrokiem. Wykonał gest ręką nakazujący odchylenie smukłej szyi, po czym wprawnie przystąpił do delikatnych pieszczot. Opuszki palców zsuwały się od policzka aż po ramię. Systematycznie wspierane mięciutkim językiem, którego czubek kopiował ruchy dłoni. Eryk uwielbiał pobudzać. Drażnić ciało, gdzie palce symulowały dotyk piórka a język i wargi po wcześniejszym pobudzeniu przywierały niczym malutka pijawka zasysając niewidzialne krople pożądania. Rytuał wykonywał raz z jednej strony szyi, raz z drugiej. Następnie zwieńczył pocałunkiem ust, które przywarły do siebie w namiętnym szale. Zsunął się między smukłe długie nogi rozchylone w oczekiwaniu. Zaczął całować, lizać, pieścić wargi prowadzące do wnętrza spełnienia. Czuł wilgoć. Słodkawy zapach silnie wwiercał mu się w nozdrza, a po brodzie spływały stróżki rosy kobiecego podniecenia. W momencie, gdy poczuł jak nabrzmiała cipka zaczyna pulsować zsunął język na łechtaczkę. Otoczył ją szczelnie ustami, jakby chciał chronić od złego, i powoli całą szerokością swojego ozorka zaczął chłeptać wpierw do góry, potem do dołu dociskając klitoris do ciała. Kochanka wiła się szalenie. Chwyciła swojego dawcę rozkoszy za głowę oburącz, jakby nie bojąc się, że ucieknie w szczytowym momencie. Pilnowała i gładziła zarazem po uszach, jakby przekazując komunikat dotykiem aby nie przestawała. Wiła się, unosiła ciało. Rzucała nim, od czubka ostatniego włosa aż po palce u stóp, niczym morska toń fale o brzeg niewzruszonego klifu. Eryk trwał w swoim działaniu. Czekał na sztorm, zawieruchę, orgazm. Poczuł nagłe uderzenie, które miało zrzucić go ze skał, lecz nie poddał się dając uniesienie.

Uniosła go stanowczo z pozycji klęczącej. Stanął przed nią wyprężony. Uchwyciła penisa i włożyła sobie do ust. Wiedziała, jak pieścić mężczyznę. Penis momentalnie stwardniał oddając się przyjemnemu masażowi podniebieniem i językiem. Palce sprawnie przesuwały się ściągając przy każdym zassaniu napletek. Symfonia trwała, lecz teraz do gry weszły instrumenty dęte. Eryk rozejrzał się szukając Luizy. Zobaczył ją również całującą męskość, będącą częścią całej partytury. Zerknęła na niego ukradkiem. Puściła ok. Skinął głową, po czym obserwował jak kładzie kochanka na plecy i siada na nim. Zaspokajając swoje żądze. Galopowała raz szybko, raz wolniej dając pieścić się po piersiach i szyi stojącemu za nią mężczyźnie. Było widać, że jest pobudzona. Eryk czuł, iż za moment usłyszy jej arię. Nastanie jeden z kluczowych momentów owego koncertu, którego odsłucha w rytm pieszczot swojego członka.

Scena piąta – Przerwa.

Przerwa na drinka naturalnie przeplatała się z zabawą. Wszystko było nieskrępowane. Niemoralna poprawność została poproszona o opuszczenie domu. Lęki jakie towarzyszyły nowym w świecie swingu parom szybko rozwiał przyjemny podmuch ekstazy. Ponownie zebrali się już nago do około stoliczka. Każdy z rumieńcem na twarzy, choć już pierwsi goście usatysfakcjonowani i szczęśliwi udali się na zaspokojenie snem. Wtem roześmiana dziewczyna zaproponowała, aby udać się tak jak siedzieli na plażę. Fakt, była niepokojąco blisko. Szum wody, zapach morza, odgłos zagubionych nocą mew był w ciąż z nimi. Chwila konsternacji, i w tym samym momencie jak padła propozycja, niewiasta wybiegła z willi. Nie myśląc wiele Eryk, jako ratownik z powołania udał się za nią wraz z pozostałymi hedonistami nad brzeg morza. Było to zwariowane, niepoprawne biegać nago ulicami. Jednak wszyscy okazywali olbrzymią radość, gdyż czuli że mogą chociaż przez chwilę bez pruderii być po prostu sobą w przestrzeni publicznej. Eryka wręcz intrygowało, jakie musiały by być reakcje przypadkowych przechodniów, gdyby ich spotkali.

Zimna woda, lecz ciepłe ciała. Zamiast ostudzić emocje, podgrzali je jeszcze mocniej. Chłodno, mokro, słono, słodko, ciepło, przyjemnie. Chłodny wiatr smagał ich rozgrzane organizmy. Pluskali się w wodzie jak dzieci robiąc się co raz bardziej mokrymi. Słone krople spływały im po nogach, plecach i piersiach. Słodki wyraz kobiecej twarzy nadawał całości pełnej beztroski. Ciepło drugiego ciała wtulonego w pierwsze chroniącego się przed wiatrem. Przyjemne doznanie warte dalszej konsumpcji.

Scena piąta – Chcę Ciebie.

