Chcemy się ciągle rozwijać, uczyć, doskonalić, dlatego postanowiliśmy, że będziecie… uczyć się razem z nami. Co Wy na to? Seksualność kryje w sobie tak wiele tajemnic, które tylko czekają albo na odkrycie albo na zagłębienie się w meandry ich zagadkowości. Zaś czasami to, co z założenia jest najłatwiejsze wydaje się najbardziej skomplikowane. I na odwrót. Zatem na blogu systematycznie będą się pojawiać „Wykłady z seksu”, podczas których będziemy zajmować się jednym, konkretnym pojęciem. Unikając jednak encyklopedycznych wyjaśnień i zbyt wyszukanych interpretacji. Będziemy starać się pisać najprościej jak się tylko da. Obiecujemy!

Na pierwszy ogień idzie VOYEURYZM.

Cóż to takiego? Mówiąc potocznie jest to oglądactwo/podglądactwo, a dokładniej czerpanie przyjemności z oglądania innych podczas czynności seksualnych (rozbierania się, pieszczot, stosunku). Ów przyjemność może być osiągana już podczas trwania praktyk seksualnych podglądanych osób lub późniejszego fantazjowania o nich w trakcie masturbacji. Co istotne, osobie uprawiającej voyeuryzm do poczucia satysfakcji wystarczy sam fakt ukrytego patrzenia, bez chęci ujawnienia się lub dołączenia do podglądanych uczestników. Odmianą voyeryzmu jest agreksofilia z tą różnicą, iż podglądanie jest zamienione na chęć podsłuchiwania praktyk seksualnych innych.

Tyle z teorii. Pora przełożyć to na praktykę i chyba najłatwiej będzie się odnieść do zachowań singli w klubie swingerskim, gdzie niektórzy panowie przychodzą tylko po to, aby popatrzeć na zabawę innych gości. Ukryci za drzwiami bądź kotarą, masturbują się sycąc zmysły rozkoszą pozostałych przybyłych. Zauważeni przez kogokolwiek – odchodzą do innego pokoju.

Bardziej prywatnie

A jak to wygląda u nas? Otóż Eryk nie czuje jakiegoś skrępowania oglądając seks swingujących par. W żaden sposób się z tym nie ukrywa, często nawet zadając pytanie Czy możemy popatrzeć? (choć jak bawiące się pary spodobają nam się, to również ma odwagę zapytania Czy możemy dołączyć?). Zapytałam się go zresztą, co go w tym najbardziej kręci. Odpowiedział mi, że sącząc drinka lubi patrzeć jak inni przechodzą od pieszczot do orgazmu, bo wie jak przyjemny bywa ten stan. Podglądanie nie krępuje go w klubie, gdyż bawiący się tam ludzie między innymi po to tam przyszli, ale gdy ktoś zasłania się przed spojrzeniami – szanuje to i nie przekracza wyznaczonej granicy. Natomiast, nie przepada za podglądaniem w pojedynkę, tylko preferuje kiedy ja jestem z nim (i najlepiej, gdy go przy tym pieszczę).

Niby podobni, a jednak różni

Z kolei ze mną jest zupełnie na odwrót. Choć to być może głupie, to czasami mam wrażenie iż podglądając innych, zakłócam ich intymność. Owszem, uwielbiam obserwować, ale zerkając raczej kątem oka bądź stojąc gdzieś w oddali. Za to skrupulatnie zapamiętuję przewijające się obrazy, przekuwając je później na fantazje uruchamiane podczas robienia sobie dobrze bądź na słowa publikowane w kolejnym wpisie na blogu.

Fascynujące, że chociaż podniecają nas podobne rzeczy, to w niektórych kwestiach mamy zupełnie odmienne zapatrywania. Coś czuję, że podczas tworzenia nowego cyklu poznamy się jeszcze bardziej 😉

A Wy lubicie podglądać? Czy może tak jak mnie nieco Was to krępuje?

Tekst: Luiza

PRZECZYTAJ: http://swingwithme.pl/hotka-story-i-zdrada-kontrolowana/