SWINGERSI TO „CIULE”

Miał być obiektywny reportaż przedstawiający środowisko swingerskie w Polsce. O tym kim są swingersi w naszym kraju, jak się bawią oraz jak prezentują się rodzime kluby swingerskie. A co wyszło? Plątanina bzdur i tez, które nie mają żadnego odzwierciedlenia w rzeczywistości. O czym mowa? O artykule „Seks w większym gronie”, który ukazał się w poprzednim tygodniu na łamach Newsweeka autorstwa Anny Szulc.

Słowo za słowo

Nie dowierzaliśmy w to, co przeczytaliśmy. Dlatego pozwoliliśmy naszym nerwom nieco ochłonąć, aby w przeciwieństwie do p. Szulc – podejść do tematu jak najbardziej merytorycznie. I chyba najlepszym rozwiązaniem będzie bezpośrednie ustosunkowanie się do słów zawartych w artykule.

„Tu nie da się normalnie żyć – wzdycha Kazimierz, siwy pan po siedemdziesiątce. Mieszka w bloku, blisko klubu Prive.

– Słyszała pani o „gang bang? – pyta ponuro

– To jacyś bandyci?

– Nie, skąd. Same ciule.”

Brawo Pani Anno – bijemy pokłony za jakże nietrafną interpretację zagadnienia. Czy doprawdy nie poświęca pani chociażby kilka minut na zaznajomienie się z tematyką, z którą przyjdzie się pani zmierzyć? Ot, dziennikarstwo na najwyższym poziomie.

Swingersi jak kibice

„Na przykład kopulujących na kopulodromie można obserwować z galerii na wyższym piętrze, można klaskać, gwizdać i wydawać z siebie inne odgłosy podziwu.”

Nigdy, ale to nigdy nie byliśmy świadkami, aby goście zachowywali się niczym kibice na meczu. Mężczyźnie udało się dojść – bijemy brawo, kobieta osiągnęła orgazm – nagrodźmy ją gwizdami uznania. A może zróbmy coś w stylu „Igrzysk śmierci” – gdy panu nie uda się skończyć, to koniec gry. Game over. No happy ending.

A tak na poważnie – jak można wymyślić tak idiotyczny scenariusz? A może u autorki tekstu ujawniły się ukryte pragnienia tłumione przez redaktora naczelnego gazety?

Efekt zaskoczenia

„O tym jak wysoka bywa kultura osobista niektórych swingersów, dużo można wyczytać na forach internetowych dla amatorów. „Bawiliśmy się miło z mężem i jeszcze jedną panią – pisze kobieta o pseudonimie Monroe – A ten śmierdzący, owłosiony typ wziął mnie z zaskoczenia, analnie””.

W swingu mamy już niemałe doświadczenie. Bawimy się zarówno w klubach, jak i na prywatnych spotkaniach i jeszcze ani razu nie zdarzyła się nam wyżej opisywana sytuacja. Owszem, zachowanie niektórych singli pozostawia czasem wiele do życzenia. Bywają nachalni, niekiedy trzeba dać im wyraźnie do zrozumienia, że nie jesteśmy zainteresowani zabawą z nimi, lecz wielce nieprawdopodobnym wydaje nam się „wzięcie z zaskoczenia analnie”. Co jak co, ale pupa jest znacznie mniej elastyczna niż pochwa i zdecydowanie mniej gotowa na takie niespodzianki. Ale to co najważniejsze – kluby to nie burdele, tu naprawdę obowiązują zasady, a wszyscy którzy naruszają regulamin lokalu są od razu wyrzucani przez ochronę.

Wszystko od tyłu

„Klub – mówią panie z pobliskiej Kasy Stefczyka – działa wyłącznie od tyłu. Od tyłu zwozi się tam torty, wina oraz nowe zabawki do sadomaso. Goście też wchodzą wyłącznie tylnym wyjściem, przybywają zazwyczaj wtedy, gdy już się ściemni.”

A to ciekawostka, bowiem my wchodziliśmy do klubu od głównego wejścia ze strony ulicy i tą samą drogą z niego wychodziliśmy. Poza tym, z tego co widzimy na stronie Kasy Stefczyka w Czeladzi to punkt w zależności od dnia jest czynny do 16.30 albo 18.00, zaś Red Fox otwiera się o 20.00. Zatem jak ów panie mogą widzieć przybywających gości skoro jest to fizycznie niemożliwe? No chyba, że same są bywalczyniami imprez…

Zblazowany świat

„Kluby warszawskie są gorzej wyposażone, a ich klienci zblazowani, wielu w ogóle nie wchodzi do strefy rozkoszy. Przyjdą wypiją coś, popatrzą.”

