Niektórzy opierający swoje przekonania o swingowaniu wyłącznie na podstawie wielu bzdur wypisywanych w internecie, uważają, że swing jest tylko po to, aby uchronić się przed tak i nieuchronną zdradą. W skrócie – skoro i tak będziemy się zdradzać, to już róbmy to razem. Będzie i przyjemniej i bezpieczniej, no i nie trzeba będzie prowadzić podwójnego życia.

Zdrada kontrolowana

Jak ja nie cierpię tego określenia. Swing to nie zdrada. To uzupełnienie, delektowanie się, wzajemne poznawanie, wzmacnianie fundamentów zaufania. Mam dalej wymieniać? Bo mogę tak w nieskończoność. Swingowanie to nie jest droga na skróty. Wręcz przeciwnie, aby osiągnąć stan zrozumienia i akceptacji trzeba dużo się nachodzić. I długo dochodzić.

Podobno monogamia nie jest wpisana w naturę człowieka i trudno się z tym nie zgodzić. Jako swingująca kobieta uwielbiam smak nowych mężczyzn czy zapach kobiecego ciała. Jest mi dobrze dzieląc się swoją cielesnością z innymi, obdarowywać  ich rozkoszą niczym na giełdzie przyjemności. Ale…

… gdyby mój mąż tego nie akceptował, gdybyśmy wspólnie się w tym nie odnaleźli – to nie robiłabym tego. Proste. Nie ryzykowałabym miłości życia dla ulotnej ekstazy. Nawet teraz, kiedy już liznęłam (i to dosłownie) swingerskiego świata.

Razem czy osobno

I kiedy czasem dzieli nas odległość – wówczas inni potencjalni kochankowie dla mnie nie istnieją. Oddzielam się grubym i wysokim murem od jakiegokolwiek flirtu czy kokieterii. Nie potrzebuję takich wrażeń, nie prowokuję, nie podsycam niedomówień. A idąc tokiem stereotypowych przekonań – co miałabym do stracenia? Przecież i tak pieprzymy się już z innymi, więc co za różnica czy razem czy osobno?

Różnica jest diametralna. Nawet nie zliczę ile razy pisałam, że swing smakuje tylko we dwoje. Swingujecie dla siebie, a nie przeciwko sobie. Nie robicie tego, aby coś udowodnić, pokazać, licytować się kto jest lepszy. Związek to nie walka. To wspólne pokonywanie życia, trzymając się przy tym za rękę.

Zielone światło

Swingowanie to nie jest również wiecznie palące się zielone światło, dające pozwolenie na robienie wszystkiego ze wszystkimi. Skoro zaczęliśmy, to co tam będziemy się ograniczać albo robiłem to już tyle razy z innymi, że jeden mały skok w bok nic nie będzie znaczył – jeżeli takie durne myśli przychodzą Wam do głowy, to znaczy, że nie jesteście gotowi na prawdziwy swing oraz, że nie zależy Wam na związku w jakim jesteście. Taka jest okrutna prawda.

Zdrada będzie bolała tak samo niezależnie od tego czy jesteście swingersami czy nie. Okazywanie atencji, czułości, fizycznego pożądania za plecami ukochanej osoby, to strzelanie do swojej bramki. I co z tego, że strzelisz gola, skoro przez niego możesz przegrać to, na czym najbardziej Ci zależy.

Tekst: Luiza