SWINGERSKI WEEKEND NA MAZURACH

http://beatamazurek.deviantart.com/art/Body-282518724
http://beatamazurek.deviantart.com/art/Body-282518724

W naszym swingowym doświadczeniu były już spotkania w klubach i apartamentach, spontaniczne przygody i zaplanowane wyjazdy. Ale ciągle czuliśmy, że chcemy więcej i więcej. Więcej czasu, więcej luzu i więcej ludzi. I w końcu wybraliśmy się na swingerski weekend na Mazury. I wiecie co? Było bosko!

Pierwsze doznania

Tak właściwie, to był nasz pierwszy wypad w mazurskie strony. I chociaż może za dużo jezior nie widzieliśmy, to chyba tak intensywnych mini wczasów jeszcze nie przeżyliśmy. Organizatorem spotkania była ekipa z warszawskiej Euphorii, która na miejsce seksualnych doznań wybrała ośrodek Mazurski Komfort­ mieszczący się w małej miejscowości Machary, niedaleko Mikołajek. Ładne, zadbane i elegancko wykończone domki, podgrzewany basen i jacuzzi na świeżym powietrzu i na dodatek sauna – wszystko co potrzebne do pełnego relaksu i stworzenia podniecającej atmosfery. Młody właściciel i miła obsługa. Zastanawialiśmy się jednak jak nas odbierają, lecz chociaż byli w pobliżu, nie czuliśmy się skrępowani ich obecnością. Podejrzewamy nawet, że wzbudziliśmy w nich lekką ciekawość. 😉

Pierwszy wieczór, to pierwsze rozmowy, flirty, dotyki i pocałunki. Nieśmiałe zapoznania przemieniające się z każdą godziną w śmielsze poczynania. Badanie gestem i słowem upodobań, przekraczanie wewnętrznych limitów. Przejście z sauny do salonu, a później masaż, rozkosz i penetracja.

My z Erykiem szybko nawiązujemy nowe znajomości i jeżeli z obu stron pojawi się iskra pożądania, to nie odmawiamy sobie nowych doświadczeń. Bo niby czemu mielibyśmy się w nich ograniczać? Zatem już pierwszego wieczoru pozwoliliśmy sobie na odrobinę szaleństwa. Ja wpierw oddałam się w ręce masażysty, który swoim dotykiem przeniósł mnie wręcz w stan nirwany. Doznawana błogość wzmagała kumulujące się we mnie seksualne napięcie. Błądząca po ciele dłoń coraz odważniej wędrowała w erotyczne zakamarki. O tak, apetyt na namiętność niebezpiecznie wzrastał… Aż masująca dłoń została zamieniona na wibrujący język, który doprowadził mnie do orgazmicznego szału. Ale to nie był koniec wieczoru. Jego kontynuacja przeniosła się na wygodną sofę, gdzie razem z nowo poznaną parą oddaliśmy się wzajemnej eksploracji…

Odpłyńmy razem

Następny dzień przyniósł kolejne miłe chwile. Z kilkoma osobami wybraliśmy się do Mikołajek na rejs po jeziorze. Tylko tak nam się dobrze rozmawiało ze sobą, że nawet nie zauważaliśmy, kiedy tak właściwie ten rejs nam minął. Ale tak to już bywa, kiedy towarzystwo jest dopasowane i nie brakuje tematów do rozmów 😉

Nim się obejrzeliśmy nastał wieczór. Jeden z uczestników wyjazdów miał urodziny, zatem był i tort i impreza. Ale tym razem już nie było wcześniejszej nieśmiałości. O nie, teraz każdy miał ochotę na zabawę i to w przeróżnych układach i konfiguracjach. Na stole do masażu, na kuchennym blacie, na kanapie. Dosłownie każda przestrzeń była wykorzystana na miłosne igraszki. Sama po raz pierwszy oddałam się seksowi z trzema kobietami i nie spodziewałam się, że kiedykolwiek kobieta będzie mnie pieprzyła (ale to będzie temat na osobny wpis). Panowała całkowita swoboda. Kto miał ochotę się bawić, ten się bawił, a ten kto pragnął rozmowy, ten rozmawiał. Po prostu obowiązywała zasada – wszystko możesz, nic nie musisz. My w każdym razie zakończyliśmy seksualne uciechy o szóstej rano dnia następnego.

Z kolei niedziela to był totalny chillout. Grzejące słońce wręcz nawoływało do odpoczynku przy basenie. Spokój, cisza, nagość – czego chcieć więcej? Niektórzy oddawali się lekturze, a niektórzy – oralnym pieszczotom. Zero skrępowania i ograniczeń. Później zorganizowaliśmy sobie mały turniej wodnej siatkówki, czyli tak jak na swingerskich koloniach być powinno 😉

I właśnie coś takiego z Erykiem chcieliśmy przeżyć. Takie wszystko w jednym. I odpoczynek i rozkosz. I rozmowy i zabawę. Nie mieć poczucia uciekającego czasu, że za chwilę impreza się skończy i trzeba będzie wracać do siebie. Nie stresować się dress codem, tylko być sobą – naturalnym sobą. Z pewnością, jeszcze nie raz będziemy uczestniczyli w tego typu wyjazdach, bo z Mazur wróciliśmy szczęśliwi i spełnieni. I to pod wieloma względami.

P.S. Mazurski weekend dostarczył nam tylu wrażeń, że wkrótce na blogu ukażą się następne wpisy opisujące nasze wyjazdowe przygody.

Tekst: Luiza