Rozmowy trwały w najlepsze. Szybko wypłukali się z piasku, który niespostrzeżenie wdarł się w każdy skrawek cielesności. Wytarli się ręcznikami i wrócili do wspólnej przestrzeni, gdzie czekali pozostali goście wieczoru lekko niedowierzający sytuacji z przed chwili. Po kilku łykach rozgrzewającego, choć z założenia zimnego napoju nastąpił czas intymnych eksploracji. Teraz ilość hedonistów uszczupliła się. Stała się bardzo kameralna. Położyli się wspólnie na jednym z łóżek, tak by każdy miał każdego w swoim zasięgu. Stymulującym jest być pieszczonym i pieścić, gdy jest się pieprzonym lub pieprzy. Eryk podszedł do pięknej dziewczyny, która od początku wieczora obserwowała z nieśmiałością całą symfonię. Położyła się przed nim na plecach podpierając łokciami, by mogła widzieć każdy jego ruch. Byli już gotowi na siebie. Wszedł w nią. Głęboko, jednakże nieśpiesznie by dać oswoić się kobiecie z nowym doświadczeniem. Powolne ruchy i penetracja ciepłej szczelni okalającej penisa pochwy była zmysłowym aktem dwojga kochanków. Jedną ręką Eryk objął dziewczę w pasie, by dosunąć jej lędźwie do swoich. Ewidentnie było to akcentem, który bardziej pobudzał. Niesamowite reakcje, które uwidaczniały się w oczach przewróconych do góry chcących jakby wejść w stan podświadomości dla intensywniejszych doznań. Ekspresja w ruchach i mimice intrygowała, ale także była paliwem do bardziej szalonej akcji. Muzyka odczuć biła teraz w rytmie trance, mocnym, lecz kojącym w pulsacji bitem. Partnerka odpływała w świat, do którego dostęp ma każdy kto dopuści siebie i własne myśli do prawdziwego poznania.

Luiza oddawała się obok nich oracji swych krwistych warg, milczącemu sprawnemu oratorowi. Mówił do niej bez słów. Rozumiała jednak każde słowo, każde zdanie, każdy akcent interpunkcji. Patrzył na nią, jak wije się po raz wtóry, gdyż liczenie nie miało sensu, w rozkoszy. Wygięta w łuk, naprężona do bólu mięśni drżała doznając zalewającego ją orgazmu. Eryk z kochanką dołączyli do mówcy i zaczęli gładzić wraz z jeszcze jedną kobietą całe ciało Luizy. Parzyła z gorąca. Zachęcając do dotyku, do muśnięcia do wylizania. Eryk dostrzegł, że jest już nadto wrażliwa, więc zostawił adorację pozostałym paniom. Sam podszedł do jednej z nich, którą pilnował nad brzegiem morza. Ułożyła się równolegle do Luizy pozwalając Erykowi na kopiowanie oracji trwającej obok. Penetrował ją językiem, wsuwając jego koniec do pochwy i ocierając całe wnętrze. Czując jak boleśnie naprężony penis, którego przygniatał swoim ciałem łaknie kobiety uniósł się. Chciał posiąść wybrankę, do końca, do spełniania, do zmęczenia. Wiedział, że wytrysk pozbawi go sił, jednakże wieczór zabaw miał dobiec końca. Nie pieprzył jej. Delektował się każdym ruchem, każdym milimetrem rozwartej chwili. Wsuwał się, wysuwał. Brał ją teraz tylko on, a patrzył w między czasie w oczy Luizy ekscytującej się i stykającej swym ciałem na wąskim łóżku o jego. Czuł jak prężnieje, jakby mógł być jeszcze twardszy niż był. Nie przyspieszał, jedynie oczy i głośniejszy oddech zdradzały jego stan. Powiedział wtedy do Luizy „Dochodzę”. Lakoniczne stwierdzenie w cichym szepcie. Sztywniało ciało, gęsia skórka pokryła ramiona i plecy, włosy się zjeżyły. Raz, dwa, trzy… Wystrzelił całym sobą. Przez chwilę tracąc racjonalność. Spełnił się w kobiecie, której zapragnął nad brzegiem morza.

Epilog – I co teraz?

Noc dobiegła końca. Świt był na wyciągnięcie ręki. Ostatni kochankowie rozeszli się do swoich pokoi. Szczęśliwi, zaspokojeni i nienasyceni za razem. Eryk wiedział, że chce więcej. Chce Luizy, jeszcze raz spełnić się, lecz w nieśmiałej kobiecie, której nie posiadł do końca w zmieniającej się chwili. Wiedział, że i Luiza oczekuje odpoczynku, jednakże nabrała ochoty na więcej. W końcu dobry koncert raz usłyszany rozbrzmiewa w głowie jeszcze długi czas. Mieli przed sobą jeszcze jeden wspólny wieczór, całą noc. Co jednak, gdy druga część sonaty rozpali ich jeszcze bardziej? Gdzie będzie można szukać kolejnych jej interpretacji?

Wiedzieli jedno, że intuicja ich nie zawiodła. Kto nie ryzykuje to i nic nie traci, jednakże nie ma także możliwości zyskania. Oni zyskali, nowe doświadczenia, poznanie wspaniałych ludzi oraz wiedzę, że potrafią dać z siebie to co najlepsze w wytrawnej formie. Postanowili, że powtórzą spotkanie, gdyż jest to warte świata swingu, który tworzyli.

Tekst: Eryk