Cóż za dobór słownictwa – zblazowani. Natomiast tak się składa, że to od Warszawy zaczęła się nasza przygoda w polskim świecie swingu. To właśnie tam poznaliśmy ludzi, z którymi do tej pory mamy kontakt i zawsze z przyjemnością powracamy w tamte strony. Nawet ubiegły weekend spędziliśmy w stolicy bawiąc się wyśmienicie. I z pewnością kluby te nie są gorzej wyposażone od klubu Prive. Bowiem lokale Prive, Euphoria i Lava należą do tych samych właściciel, tworząc grupę Secretface.pl, a nie jak p. Szulc sugeruje w swym artykule – klub Prive jest zarządzany przez jedną osobę.

Zwierzęce odgłosy

„W Czeladzi, choć tu kameralniej, też szykuje się w sylwestra wielki seks. Dlatego niektórzy mieszkańcy wybierają się na noworoczną mszę do oddalonych od centrum parafii. By choć raz w roku nie słuchać po nabożeństwie tego, co się tam wyprawia.”

Doprawdy? Hmmm… Red Fox jest lokalem niezbyt dużych rozmiarów, zatem i frekwencja nie wynosi tam kilkaset ludzi, którzy mogliby generować uciążliwy hałas. Poza tym, niezależnie od wielkości, swingerskie kluby są nieźle wyciszone i gdyby nie wiedza, że znajdują się one pod danym adresem, to postronna osoba nie miałaby nawet świadomości jaka działalność prowadzona jest w tym konkretnym miejscu.

Bez oceny moralnej

I na sam koniec kilka słów od nas do pani Anny Szulc, która swoim zachowaniem wykazała kompletny brak kompetencji. Otóż zanim artykuł pojawił się w gazecie, pani Anna skontaktowała się z nami zarówno wysyłając do nas maila oraz za pośrednictwem naszego profilu na Facebooku, gdzie na zadane przez nas pytanie czy reportaż ma na celu przedstawienie prawdziwego świata swingerskiego czy udowodnienie z góry założonej tezy, uzyskaliśmy odpowiedź – „Mnie absolutnie nie zależy na ocenie moralnej, a jedynie przybliżenie Czytelnikowi zjawiska, pewnego stylu życia, o którym, z powodu tabu, mało wiedzą.”. Umówiliśmy się, więc z dziennikarką na rozmowę telefoniczną. W dniu, kiedy rozmowa miała się odbyć, pani Szulc zadzwoniła do nas kilka godzin wcześniej z prośbą o przełożenie rozmowy na kolejny dzień. I koniec, zero późniejszego kontaktu. Ani telefonu, ani maila. A my z Erykiem chyba mamy gołębie serce, gdyż pierwsza myśl jaka przyszła nam wówczas do głowy, to że może coś się po prostu stało. Nawet wysłaliśmy maila czy wszystko w porządku i tu też brak odpowiedzi. Dopiero przez przypadek dowiedzieliśmy się od naszego bardzo dobrego znajomego, że artykuł poszedł do druku.

Fałszywa rzeczywistość

Pani Anno, jeżeli pani to czyta, to chcielibyśmy żeby miała pani świadomość, że pani artykuł tak naprawdę jest bardzo krzywdzący dla środowiska swingerskiego. Nie podjęła pani najmniejszej próby zgłębienia tego stylu życia, chociażby rozmawiając z parami, dla których swing to coś więcej niż mechaniczna czynność seksualna z innymi partnerami. Tak naprawdę było to pójście na łatwiznę, tylko po to, aby wywołać kontrowersję. To nie jest rzetelne dziennikarstwo, lecz jedynie tani chwyt na podbicie sprzedaży. Czy o to pani chodziło? Jeżeli tak, to sugerujemy pójść krok dalej i stworzyć nowy wpis – Jak łatwo fałszować rzeczywistość – bowiem w tym sprawdza się pani idealnie.

Tekst: Luiza i Eryk

 

Link do części artykułu:

http://www.newsweek.pl/plus/spoleczenstwo/seks-slask-stal-sie-zaglebiem-seksu-grupowego,artykuly,419222,1,z.html

 

PRZECZYTAJ:

JAK JEST W KLUBIE DLA SWINGERSÓW? CZĘŚĆ I

Close