UWIÓDŁ JĄ GŁOSEM

Czekała na ten koncert. Bilety kupione kilka miesięcy wcześniej, data zaznaczona w kalendarzu. W ostatnim czasie był jej stałym kompanem: podczas spacerów, jazdy samochodem oraz wtedy, kiedy upragniony sen nie chciał przyjść. Jego utwory przynosiły albo ukojenie na nadszarpnięte nerwy albo stanowiły idealne, muzyczne tło do tworzenia nowych tekstów. Choć był tego nieświadomy, to romansował z nią…

Uwiódł ją głosem, choć nie była to miłość od pierwszego usłyszenia. Ich pierwsze spotkanie było szorstkie. Skończyło się na szybkim przewijaniu utworów, w poszukiwaniu rytmów uderzających prosto w serce. Przelotna znajomość bez kontynuacji. Ale coś nie dawało jej spokoju, musiała usłyszeć go raz jeszcze. Zatrzymała się na piosence „Od dawna już wiem” i… przepadła. Zakochała się. W mądrych i nietuzinkowych tekstach, w ciepłych i spokojnych aranżacjach, w tym, że tworzył coś tak pięknego i odmiennego.

***

Poszli na koncert razem, bo przecież wszędzie chodzili razem. Wtulona w ramię męża czekała na artystów i pierwsze tony. Była ciekawa jak wygląda na żywo mężczyzna będący jej niecielesnym kochankiem. Ubrany tak bardzo zwyczajnie, stał się dla niej jeszcze bardziej nadzwyczajny. Powiedział tylko Dobry wieczór i zasiadł do pianina. A ona zamknęła oczy i odpłynęła w świat zmysłowych doznań.

Uwiódł ją głosem i ten sam głos słyszany ze sceny potęgował doznania. Dźwięki wibrowały, uderzając w najczulsze miejsca. Jego palce wędrujące i głaszczące klawisze, hipnotyzowały. Tak delikatne i tak stanowcze zarazem. Czuła, że musi zacisnąć uda, by skumulować narastające podniecenie, jednocześnie pragnąc, aby męska dłoń zanurzyła się między nimi…

W myślach przeklinała, że miała na sobie sukienkę. Powinna ubrać się bardziej niedostępnie, by nie kusić ukrytych instynktów. Przygryzła wargi i próbowała robić wszystko, by nie dać po sobie poznać, jak ciężką toczy wewnętrzną walkę.

***

Skupiła się na grze świateł, choć najbardziej podobało się jej, kiedy oświetlenie było skupione tylko na nim. Fantazje powoli wygrywały z poprawnością. Żałowała, że nie wzięła ze sobą notesu, by zanotować batalię myśli kotłujących się w jej głowie…

On, muzyka, Eryk i ona – czworokąt doskonały…

Tak, zdecydowanie mogłaby wcielić tę wizję w życie. Pusta sala, przygaszone światła i ich ciała sprawdzające wytrzymałość pianina…

Ze zmysłowego letargu wyrwały ją oklaski publiczności. Jak to? To już koniec? Czuła się niezaspokojona, lecz na szczęście nie musiała długo trwać w tym stanie. Gdy zespół ponownie wyszedł na scenę, wiedziała, że ma jeszcze chwilę na kontynuowanie erotycznych obrazów malowanych w wyobraźni.

Ponownie zamknęła oczy, oddając się muzyce, oddając się jemu, oddając się im…

Tekst: Luiza

PRZECZYTAJ: http://swingwithme.pl/zadza-poznania/

Sprawdź: https://www.facebook.com/kortezjazzboy/