SWINGERSKI MARATON W WARSZAWIE

To były trzy dni niesamowitych doznań. Warszawa znów nas nie zawiodła – wspaniali ludzie i rozkoszne wydarzenia. Czego chcieć więcej? My z pewnością wróciliśmy spełnieni sobą i innymi. Jesteście ciekawi co robiliśmy? 😉

Hedonistyczne urodziny

Zabawę zaczęliśmy już w piątek. 30 grudnia były urodziny naszego ulubionego barmana z Lavy – Janka. Zatem nie mogło nas zabraknąć na jego imprezie. To także dzięki niemu w Lavie czujemy się jak u siebie. Bez żadnego skrępowania, bez zbędnego spinania się. To jest jak do tej pory jedyny klub, do którego od razu wchodzimy zrelaksowani. Zresztą jak powiedział też nasz nowo poznany znajomy – ten klub jest tak elitarny, że już jadąc tutaj, człowiek czuje się lepszy. I zgadzamy się z tym stwierdzeniem całkowicie. Kameralność tego miejsca sprawia, że wszyscy z chęcią się ze sobą poznają. I to zarówno, jeśli chodzi o konwersacje przy barze, jak i ciąg dalszy w jednym z pokojów. Tradycyjnie wyszliśmy jako jedni z ostatnich. No cóż, jakoś szybko nam tam czas płynie. A jak wypadły urodziny Janka? Hedonistycznie 🙂 Oczywiście, nie zabrakło śpiewania „Sto lat”, toastów i przemówienia jubilata. Może sama w przyszłym roku urządziłabym tak urodziny… Przyszlibyście? 😉

Sylwestrowy „pierwszy raz”

Sylwestra postanowiliśmy spędzić w Euphorii i był to nasz pierwszy raz w tym klubie. Ukryty i trudno dostępny od zewnątrz, skrywa w sobie wiele przestrzeni do cielesnych zabaw. Motywem przewodnim imprezy była włoska muzyka oraz włoski styl ubioru. Panie w eleganckich sukienkach i panowie ubrano na włoskich mafiosów – dopasowane koszule, szelki i kapelusze. Ach, mówię Wam – nie mogłam się napatrzeć na tak ubranego Eryka. Wyrafinowanie i drapieżność – uwielbiam to zestawienie. Euphoria zaskoczyła nas swoją wielkością – na dole znajdował się całkiem sporych wymiarów parkiet oraz łóżko wodne (którego niestety nie udało nam się wypróbować, bo już od samego początku było cały czas oblężone). Na poziomie 0 umiejscowiony był bar i wiele wygodnych kanap do siedzenia, zaś na piętrze nie zabrakło wielu, doprawdy wielu łóżek do wspólnych zabaw, łącznie z pokojem, w którym można było zamknąć się, lecz równocześnie być podglądanym. Euphoria miała także do zaoferowania duże jacuzzi i suchą saunę – zatem naprawdę można w tym miejscu spędzić rozkosznie czas. Na sylwestrowej imprezie bawiło się ponad 100 osób. O północy wyszliśmy wszyscy na zewnątrz, aby podziwiać prywatny pokaz fajerwerków, który z pewnością był widoczny na całej dzielnicy. A co, niech inni patrzą i zazdroszczą 😉 Wraz z nadejściem północy, goście zaczęli przebierać się w seksowne i swobodniejsze stroje. W końcu bielizna jest łatwiejsza do zdejmowania niż opięte sukienki czy spodnie uwięzione przez paski czy szelki. Przestrzenie do swingerskich igraszek szybko wypełniły się wijącymi się ciałami i jękami wydobywanymi przez kobiece gardła. Ach, piękne są takie widoki. Uwielbiamy sycić oczy namiętnymi obrazami. Dla własnych fantazji i późniejszych tekstów.

A niedziela to był kompletny chillout, bo znów… wylądowaliśmy w Lavie. A co, jak się relaksować to tylko tam. I napiszę szczerze, że byłam naprawdę szczęśliwa, kiedy mogłam uwolnić się na ten wieczór od szpilek oraz sukienek i swobodnie chodzić sobie po klubie ubrana tylko w ręcznik. Moje ciało niczym nie skrępowane stało się jeszcze bardziej chętne na dotyk i pieszczoty. Poza tym o dobrą atmosferę w klubie zadbali także stojący za barem Janek z Natalią (o dużych walorach estetycznych na co Eryk od razu zwrócił uwagę 😉 – genialny barmański duet. Zresztą Janek swoim poczuciem humoru rozbawił wszystkich do łez przedstawiając scenki z życia swingers klubu. Może kiedyś trzeba będzie przygotować o tym kabaretowy występ? Wówczas cała Polska by się dowiedziała, że swingersi to otwarci i wyluzowani ludzie 😉

To był naprawdę trzydniowy swingerski maraton. Każdy wieczór był inny, na każdej imprezie towarzyszyło nam inne podniecenie i inne emocje. Ale to, co najpiękniejsze – każdy wieczór był nasz. Możemy przybliżać się i czasem oddalać, bo takie jest po prostu życie. Lecz do pokoju zawsze wracamy razem…

Tekst: Luiza

Fot.: http://bigthink.com/videos/esther-perel-on-the-nature-of-erotic-desire-2